82. Miłosierne postrzeganie i działanie jest świętością.

„82. Jezus nie mówi: „błogosławieni, którzy planują zemstę”, ale nazywa błogosławionymi tych, którzy przebaczają i czynią to „siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18, 22). Trzeba pomyśleć, że wszyscy jesteśmy armią rozgrzeszonych. Na każdego z nas spojrzano z Bożym współczuciem. Jeśli szczerze zbliżymy się do Pana i wyostrzymy słuch, to zapewne czasami usłyszymy ten wyrzut: „Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” (Mt 18, 33). Miłosierne postrzeganie i działanie jest świętością.” – Gaudete et exsultate, papież Franciszek,

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP – Znak nadziei i pocieszenia

Z okazji uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, za natchnieniem otworzyłem w czasie modlitwy książkę pt.: „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej”, ks. Stefano Gobbiego. Ze niemałym wzruszeniem stwierdziłem, że książka otworzyła się na następującym rozdziale:

394 Znak nadziei i pocieszenia
Rubbio (Vicenza), 8.12.1988 Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

a Patrzcie dziś wszyscy na Mnie – na waszą Niepokalaną Mamę. Aby kontemplować Mnie jako znak nadziei i pocieszenia, zjednoczcie się z zastępami Aniołów i ze Świętymi w Niebie, z wszystkimi duszami modlącymi się i cierpiącymi w Czyśćcu oraz z Kościołem ziemskim i pielgrzymującym, żyjącym jeszcze w czasie i kroczącym po pustyni świata.

b Wolność od wszelkiej zmazy grzechu, nawet grzechu pierworodnego, pozwoliła:
Mojej duszy – być całkowicie napełnioną życiem Bożym;
Mojemu umysłowi – być wypełnionym Duchem Mądrości, który poizwolił Mi zrozumieć Boskie Słowo;
Mojemu Sercu – otworzyć się na najdoskonalszą formę miłości;
Mojemu Ciału – być ogarniętym niepokalaną jasnością dziewiczej czystości.

c Popatrzcie na Mnie – waszą Niebieską Mamę, we wspaniałości Jej nadludzkiej piękności – i biegnijcie wszyscy śladem Mojego rajskiego zapachu. W Moim pięknie ma głębokie źródło wasza nadzieja i wasza pociecha.

d Jako <cała piękna> – tota pulchra – jestem dla was znakiem nadziei w przeżywanych przez was dniach, w których Mojemu przeciwnikowi udało się wszystko skalać plamą grzechu i nieczystości. Żyjecie pod znakiem jego największego zniewolenia, zamazującego w was każdy ślad duchowego piękna. Grzech zaciemnia dusze, przeszkadzając im przyjąć wspaniałość życia i wspólnoty z Bogiem. Ciała są stale zezwierzęcane przez panowanie namiętności i nieczystości. Cywilizacja bez Boga przygniata swym ciężarem człowieka, zniekształcając w nim obraz jego pierwotnej godności. Uporczywe odrzucanie Boga rzuca cień na świat. Głębokie ciemności zstąpiły obecnie, aby wszystko okryć.

e Dlatego w tym czasie ukazuje się Niepokalana Mama – jako znak waszej niezawodnej nadziei.  Moje matczyne zadanie polega na prowadzeniu dusz do łaski, serc – do miłości, ciał – do czystośc, człowieka – do wielkiej godności dziecka Bożego, świata – do doskonałego uwielbienia Przenajświętszej Trójcy.

f Jako <cała piękna> – tota pulchra – jestem dla was także znakiem pocieszenia. Żyjecie w czasie wielkiego ucisku. Wzrastają próby i cierpienia wszystkich. Źli z uporem kroczą nadal drogą zła i grzechu, nie przyjmując Moich potwarzającyh się wezwań do nawrócenia i powrotu do Pana.

g Dobrzy stali się letni i jakby sparaliżowani szkodliwą atmosferą, w której żyją. Osoby konsekrowane oddają się poszukiwaniu przyjemność i przyciąga je duch świata, odrzuconego z powodu ich powołania. Kapłani tracą siły, wielu jest złych i niewiernych, trwonią skarb świętego Kościoła Bożego.

h Godzina kary właśnie nadeszła. Dlatego też bardziej niż kiedykolwiek potrzebujecie oddania siebie Mnie, waszej Niebieskiej Mamie. Mnie bowiem Pan powierzył zadanie prowadzenia Was wszystkich droga dobra, zbawienia i pokoju.

i Zapraszam dziś wszystkich do popatrzenia na Mnie, na waszą Niepokalaną Mamę – znak pewnej nadziei i pocieszenia. W tych dniach głębokiej ciemności i powszechnego zamętu pozwólcie się ogarnąć Moją Światłością, abyście – kierowani i prowadzeni przeze Mnie – mogli iść i oświetlać wszystkie zakątki ziemi.”

Zdrowaś Maryjo – módl się świadomie!

Pewnego dnia, św. Gertruda ujrzała Pana Jezusa liczącego złote monety. Zapytała Go, co liczy. Jezus odpowiedział „Liczę twoje Zdrowaś Maryjo, to jest moneta, jaką nabywa się Moje niebo”.

Bł. Alan w swoim Psałterzu przypomina historię pewnej zakonnicy, która zjawiwszy się po swej śmierci swojej współsiostrze powiedziała jej: „Gdybym mogła wrócić do życia, aby odmówić jedno Zdrowaś Maryjo, także bez zbytniej gorliwości, zgodziłabym się chętnie znowu na wszystkie bóle wycierpiane przez lata i lata, aby tylko mieć zasługę tej modlitwy!”.

Przykłady świadectw o modlitwie „Zdrowaś Maryjo” można mnożyć.
Niesamowite. Najprostsza i chyba najpopularniejsza modlitwa, której słowa znają chyba wszystkie chrześcijańskie dzieci, przynosi tak wielkie łaski!

Skoro tak, to warto, abyś odmawiając ją robił to właściwie, tzn. świadomie i z uczuciem, jakbyś widział Najświętszą Maryję Pannę przed sobą i do Niej mówił, jakbyś patrzył Jej w oczy i z czcią pełną miłości, jak Archanioł Gabriel i Elżbieta pozdrawiali Ją słowami danymi z Nieba…

Nie wystarczy bowiem znać tekst modlitwy i wyrecytować go. Każda „modlitwa recytacyjna” nadaje się tylko na konkurs recytacji, jest czystą abstrakcją. A przecież modlitwa to nic innego jak narzędzie do komunikacji z żywymi, czującymi i inteligentnymi Istotami, które słuchają, przenikają nas do głębi i chcą dla nas jak najlepiej… My wszyscy, ograniczeni w postrzeganiu świata fizycznego, a co dopiero duchowego, ewangelicznie „ślepi i głusi”, powinniśmy starać się z całych sił, aby duszą pełną wiary i ufności,  sercem pełnym pokory i miłości, ale i umysłem wypełnionym obrazami z Dzieła Wcielenia, natchnionymi przez Ducha Świętego, wzbijać się na Jego skrzydłach na nowe poziomy świadomości, które zaowocują również wyniesieniem naszej modlitwy do Nieba.

Zobaczmy, jakiej świadomości chciałby nas nauczyć sama Adresatka pozdrowienia, w jaki sposób Ona postrzega słowa tej modlitwy…

Św. Mechtylda z Hackeborn (XIII w., Niemcy), pewnego dnia zobaczyła Najświętszą Dziewicę. Na piersi miała napisane złotymi literami słowa Pozdrowienia Anielskiego.  Maryja powiedziała jej: Wiedz córko moja, że nikt nie może uczcić Mnie pozdrowieniem przyjemniejszym od tego, które najczcigodniejsza Trójca do Mnie za pośrednictwem anioła skierowała i którym podniosła mnie do godności Matki Boga. Dzięki słowu „Ave” (Shalom), co znaczy „pokój – harmonia”, pojęłam jak Bóg, w swojej wszechmocy, zachował mnie od każdej plamy grzechu i od cierpień, którym pierwsza niewiasta została poddana. Imię Maryja (Miriam / Mariam [gem. = 29]), co znaczy mnóstwo kropli deszczu, jak ocean wody, który jest obrazem błogosławieństwa w każdym aspekcie życia, imię to oznacza też światło zdolne do przemiany goryczy w słodycz, cierpienia w radość. Pan Bóg napełnił Mnie mądrością i światłem, abym rozjaśniła, jak świetlana gwiazda niebo i ziemię. Słowa: „pełna łaski” przypominają mi, że Duch Święty wypełnił mnie tyloma łaskami, że mogę udzielić ich z obfitością tym wszystkim, którzy o nie proszą przez moje wstawiennictwo. Gdy mówicie – „Pan jest z Tobą”, odnawia się w moim sercu niewypowiedziana radość, jaką odczułam, kiedy wcieliło się we mnie Słowo Boże. Słysząc słowa: „Błogosławiona jesteś między niewiastami” wychwalam miłosierdzie Boże, które mnie wyniosło do tak wielkiego stopnia szczęścia. Kiedy w końcu słyszę: „I błogosławiony owoc Twojego łona, Jezus”, całe niebo raduje się, a Ja z nim, widząc Jezusa, Mojego Syna, uwielbionego i chwalonego za to, że zbawił ludzi.

Druga część modlitwy powstała z natchnienia Ducha Świętego wraz ze wzrastającą świadomością i pobożnością Kościoła. Oto jej objaśnienie:
Święta Maryjo” – Maryja jest Niepokalanie poczęta, wolna od grzechu pierworodnego i wszelkiej winy uczynkowej. Nie popełniła nigdy żadnego grzechu. Matko Boża” – Maryja jest Matką Boga-Człowieka. W Jezusie Bóstwo jest ściśle połączone z człowieczeństwem.Módl się za nami grzesznymi” – Jej wstawiennictwo jest niezawodne i potężne, dlatego tak warto prosić Maryję o modlitwę – zauważmy: Maryja ma się modlić za nas, jak każdy inny wierzący w Boga, np. pastor, którego prosilibyśmy o modlitwę wstawienniczą. Nie ma w tym żadnego bałwochwalstwa. Jest to prośba o wstawiennictwo skierowana do Mamy Jezusa. A Jezus chce być i jest Jej posłuszny, jako swej Matce, jest zobowiązany jako człowiek do przestrzegania czwartego przykazania oddawania Jej czci jako syn, a jako Bóg z własnej woli obdarzył Ją pełnią Łaski, niejako zgadzając się z góry na Jej wszelkie prośby. Dlatego, Jej wstawiennictwo jest niezawodne i większe niż wszystkich aniołów i świętych razem wziętych. Teraz i w godzinę śmierci naszej– godzina śmierci, to czas, w którym szatan zwiększy swoje wysiłki, pokusy, w celu zatracenia nas na zawsze. To godzina w przyszłości, która jest konsekwencją wszystkich „teraz” i ostatecznie zwiąże los duszy na całą wieczność. Dlatego, prośmy Maryję, aby była przy nas jak nasza Matka od teraz, aż do chwili śmieci, a będzie z nami i w czasie Sądu. „Amen” – znaczy tyle, co FIAT. Chcemy, by wszystkie słowa tej modlitwy spełniły się w naszym życiu i przyczyniły się do naszego Zbawienia.

Do wyjaśnień Maryi nie trzeba naprawdę dodawać nic więcej. Powinniśmy jedynie uświadomić sobie to, co powiedziała.

Jak to zrobić? Jak przemienić recytacyjną, abstrakcyjną modlitwę w modlitwę pełną uniesienia, niczym rozmowa „twarzą w twarz”?
1) Przede wszystkim, trzeba tego bardzo chcieć, mieć jasno określoną wolę i cel, a także środki do osiągnięcia tego celu oraz modlić się o to własnymi słowami, z intencją otrzymania natchnienia od Ducha Świętego i Jego przewodnictwa.
2) Następnie, trzeba o tym myśleć i rozważać chociaż kilkukrotnie w trakcie zwykłego rytmu dnia, pielęgnując wolę przemiany. Umysł musi otworzyć się na nowe pojmowanie słów modlitwy i wykształcić odpowiadające tym słowom obrazy –  w tym przypadku Maryja jasno nakreśliła te obrazy. Serce współdziałając z umysłem, musi się również otworzyć. Wytworzy wówczas odpowiednio towarzyszące emocje.  Spróbuj zdać sobie sprawę, że obok będzie stała Maryja, Jezus, aniołowie i święci że będą Cię słuchać. Niech to zacznie docierać do Ciebie naprawdę! To właśnie niech będzie punktem wyjścia do modlitwy.
3) Modlitwa. Teraz teoria musi zostać wcielona w życie, niejako słowo musi stać się ciałem.

Pierwsze dwa punkty w porównaniu np. do nauki w szkole to niejako teoria. Trzeci punkt to „samo życie”, które teorię weryfikuje.

Warto jeszcze dodać dwie uwagi do punktu 3), żeby jeszcze głębiej zrozumieć temat.
Pozwól sobie na emocje w swojej modlitwie! Chciej i poczuj paletę uczuć, od bojaźni Bożej, przez zadziwienie, radość, dziękczynienie aż po uwielbienie i miłość. Przeżywaj razem z Maryją Dzieło Wcielenia!

Świadomość słowa w umyśle przejawia się jako obraz, wizja, a świadomość słowa w sercu przejawia się jako uczucie. Obrazy i emocje przenikające się nawzajem świadczą o jedności umysłu i serca, a to nic innego jak działająca Łaska…

Jeśli uda Ci się podczas modlitwy zjednoczyć w duszy umysł i serce, myśli i uczucia, przy jednoczesnej świadomości obecności Maryi i Jezusa, będących blisko Ciebie, to naprawdę doświadczysz Ich obecności. Przynajmniej przenikną Cię dreszcze, może popłyną łzy, pojawi się potrzeba oczyszczenia, dziękczynienia, niewysłowiona tęsknota za bezgraniczną Miłością  Boga, może spontaniczna modlitwa… Sam Bóg wie, jakimi owocami czy darami obdarzy kogoś, kto chce wejść z Nim w żywą i pełną miłości relację.

Po owocach poznasz wartość swojej modlitwy. Nie chodzi bynajmniej o chwilowe uniesienie, które jest ważne i jest paliwem m.in. dla wiary, ale ostatecznie chodzi o całościową przemianę tego, kim jesteś, o przemianę i zjednoczenie:
1) umysłu, woli i myśli, które to umysł wypełniają, (Bóg Ojciec – Boża Sprawiedliwość)
2) serca i uczuć, które serce wypełniają, (Syn Boży – Boże Miłosierdzie)
3) duszy i ducha, który duszę wypełnia, (Duch Święty – Boża Świętość)
– na podobieństwo jedynego Boga w Trójcy. (Oto dochodzimy do tajemnicy stworzenia człowieka na podobieństwo Boga.)
A wszystkie te części człowieka żyją w świątyni, którą nazywamy „ciało fizyczne” w danym czasie i miejscu we Wszechświecie. Ich przemiana powoduje, że Niby to samo ciało (fizyczne), a już całkowicie inny człowiek w nim mieszka…
Nowy „błysk” Twojego oka, nowe priorytety, nowe zainteresowania, nowe sposoby spędzania wolnego czasu, a nawet nowe towarzystwo, będą zewnętrznym znakiem wewnętrznej przemiany… „powtórnych narodzin”. Przypomnijmy słowa Jezusa, Który o tym mówi:

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego. Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. [Biblia Tysiąclecia V, J 3, 3-5]

Przemiana modlitwy odbywa się synchronicznie z przemianą całego Ciebie, właściwie jako owoc tej przemiany, który jednak dojrzewa w świetle otrzymywanym na modlitwie… To działa jak obieg zamknięty w ekosystemie. Pamiętajmy, że każda przemiana i każdy wzrost wymaga czasu, ale TA, jak słyszymy od Jezusa, jest niezbędna, aby wejść do królestwa Bożego.

Nie trać więc czasu i już dziś weź się za przemianę swojej modlitwy, za przemianę siebie pod macierzyńską opieką Maryi przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym ku chwale Boga Ojca. Amen!

Strażnica i Świadkowie Jehowy

Chyba każdy w swoim życiu spotkał się z nimi – na pierwszy rzut okaz miła dwójka ludzi, która chciałaby z Tobą podyskutować na „trudne” tematy, przy tym podpierając się Biblią (a właściwie ich przekładem Biblii). Okazuje się, że są to świadkowie Jehowy, a właściwie „utożsamiający się ze świadkami Jehowy”, podający się niby za chrześcijan, ale niewierzący m.in. w Bóstwo Jezusa Chrystusa. Kim oni właściwie są?

Trzeba przyznać, że są to ludzie oddani i wierni swojej religii, posłuszni, lojalni i wytrwali, ofiarni i skłonni do wyrzeczeń w imię służby jedynemu Bogu. Mają szacunek do Słowa Bożego, czytają tysiące stron opracowań wydawanych przez ich „ciało kierownicze”… Ich zapał do dzielenia się swoją wiarą z innymi wyciąga ich z przytulnych domów np. na ulice i na wizyty po domach.  Za to trzeba mieć do nich szacunek i niech to będzie wspólnym gruntem do dialogu… Eh! Gdyby większość katolików miała taką gorliwość w wierze, jak przeciętni świadkowie Jehowy, spotykani na ulicy… nie byłoby już chyba miejsca na świecie, w którym nie słyszanoby o Jezusie Chrystusie i możliwe, że aktualnie po 2 tysiącach lat nie byłoby 2,2mld chrześcijan, ale przynajmniej 7 mld…

Niestety, od strony merytorycznej, nauki i doktryny świadków Jehowy, kształtowane i ciągle zmieniane przez Towarzystwo Watchtower org. – Strażnicę, od 1870 r. – nie mają zbyt wiele wspólnego z chrześcijaństwem. Zanegowali i zinterpretowali na swój sposób praktycznie wszystko. Swoim wybiórczym podejściem do Biblii, potrafią, cytując odpowiednio dobrane wersety, zmanipulować i podważyć każdy dogmat chrześcijaństwa, przedstawiając go przeciętnemu rozmówcy w taki sposób, że ten po prostu głupieje. Rozmówca nie mając wystarczającej wiedzy na temat własnej wiary (haniebne, ale prawdziwe…) nie potrafi tej wiary obronić. Jako przedmiot do „nawracania” szczególnie upatrzyli sobie katolików, czyli wg nich: „wyznawców religii fałszywej”. Oczywiście argumenty i interpretacje  świadków okazują się płytkie i upadają przy głębszym wejściu w Słowo Boże, jednak na tą głębię trzeba najpierw samemu wypłynąć…

Poniżej załączam materiał, który ma w tym pomóc (można udostępniać bez ograniczeń):
08.04.2018 Przeciw doktrynom Strażnicy – cz. 1

12.12.2017 Straznica a Boze Narodzenie

Materiał jest opracowany ku pomocy w prowadzeniu rozmów ze ŚJ *) w intencji i z intencją ich nawrócenia, a także dla inspiracji we własnych poszukiwaniach prawdy i pogłębiania rozumnej wiary każdego chrześcijanina – osoby wierzącej w Bóstwo Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, żyjącego z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego odwiecznie, na wieki wieków. Jednocześnie polecam strony, z których m.in. korzystałem w opracowaniu:
http://www.piotrandryszczak.pl/
https://watchtower.org.pl/dr-index.php

Warto znać ich doktryny, a jeszcze bardziej warto znać dokładnie własną wiarę i potrafić ją obronić. Zamknięcie drzwi świadkom Jehowy przed nosem albo obojętne przejście obok nich na ulicy ( i nie tylko obok nich…) nie jest czynem miłosierdzia ani aktem wiary, ale drogą najprostszą, zwykłą ucieczką i właściwie zaparciem się Jezusa Chrystusa, Boga-człowieka i Jego Ewangelii. Natomiast, rozmowa bez posiadania odpowiedniej wiedzy skończy się najpewniej porażką, która albo przerodzi się w gorące poszukiwania prawdy albo w zaparcie się wiary i odejście od Chrystusa i Kościoła.

Pamiętajmy też, że Jezus Chrystus złożył Siebie w Ofierze za nas wszystkich, Jego pragnieniem jest zbawienie każdej duszy. W szczególności dusz, którym wydaje się tylko, że znają Boga i Jego wolę… Bądźmy więc miłosierni tak, jak Bóg jest miłosierny i w duchu Nowej Ewangelizacji dajmy świadectwo o Jezusie Chrystusie, wcielonym Bogu, Bogu Jedynym w Trójcy, właśnie tym, którzy myślą, że są Jego „wiernymi świadkami”, kiedy w rzeczywistości są tymi, których opisano np. w 1 J 2, 18-19…

*) – świadkowie Jehowy mają własne materiały, które uczą ich, jak zachowywać się w konkretnych sytuacjach i jak odpowiadać na konkretne pytania. Są w tym naprawdę nieźle wyszkoleni. Mają liczne opracowania, podające wstęp do rozmowy, „zaczepki” słowne przy drzwiach, symulacje różnych sytuacji, dialogów, gotowe formułki, odpowiedzi na najczęstsze pytania, przekierowania toku myślenia. W tym celu organizacja Strażnica wydała książkę: Prowadzenie rozmów na podstawie pism (wyd. z 1991r. i poprawione z 2001r.) oraz artykuły w piśmie „Strażnica” i na stronie internetowej www.jw.org, które mają na celu kształtować linię obrony ŚJ przed częstymi zarzutami. Ich przygotowanie do dyskusji nie bierze się „z powietrza”, tym bardziej nie od Ducha Świętego, w którego Boską Osobowość nie wierzą…

O Sercu Jezusa

Termin „Serce Jezusa”, w rozumieniu antropologicznym i biblijnym, jest tytułem chrystologicznym, określającym misterium osoby. Obok innych tytułów Jezusa, takich jak: Pan, Chrystus, Słowo, Syn Boży, Syn Człowieczy, Najwyższy Kapłan, Zbawiciel – tytuł „Serce Jezusa” może być interpretowany chrystologicznie i soteriologicznie. W Jezusie wszystkie te tytuły znajdują swoją realizację, choć żaden z nich nie wyczerpuje Jego misterium. Tytuł „Serce Jezusa” nie może być redukowany jedynie do symbolu miłości, ponieważ zawiera w sobie całe misterium chrześcijańskie: życie ewangeliczne Jezusa, Jego śmierć i zmartwychwstanie, całą Jego Osobę.

Właśnie w tym Sercu zjednoczyły się razem: miłosierdzie i sprawiedliwość, jako jedna moc, prawda i pokój. Jest ono miejscem niebieskich zaślubin, boskich godów wieczystego uścisku między Bogiem a człowiekiem.

Serce Jezusa jest jak sanktuarium wzajemnej miłości Boga i człowieka. Poprzez Nie Stwórca udziela swoich darów, przebacza i okazuje miłosierdzie. Jest Źródłem, z którego tryska woda żywa: Duch Święty, Którego Ojciec i Syn posyła, aby uświęcać, tych którzy uwierzyli i gorąco tego pragną.

„W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza». A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony.” (por. J 7, 37-39).

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (por. Łk 12, 49).  I znowu można rzecz: „A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego”.
„A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!»I skłoniwszy głowę oddał ducha.” (por. J 19, 30). W ten sposób Duch Święty „wytrysnął” z Najświętszego Serca Jezusowego jak ze Świątyni Boga i od tamtej pory jest posyłany do działania, aby przemieniać i uświęcać ludzkość…

Najświętsze Serce Jezusa, jako przedmiot nabożeństwa, wyraża miłość względem Boga i ludzi i jest symbolem tej miłości. Tę właśnie miłość czcimy, kochamy i Jej też wynagradzamy. Serce Jezusa, rozważane w ten sposób, zamyka w sobie wszystkie tajemnice, rodzi je i ożywia.

Mówiąc o cielesnym Sercu Jezusa, nawiązuje się do unii hipostatycznej: „To Serce jest cielesne i żywe; tętni w Nim i napełnia je miłość ludzka dzięki unii hipostatycznej ze Słowem Bożym.”

„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.” (por. Mt 11, 29). Pokorne serce, to posłuszne serce. Posłuszeństwo Serca Jezusowego wyraża się w słowach: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (por. J 4, 34). Uczmy nasze serca tej pokory i posłuszeństwa Serca Jezusowego, które szuka w każdym działaniu woli Boga i jej doskonałego wypełnienia, ku Jego chwale.

Powyżej wykorzystano materiały z książki ks. Leszka Poleszaka SCJ: Serce Zbawiciela. Kult Najświętszego Serca Jezusowego w Zgromadzeniu Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

Zarzuty przeciwko Najświętszej Maryi Panny – część 4

Lista poruszanych zarzutów w części 4:
– Zdanie-herezja nr 7: „Jezus miał siostry i braci, bo nazwany pierworodnym a nie jednorodzonym, musiał ich mieć”
– Zdanie-herezja nr 8: „Jezus jednak musiał mieć braci i siostry, bo mówi o tym wyraźnie Ewangelia.”

Odpowiedź do zdania herezji nr 7: „Jezus miał siostry i braci, bo nazwany pierworodnym a nie jednorodzonym, musiał ich mieć”.

Herezja z IV wieku, na którą następująco odpowiedział św. Hieronim:
„Przyjmuje on [Helwidiusz], że Maryja zrodziła jeszcze innych synów, gdyż napisano: „Wybrał się Józef do miasta Dawidowego, aby się zapisać z poślubioną Małżonką, Maryją, która była brzemienna; a gdy tam przebywali, nadszedł dla Niej czas rozwiązania. I zrodziła Syna swego pierworodnego” (Łk 2, 4-6). Stara się udowodnić, iż „pierworodnym” można nazwać tylko takiego, który ma braci, podczas gdy ten, który jest dla rodziców jedynym synem, nazywa się „jednorodzonym”.

Ja zaś tak to wyjaśniam: każdy jednorodzony syn jest też pierworodnym, choć nie każdy pierworodny jest jednorodzonym. Pierworodnym mianowicie jest nie tylko ten, po którym przychodzą inni, ale i ten, po którym nikt się nie urodził. Pan mówi do Aarona: „Wszystko, co pierwsze wychodzi z łona matki, ofiarowane Panu ze wszystkiego ciała, począwszy od ludzi aż do bydła, będzie należeć do ciebie; ludzi pierworodnych każesz wykupić oraz wszystko pierworodne zwierząt nieczystych” (Lb 18, 15).

Samo Boże słowo wyjaśniło, co należy rozumieć pod pierworodztwem. „Wszystko, co pierwsze wychodzi z łona matki”. Jeśliby tylko ten nazywał się pierworodnym, po którym następują jeszcze bracia, to i kapłanom przysługiwałoby pierworodztwo dopiero wtedy, gdyby nastąpiło dalsze narodzenie. Jeśliby więc nie nastąpiło dalsze urodzenie, byłby syn jednorodzonym, a nie pierworodnym. Mówi dalej: „Wykupu dokona się po miesiącu za pięć syklów. Sykl ma dwadzieścia obolów. Nie każesz jednak wykupywać pierwocin owiec i kóz, bo są święte” (Lb 18, 16-17). Słowo Boże każe mi, gdy chodzi o zwierzęta czyste, wszystko, co wychodzi z łona matki, ofiarować Bogu albo, gdy zwierzęta są nieczyste, wykupić, płacąc kapłanowi kwotę. Mógłbym więc powiedzieć: „Czemu nazywasz pierworodnym tego, o którym nie wiem, czy nastąpią po nim bracia? Poczekaj, aż urodzi się drugi! Dopiero wtedy będę winien kapłanowi, gdy urodzi się ten, przez którego wcześniejszy stanie się pierworodnym”. Czyż nie powiedzą nawet litery i nie posądzą mnie o głupotę, bo ten jest pierworodny, który wyszedł pierwszy z łona matki, a nie ten, który ma jeszcze braci? Wreszcie pytam o Jana, o którym jest pewne, iż był jednorodzonym synem: czy był też pierworodnym? Czyż według Prawa nie podlegał on temu przepisowi? Tak, bez wątpienia, o Zbawicielu mówi Pismo święte: „Gdy minął czas Jej oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, zanieśli Go do Jerozolimy, aby Go ofiarować Bogu. Bo tak jest napisane w Prawie Pańskim: Każdy pierworodny syn winien być poświęcony Panu. Mieli też złożyć w ofierze według przepisu Prawa Pańskiego parę synogarlic albo dwa młode gołąbki” (Łk 2, 22-24). To Prawo odnosiło się tylko do pierworodnych. Gdyby nazwę „pierworodny” czyniło urodzenie dalszych synów, nie mógłby być objęty Prawem pierworodnego ten, o którym by nie wiedziano, czy jeszcze przyjdą po nim bracia. Ale ponieważ Prawem pierworodnego związany jest i ten, po którym nie następują inni bracia, wynika z tego, że ten zwie się pierworodnym, który pierwszy wychodzi z łona i przed którym nie ma innego, a nie ten tylko, po którym przyjdzie brat następny. Mojżesz pisze w księdze Wyjścia: „O północy pozabijał Pan wszystko pierworodne w ziemi egipskiej: od pierworodnego syna faraona, siedzącego na swym tronie, aż do pierworodnego tej, która była w więzieniu, a także wszelkie pierworodne z bydła” (Wj 12, 29). Odpowiedz teraz: czy zabici przez anioła byli pierworodnymi czy jednorodzonymi? Jeżeli pierworodnymi nazywają się tylko ci, którzy mają braci, to jednorodzeni winni być od śmierci uwolnieni; jeżeli zaś i jednorodzeni zginęli, to wbrew wyrokowi zginęli wśród pierworodnych i jednorodzeni. Albo więc jednorodzonych uwolnisz od kary i wtedy się ośmieszysz, albo jeśli ich uznasz za zabitych, stwierdzimy ci na pociechę, że i jednorodzonych można nazwać pierworodnymi.

Odpowiedź do zdania-herezji nr 8 pt.: „Jezus jednak musiał mieć braci i siostry, bo mówi o tym wyraźnie Ewangelia.”

– Kolejna herezja Helwidiusza z IV wieku, którą wypunktował Hieronim.
– Rzeczywiście Ewangelia mówi o „braciach Pana”, a ten kto nie zna minimum specyfiki języka hebrajskiego i tamtejszej kultury wpada w osłupienie, kiedy czyta: „Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją przed domem i chcą mówić z Tobą” (Mt 12, 47).

Hieronim przytacza chyba wszystkie fragmenty traktujące w tym temacie: „Potem udał się do Kafarnaum z Matką swą i braćmi” (J 2, 12) lub „Rzekli więc Jego bracia do Niego: Odejdź stąd i udaj się do Judei, aby i uczniowie Twoi ujrzeli dzieła Twoje, których dokonujesz. Bo kto chce być znany, nie kryje się ze swym działaniem. Skoro takich rzeczy dokonujesz, okaż się światu” (J 7, 3-4). Jan też mówi: „Bo nawet bracia Jego nie wierzyli w Niego” (J 7, 5). Podobnie piszą Marek i Mateusz: „Zaczął ich nauczać w synagodze, a wielu przysłuchując się pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? Cóż za mądrość jest Mu dana? Czyż nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? A siostry Jego czyż nie żyją tu u nas?” (Mk 6, 2-3; Mt 13, 54-55). Łukasz też w Dziejach Apostolskich tak mówi: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1, 14). Również apostoł Paweł w podobnych słowach dołącza się w tej sprawie: „Udałem się do Jerozolimy dla zapoznania się z Kefasem, zatrzymując się u niego (tylko) piętnaście dni. Spośród zaś innych, którzy należą do grona apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego” (Ga 1, 18-19). I w innym miejscu: „Czyż nie mamy prawa skorzystać z jedzenia i picia? Czyż nie wolno nam brać ze sobą niewiasty-siostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (1 Kor 9, 4-5).”

I dalej zauważają podobni Helwidiuszowi „uczeni w piśmie”: „Jak nędzną i bezbożną jest rzeczą myśleć o Maryi, że gdy inne niewiasty zatroszczyły się o pogrzebanie Jezusa, Matka Jego była nieobecna, albo wymyśleć, że była jeszcze jakaś inna Maria. Przy tym należy zważyć, iż Ewangelia Jana świadczy o Jej obecności, skoro Ją będącą już wdową oddał Pan na krzyżu za matkę Janowi (J 19, 27). Czyż mylą się i kłamią ewangeliści, gdy Maryję nazywają matką tych, których Żydzi nazywają braćmi Jezusa?”

Hieronim odpowiada na to: „Co za ślepy szał i do zguby wiodąca głupota! Mówisz, że pod krzyżem była Matka Pana, że Ją w Jej wdowieństwie i osamotnieniu polecił Pan Janowi, a przecież – twym zdaniem – miała czterech synów i wiele córek, z którymi mogła żyć razem. Nazywasz Ją wdową, a wszak nie posługuje się Pismo święte tym wyrażeniem. Choć przytaczasz wszystkie przykłady z ewangelistów, nie podobają ci się tylko słowa Jana. Mówisz tylko ubocznie, że była Maryja pod krzyżem Pana, aby nie wyglądało, iż Ją umyślnie pomijasz, milczysz zaś o będących tam z Nią niewiastach. Gdybyś o tym nie wiedział, można by ci wybaczyć, lecz widzę, że przemilczasz tę sprawę rozmyślnie. Posłuchaj więc Pana: „Stały pod krzyżem Jezusa Matka Jego i siostra Jego Matki, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (J 19, 25). Bez wątpienia było dwóch apostołów, którzy nosili imię Jakub – Jakub, syn Zebedeusza, i Jakub, syn Alfeusza. Czy twym zdaniem nazywa Pismo Jakuba Młodszego synem Maryi, choć nigdy synem Matki Pana, apostołem, czy nie? Jeśli jest apostołem, to musi być synem Alfeusza, który wierzył w Jezusa i nie należał do wymienionych braci, o których jest napisane: „Wtedy nie wierzyli także Jego bracia w Niego” (J 7, 5). Jeśli zaś nie jest apostołem, lecz jakimś trzecim Jakubem, jak można go uważać za brata Pana? I jak może trzeci dla odróżnienia od Starszego zwać się Młodszym, skoro pojęcia starszy i młodszy dopuszczają przeciwstawienie dwóch, a nie trzech osób?

Dlaczego więc – zapytasz – nazywają się braćmi Pana ci, którzy nimi nie byli?

Powinieneś już wiedzieć, że określenie „brat” ma w Bożym Piśmie cztery znaczenia. Wyraża ono:
1) naturalnego brata,

2) przynależność do tego samego narodu,
3) pokrewieństwo,
4) uczucie.

Naturalnymi braćmi byli: Jakub i Ezaw, dwunastu patriarchów, Andrzej i Piotr, Jakub i Jan. Przez narodową przynależność nazywają się między sobą braćmi Żydzi. Tak mamy w księdze Powtórzonego Prawa: „Gdy ci będzie sprzedany brat twój, Hebrajczyk czy Hebrajka, i służyć ci będzie sześć lat, w siódmym roku winieneś go wypuścić na wolność” (Pwt 15, 12). W tej samej księdze znajdziemy słowa: „Tego tylko ustanowisz królem, którego Pan, Bóg twój, wybierze spośród twych braci; nie możesz ogłosić królem kogoś obcego, który by nie był bratem twoim” (Pwt 17, 14). I znów: „Jeśli zobaczysz zabłąkanego wołu lub owcę swego brata, nie miniesz ich, lecz zaprowadzisz do brata swego. Jeśli brat twój nie mieszka blisko ciebie i jeśli go nie znasz, zaprowadzisz je do swego domu, i będą tak długo u ciebie, aż przyjdzie ich szukać twój brat i je odbierze” (Pwt 22, 1). Apostoł Paweł mówi: „Wolałbym sam być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa za braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami” (Rz 9, 3). 2. Braćmi nazywają się też krewni, pochodzący z tej samej rodziny, czyli ojczyzny, którą łacinnicy nazywają „ojczyznami”, gdy z korzenia wyrasta lekko rozgałęziona rodzina. W tym znaczeniu czytamy w księdze Rodzaju: „Rzekł Abram do Lota: Niech nie będzie kłótni między mną a tobą, między mymi a twymi pasterzami, bo przecież braćmi jesteśmy” (Rdz 13, 8). Tamże: „Lot wybrał sobie krainę nad Jordanem i wyruszył ku wschodowi. I tak się rozłączyli bracia jeden od drugiego” (Rdz 13, 11). W rzeczywistości nie był Lot bratem Abrahama, lecz synem jego brata Arama. Tara bowiem zrodziła Abrahama, Nachora i Arama, a Aram Lota. I znów: „Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wyszedł z Haranu. I wziął Sarę, swą żonę, i Lota, syna brata swego” (Rdz 12, 4-5).

Gdybyś jeszcze miał wątpliwości, iż bratem można nazwać bratanka, weź pod uwagę następny przykład:Gdy usłyszał Abram, że pojmano Lota, brata jego, dobrał sobie trzystu osiemnastu spośród sług domu swego” (Rdz 14, 14). Po opisie zaś nocnego napadu dodał: „I przywrócił wszystką majętność Sodomitów i wziął z sobą Lota, brata swego” (Rdz 14, 16).

Wystarczy to do udowodnienia mego twierdzenia. Lecz byś się nie wymknął i jak wąż nie wypełznął, trzeba cię związać całym łańcuchem dowodów. Nie będziesz mógł się wtedy skarżyć, żeś uległ raczej powikłanym argumentom niż prawdzie Pisma świętego. Gdy Jakub, syn Izaaka i Rebeki, z bojaźni przed zasadzką brata przybył do Mezopotamii, przystąpił i odwalił kamień z otworu studni, napoił owce Labana, pocałował Rachelę i wołając zapłakał, i wskazał Racheli, że jest bratem jej ojca i synem Rebeki (Rdz 27, 43; 29, 1-12). Widzisz, że i tu według wyżej wspomnianego zwyczaju syn siostry zwie się bratem. I znów: „Powiedział Laban do Jakuba: Czyż dlatego, iż jesteś mym bratem, masz mi służyć za darmo? Powiedz, jaką mam ci dać zapłatę?” (Rdz 29, 15). Po upływie zatem dwudziestu lat, gdy z nieświadomym rzeczy teściem, z żonami i synami wrócił do ojczyzny, poszedł za nim Laban na górę Galaad. Gdy ukrytych przez Rachelę bałwanów nie znalazł w tłumokach, rzekł Jakub do Labana: „Dla jakiej winy mojej i dla jakiej nieprawości mnie ścigasz i przetrząsasz wszystkie moje rzeczy? Cóż znalazłeś wśród rzeczy, które są moimi? Połóż to wobec braci moich i twoich i niech oni powiedzą, kto z nas ma słuszność!” (Rdz 31, 36-37). Odpowiedz: Kim są ci bracia Jakuba i Labana, którzy tam wtedy byli? Ezaw, naturalny brat Jakuba, był nieobecny, a Laban, syn Batuela, nie posiadał poza siostrą Rebeką żadnego rodzeństwa.

Tego rodzaju określenia znajdziemy na niezliczonych miejscach Pisma świętego. (…)

2) (…) na uczuciu opierający się stosunek nosi nazwę braterstwa. To zaś może być duchowe i zwykłe. Dzięki duchowej miłości wszyscy chrześcijanie nazywają się braćmi. Przykład: „Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem” (Ps 133, 1) lub: „Opowiem imię Twoje moim braciom” (Ps 22, 23). Zbawiciel mówi: „Idź do braci moich i powiedz im” (J 20, 17). W zwykłym znaczeniu, pochodząc od jednego ojca, jesteśmy wszyscy spokrewnieni: „Mówicie tym, którzy nas nienawidzą, braćmi naszymi jesteście” (Iz 66, 5, według LXX).

Pytam teraz: W jakim znaczeniu jest twym zdaniem mowa o braciach Pana w Ewangelii? Lecz Pismo święte nic o tym nie mówi, bo nie nazywa ich synami Maryi ani Józefa. Czy o braterstwie według narodowości? Ale nieodpowiednim byłoby nazywać kilku spośród Żydów braćmi, skoro w tym znaczeniu trzeba by tak powiedzieć o wszystkich, którzy tam byli. Czy według naturalnej lub duchowej miłości? Lecz jeśli tak, to kogóż bardziej można było nazwać braćmi, jak apostołów, których Jezus uczył, których sam nazwał matkami i braćmi (Mt 12, 49)? A skoro wszyscy są braćmi, bo są ludźmi, niemądrą rzeczą było to jako coś wyjątkowego zaznaczać: „Oto bracia Twoi szukają Cię” (Mt 12, 47). Pozostaje więc, byś zgodnie z powyższym wyjaśnieniem rozumiał wymienionych za braci według pokrewieństwa, a nie według uczucia, narodu, natury, lecz tak, jak Lot zwał się bratem Abrahama, Jakub bratem Labana, jak córki Salfaada otrzymały spadek między swymi braćmi (Lb 27, 1), (…).”

Podsumowując wywód Hieronima: Ewangelia mówi o kuzynach/kuzynkach Jezusa, a nie o jego rodzonych braciach/siostrach. Jezus nie miał żadnych rodzonych braci, ani rodzonych sióstr, był pierworodnym i jedynym Synem Maryi, z woli Bożej Dziewicy.

Zarzuty przeciwko Najświętszej Maryi Panny – część 3

Zdanie-herezja nr 6: „Maryja była grzeszna, bo potrzebowała zbawiciela, jak wszyscy, co czytamy w Łk 1, 47.”

Łk 1, 46: Wtedy rzekła Maryja: Wielbi dusza moja Pana (47): i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.

Łk 1, 48: Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, (49): gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny; a święte jest Jego imię.

Odpowiedź:
N
a początek rozprawmy się z pierwszą częścią heretycznej tezy: „Maryja była grzeszna (…)”.

Maryja nie mogła być grzeszna i nie była grzeszna, ponieważ Dzieło Wcielenia przewidywało wcielenie Syna Bożego przez niepokalaną, najczystszą Dziewicę (por. Pnp 4, 1-7), zamknięty ogród, do którego wejść miał tylko sam Bóg (por. Pnp 4, 12; 16), na Jej wołanie i za Jej zgodą.

Pnp 4, 16 Powstań, wietrze północny, nadleć, wietrze z południa, wiej poprzez ogród mój, niech popłyną jego wonności! Niech wejdzie miły mój do swego ogrodu i spożywa jego najlepsze owoce!
– Wiatr = Bóg w Osobie Ducha Świętego (por. J 3, 5-8),
– Wiej poprzez ogród mój = Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. (por. Łk 1, 35),
– (zamknięty) Ogród = (niepokalane) ciało i dusza Maryi.
– wonności i owoce ogrodu = czystość cielesna i wszelkie cnoty duchowe: miłość, wiara, nadzieja, ufność i ofiarność

Poza Pieśnią nad pieśniami, Kościół od początku widział zapowiedź dziewictwa Matki Zbawiciela w proroctwach Izajasza:
Iz 7, 14 „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto PANNA pocznie i porodzi Syna, i nazwie go imieniem EMMANUEL.” [Biblia Tysiąclecia V]
o czym zaświadcza Ewangelista Mateusz:
Mt 1, 22-23: (22): „A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: (23): Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami.” [Biblia Tysiąclecia V]

Czy potrzeba więcej dowodów na bezgrzeszność Maryi? Jeśli powyższe to za mało, to proszę bardzo, rozważcie jeszcze poniższe tezy.

1) Bóg nie zamieszkałby w nieczystym przybytku (świątyni, ogrodzie), godząc się tym samym na dzielenie tego miejsca (por. 1 Kor 3, 16) z demonem, co jest oczywiste w świetle Pisma:
1 Kor 3, 16: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?”,
2 Kor 6, 14-16: „14 Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? 15 Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? 16 Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego – według tego, co mówi Bóg: Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.

2 Krn 5, 13-14: 13 (…) świątynia napełniła się obłokiem chwały Pańskiej, 14 tak iż nie mogli kapłani tam pozostać i pełnić swej służby z powodu tego obłoku, bo chwała Pańska wypełniła świątynię Bożą.

W podobny sposób została wypełniona Maryja, jako Świątynia odwiecznej Myśli (Boga Ojca) i odwiecznego Słowa (Boga Syna) i Ducha Świętego, Ich Miłości. W takiej świątyni nie ma miejsca na jakikolwiek grzech. Byłoby to „królestwo wewnętrznie skłócone”, o którym mowa w Łk 11, 17. Grzech uniemożliwiłby wejście do Tej Świątyni przed pierwszym zstąpieniem na Nią Ducha Świętego (Łk 1, 35), a później popełniony, sprofanowałby Ją i byłby przyczyną opuszczenia świątyni przez Boga. Bóg natomiast jest do końca Swojego ziemskiego Wcielenia z Maryją, tak jak Ona jest do końca z Nim (por. J 19, 25-26).

2) Czy zgrzeszyłbyś, gdybyś przeżył(a) to wszystko co Maryja, gdybyś widziała anioła, zobaczył(a) moc Boga w działaniu, gdybyś w wyniku działania tej mocy zaszła w ciążę (tylko dla kobiet:) ), gdybyś żyła nieustannie modlitwą i miłością do Boga, przeżywając liczne, wewnętrzne mistyczne uniesienia jednoczące z Bogiem i wynoszące duszę na nieosiągalne wyżyny, gdybyś żył(a) z Wcielonym Bogiem tyle lat, będąc nieustannie oświecaną i uświęcaną Jego słowem, gdybyś w końcu widział(a) liczne cuda i znaki dokonywane przez Syna? To po prostu niemożliwe. Gdyby Maryja popełniła grzech, to dla nas w ogóle nie byłoby nadziei na jakąkolwiek świętość osobistą.

3) Próba udowodnienia grzechu Maryi sprowadza się więc do próby udowodnienia grzechu Bogu Jedynemu. To samo robili Żydzi, znieważając i oskarżając Jezusa o to, że jest opętany lub że wyrzuca złe duchy „przez Belzebuba”:
J 8, 48-49 i 52: „Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Czyż nie słusznie mówimy, że jesteś Samarytaninem i jesteś opętany przez złego ducha?» 49 Jezus odpowiedział: «Ja nie jestem opętany, ale czczę Ojca mego, a wy Mnie znieważacie.” i „52 Rzekli do Niego Żydzi: «Teraz wiemy, że jesteś opętany. (…)”

Łk 11, 14-23: „14 Raz wyrzucał złego ducha [u tego], który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. 15 Lecz niektórzy z nich rzekli: «Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy». 16 Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. 17 On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. 18 Jeśli więc i szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. 19 Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. 20 A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. 21 Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. 22 Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. 23 Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.”

4) Kolejnym dowodem na bezgrzeszność Maryi może być scena zwiastowania i nawiedzenia Elżbiety:
Łk 1, 28: Wszedłszy do Niej, [anioł] rzekł: Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami. [Biblia Tysiąclecia V]
Łk 1 , 41: Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. (42): Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. [Biblia Tysiąclecia V]

Porównajmy to teraz z nauką Jezusa o rozróżnianiu dobra od zła:
Mt 7, 16-20: (16): Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? (17): Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. (18): Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. (19): Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. (20): A więc: poznacie ich po ich owocach. [Biblia Tysiąclecia V]

Jeśli Jezus jest „błogosławionym owocem łona” Maryi, to czyż żył na ziemi człowiek, który wydał lepszy owoc? Czyż istniało w historii ludzkości drzewo, które wydałoby lepszy owoc? Ten fakt jest dowodem na to, że Maryja nigdy nie popełniła grzechu, ale zawsze była wierną „służebnicą pańską”.

Natomiast owocem drzewa, które wydaje z siebie odpierane tutaj herezje, jest obłuda, brak dobrej woli i brak miłości do najbliższej Jezusowi Osoby na tym świecie. Zastanów się więc dokładnie po czyjej stronie stoisz!

Łk 1, 48: Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia (…) (52): Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. [Biblia Tysiąclecia V]

5) Jakże pokorna i czysta musiała być Maryja, skoro Bóg wywyższył Ją do godności Matki Swojego Syna? Otóż większej pokory nie miał żaden człowiek. Pokora natomiast jest zaprzeczeniem grzechu, którego źródłem jest pycha.

Jak czytamy w:
– 2 Krn 7, 13-14: (13): Gdy zamknę niebiosa i nie będzie deszczu i gdy nakażę szarańczy, by zniszczyła pola, lub gdy ześlę na mój lud zarazę, (14): to jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane moje imię, i będą błagać, i będą szukać mego oblicza, a zawrócą ze swoich złych dróg, Ja z nieba wysłucham [ich] i przebaczę im grzechy, a kraj ich ocalę. [Biblia Tysiąclecia V, 2krn 7]

Podobną zasadę przeczytam w 2 Krn 6, 26-27. Dalej:
– Jdt 9, 11 Albowiem nie w ilości jest Twoja siła ani panowanie Twoje nie zależy od mocnych, lecz Ty jesteś Bogiem pokornych, wspomożycielem uciśnionych, opiekunem słabych, obrońcą odrzuconych i wybawcą tych, co utracili nadzieję.
– Prz 22, 4 Owocem pokory jest bojaźń Pańska, bogactwo, szacunek i życie.
– Ps 138, 6 Prawdziwie, Pan jest wzniosły i patrzy łaskawie na pokornego, pyszałka zaś dostrzega z daleka.
– Mt 11, 29 Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

Bóg upokarza człowieka grzesznego, aby ten odwrócił się od swoich grzechów. Jeśli człowiek odwróci się od nich i ukorzy, to Bóg wybacza. Takie jest prawo Miłosierdzia Bożego. U Maryi widzimy sytuację odwrotną: Bóg wybiera Maryję na Swoją Oblubienicę, Matkę i pierwszą w Nowym Stworzeniu Córkę, przez wzgląd na Jej jedyną w swoim rodzaju czystość i pokorę, na którą wejrzał i którą wywyższył. Nie może więc być mowy o grzechu Maryi, skoro Sam Bóg daje świadectwo swoim działaniem, przez wybranie właśnie Jej na Tę Jedyną.

Dlatego też Maryja może wypowiedzieć (prorocze) słowa, których nikt inny wypowiedzieć nie może w tym samym wymiarze: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (Łk 1, 48). Słowa, które są prawdziwe i zgodne z wolą Bożą, bo to Sam Bóg to wszystko czyni, dając Maryi to jedyne w swoim rodzaju błogosławieństwo: gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny; a święte jest Jego imię (Łk 1, 49). Jak widać, cześć dla Maryi jest szeroko rozwinięta przez pierwotne i główne nurty chrześcijaństwa: katolicyzm nieprzerwalnie od pierwszych wieków, co później po pierwszej schizmie zachowało również prawosławie. Jest to niezaprzeczalny fakt, który powinien dać wiele do myślenia osobom negującym cześć, kult Maryi. Istnieje on bo taka jest wola Boża, bo sam Bóg na to zezwolił i tego chciał, bo Słowo Boże jest skuteczne i kształtuje rzeczywistość, bo w końcu słowa Maryi były, są i będą prawdziwe dla wszystkich pokoleń.

6) Dodatkowo potwierdzeniem pokory Maryi jest Jej stan radości w Panu (Łk 1, 47), o czym mowa w Iz 29, 19-20:
Iz 29, 19 Pokorni wzmogą swą radość w Panu, i najubożsi rozweselą się w Świętym Izraela, 20 bo nie stanie ciemięzcy, z szydercą koniec będzie, i wycięci będą wszyscy, co za złem gonią.

Dla przypomnienia mowa tu o Magnificat: „Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy (…)” (Łk 1, 46-47).

Tak więc radość Maryi w Bogu, Zbawcy, nie świadczy o Jej grzeszności, jak próbowano w herezji nr 6 sprawę przedstawić, ale świadczy o Jej pokorze, która jak wykazaliśmy wcześniej jest zaprzeczeniem skłonności do grzechu. Znowu kłania się zła wola osoby interpretującej Pismo, a dokładniej mówiąc, brak Ducha Świętego, oświecającego umysł tej osoby do odczytania prawdziwych faktów w Jego Świetle.

A teraz przejdźmy do dalszej części heretycznej tezy: „ (…) bo potrzebowała zbawiciela, jak wszyscy, co czytamy w Łk 1, 47

Wykazałem wcześniej, że Maryja nie mogła popełnić nigdy grzechu. Jednakże brak grzechu Maryi nie oznacza, że automatycznie była Ona zbawiona przez swoją zasługę „braku grzechu”. Dlaczego? Przecież po pierwszym grzechu Adama i Ewy, bramy Raju, Królestwa Niebieskiego, zostały zamknięte dla wszystkich ludzi, a przecież Maryja była człowiekiem. Aby bramy Raju znowu zostały otworzone, musiało się dokonać najpierw w całości Dzieło Odkupienia przez Boga samego w ciele człowieka. W innej terminologii: aby zostało otworzone źródło Miłosierdzia Bożego, najpierw musiała zostać zaspokojona Sprawiedliwość Boża, bowiem Miłosierdzie i Sprawiedliwość są w Bogu jedną i tą samą mocą, są nierozłączne. Dlatego musiało się wpierw dokonać to, co zostało napisane o Zbawicielu. Zgodnie z Pismem, Dzieło Zbawienia miało określony z góry kształt, który został dany Jezusowi do wykonania tak, aby na powrót pojednać Niebo i Ziemię, dopełnić wymagań Sprawiedliwości:
Iz 50, 6: „Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem.”
Iz 52, 13-15: „Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. 14 Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi – 15 tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego.”
J 3, 14-15: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”
J 19, 28: „Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, (…)”

Dlatego nawet niepokalana Maryja, będąc doskonale wierna Bogu w wypełnianiu Jego woli, a więc żyjąc bez grzechu, nie mogła być zbawiona przez swoją bezgrzeszność (zasługę), ale tak jak wszyscy inni, dzięki Łasce Boga urzeczywistnionej w Dziele Zbawienia, tj. w Jego Zbawczej Ofierze dokonanej na Krzyżu i chwalebnym Zmartwychwstaniu, które pokonało najtragiczniejszy skutek pierwszego grzechu – śmierć. To wszystko oznacza, że zbawienie jest możliwe tylko „u Boga”, jak zresztą czytamy w Mk 10, 26-27:

Mk 10, 23 Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego». 24 Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego. 25 Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». 26 A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może się zbawić?» 27 Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe».

W Mk 10, 26-27 jest odpowiedź na heretyczny zarzut przeciw czystości Maryi.

Fakt, że Bóg jest Zbawcą Maryi, jak każdego innego, kto uwierzył w Jezusa Chrystusa, nie oznacza i nie dowodzi w żadnym wypadku, że Maryja popełniła jakikolwiek grzech, ale dowodzi, że człowiek, w tym Maryja, potrzebuje Boga do zbawienia, Jego łaski. I tak człowiek grzeszny, jak i sprawiedliwy, jest zbawiony najpierw przez Łaskę, którą ludzkość otrzymała przez Wcielenie i Ofiarę Syna Bożego, bo tylko Bóg może zbawić, bo tylko w Bogu jest Zmartwychwstanie i Życie! To zresztą oznacza Imię Jezus, hebr. Yeshua: „Bóg zbawia”.

Ef 2, 8-9: 8 Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: 9 nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił.

Łaska zbawienia jest tą podstawową zapłatą dobrego gospodarza (Boga) w wysokości „1 denara” za wykonaną pracę na rzecz winnicy (Królestwa Bożego) (por. Mt 20, 1-16), bez względu na to, kto ile się napracował (ile dobrych uczynków wypełnił). Łaski tej dostępuje się przez akt wiary lub inaczej „uczynek wiary”, co widzimy dokładnie w przykładzie „dobrego łotra”, ukrzyżowanego po prawicy Jezusa. Tak samo zbawienia dostąpi pasterz, uczeń, apostoł i Maryja, Matka Pana, jak i każdy kto prawdziwie uwierzył.

Ponadto, fakt, że niepokalana Maryja „potrzebowała Zbawcy” dowodzi kolejny raz doskonałej pokory Maryi, która będąc Matką Syna Bożego nie domagała się przecież od Boga zbawienia przez swoją jedyną i niepowtarzalną godność, ale chciała być zbawiona jak każdy inny człowiek przez łaskę pochodzącą z wiary, którą udowadniała nieustannie osobistą ofiarą (uczynkami). Mądremu dość.

Zarzuty przeciwko Najświętszej Maryi Panny – część 2

Lista poruszanych zarzutów w części 2:
– Zdanie-herezja nr 4: „Zabobonna cześć Maryi przysłania Jezusa”
– Zdanie-herezja nr 5: „Maryja nie była zawsze dziewicą, bo Józef nie współżył z nią tylko aż nie urodziła syna, co czytamy w Mt 1, 24-25″

Odpowiedź do zdania-herezji nr 4:Zabobonna cześć Maryi przysłania Jezusa” – na jednym z forów internetowych ktoś stwierdził – cytuję z oryg. pisownią: „(…) dziękuje Bogu, że dał ludzkości osobę Miriam, która swoim TAK zapoczątkowała realizację Bożego planu wobec nas ludzi. Jej rola wypełniła się i pozostaje w pamięci, również wśród protestantów jako osoba, która bierze się za wzór oddania życia Bogu i w pełni Jemu poświęconemu. Jednak bez zabobonnej czci, która spowodowała, że dziś jej osoba całkowicie zasłania osobę Zbawiciela i Stwórcy.

Nie wiadomo, o jakich zabobonach mówi autor tej wypowiedzi, nie wiadomo też czym i komu, bo na pewno np. nie mi, Maryja niby „zasłania osobę Zbawiciela i Stwórcy”, jednak stanowisko Kościoła Katolickiego jest jasne i proste, co streścimy wyciągiem z Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, Św. Ludwika Marii Grignona de Montfort:

1. Jezus Chrystus naszym jedynym Panem i celem
Pierwsza prawda. — Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, musi być ostatecznym celem wszystkich naszych nabożeństw; inaczej byłyby one błędne i złudne. Jezus Chrystus jest alfą i omegą

2. Prawdziwe nabożeństwo do Maryi jest drogą do Chrystusa Pana
Jeśli więc głosimy doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy, to tylko w tym celu, by nabożeństwo nasze do Jezusa Chrystusa stało się gruntowniejsze i doskonalsze, oraz aby podać łatwy i pewny środek do znalezienia Chrystusa. Gdyby nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy oddalało nas od Jezusa Chrystusa, to trzeba by je odrzucić jako złudzenie szatańskie. Tymczasem rzecz ma się przeciwnie, jak to już wykazałem i jeszcze wykażę. Nabożeństwo to jest konieczne, ale tylko na to, by Jezusa Chrystusa całkowicie znaleźć, ukochać Go i wiernie Mu służyć.

Zwracam się do Ciebie, mój najmilszy Jezu, by użalić się serdecznie przed Twym Majestatem, że większość chrześcijan, nawet spośród bardzo uczonych, nie rozumie koniecznej łączności, jaka istnieje między Tobą a Twą świętą Matką. Tyś, Panie zawsze z Maryją a Maryja zawsze jest z Tobą i bez Ciebie być nie może; inaczej przestałaby być tym, czym jest. Łaska tak Ja przekształciła w Ciebie, że już nie Ona żyje i nie Ona jest, ale Ty, mój Jezu, żyjesz i królujesz w Niej, doskonalej niż we wszystkich aniołach i błogosławionych. Ach, gdybyśmy znali chwałę i miłość, jaką odbierasz w tej przedziwnej istocie, zaprawdę inne ku Tobie i ku Niej Ŝywilibyśmy uczucia. Maryja jest tak ściśle z Tobą zjednoczona, że łatwiej byłoby oddzielić światło od słońca i ciepło od ognia, a nawet — powiem śmiało, prędzej można by odłączyć wszystkich aniołów świętych od Ciebie, aniżeli Twą błogosławioną Matkę: gdyż Ona goręcej Cię kocha i doskonałej Cię sławi, aniżeli wszystkie inne stworzenia społem. (…)”

„Rzeczą doskonalszą, bo skromniejszą, jest nie zbliżać się do Boga wprost, lecz przez pośrednika. Ponieważ natura nasza tak jest skażona, jak dopiero co wykazaliśmy, nie podobna dojść do Boga i Jemu się podobać, opierając się na własnej pracy, na własnych staraniach i przygotowaniach gdyż wszystkie nasze dobre uczynki są skażone i zbyt małej przed Bogiem wartości, by Go mogły zniewolić do połączenia się z nami i wysłuchania nas. Nie bez powodu dał nam Bóg pośredników wobec swego Majestatu. Widział on naszą niegodność i niezdolność, miał litość nad nami, i aby nam dać przystęp do swego miłosierdzia, dał nam możnych orędowników u swej wielmożności. Pomijać tych pośredników i zbliżać się do Jego świętości wprost i bez wszelkiego poparcia, znaczyłoby uchybiać pokorze, uchybiać szacunkowi wobec Boga tak wielkiego i tak świętego; znaczyłoby to Króla królów mniej cenić i poważać, niż zwykłego króla lub księcia ziemskiego, do którego nie ośmielamy się zbliżać bez przyjaciela, który by za nami przemówił.”

„Nabożeństwo to jest łatwą, krótką, doskonałą i pewną drogą, wiodącą do zjednoczenia się z Panem Jezusem, co stanowi doskonałość chrześcijańską.”

To ważne, aby poukładać sobie dokładnie w głowie tę hierarchię, relację i zależność. Problem z „przysłonieniem Słońca przez Księżyc„, czyli Jezusa przez Maryję, wynika z tego, że po prostu obserwator nieba tkwi w ciemnościach nieświadomości, brakuje mu zwykłej wiedzy, zrozumienia i dobrej woli do przyjęcia tego sercem.
Czy trzeba w tym miejscu mówić i cytować więcej? Szczerze polecam i odsyłam do książki św. Ludwika, która jest kompletnym ujęciem tematu, po jej przeczytaniu już nigdy nie będziesz błędnie rozumiał Kultu Maryi, który zawsze w Kościele apostolskim i powszechnym był chrystocentryczny.

Odpowiedź do zdania-herezji nr 5 pt.: „Maryja nie była zawsze dziewicą, bo Józef nie współżył z nią tylko aż nie urodziła syna, co czytamy w Mt 1, 24-25″

1. Uwaga: autor powyższego powołuje się na przekład Nowego Świata, wydawany przez tzw. Świadków Jehowy (dalej: ŚJ) lub Towarzystwo Strażnica, które pochodzi z USA, gdzie działa jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością – wyjątkowo antymaryjnego ugrupowania. Inne tłumaczenia tych wersetów dają zupełnie inny sens.

2. W stwierdzeniu tym, chce się nas pouczyć, że partykuła „aż” [do czasu] oznacza określony czas, po którego upływie dzieje się to, co dotąd się nie działo. „lecz z nią nie współżył / nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna”. Z tego – mówią ŚJ – wynika, iż Maryja została poznana po zrodzeniu, co przez zrodzenie Syna było tylko odłożone.

Jest to herezja pierwszy raz szerzej propagowana w IV wieku przez Helwidiusza, rzymskiego pisarza chrześcijańskiego, błędnowiercy, który zaprzeczał dziewictwu Maryi i głosił wyższość małżeństwa nad celibatem. Herezję w stosunku do dziewictwa Maryi wytknął Helwidiuszowi Hieronim, który w swoich pismach toczył z nim spór.

W świetle rozważań Hieronima, odpowiemy następująco na ten heretyczny, a przede wszystkim obrzydliwy, zarzut względem czystości cielesnej Maryi i Józefa.

Ażeby zrozumieć treść wersu Mt 1,25 należy:
1) mieć ogólne pojęcie na temat zawierania związku małżeńskiego przez Żydów,
2) porównać różne przekłady Pisma w świetle pierwotnej wersji łacińskiej (Vulgaty) i w kontekście poprzedzającego wersu Mt 1, 24, z którym dopiero kolejny i przedmiotowy werset tworzy kompletną myśl.

ad.1) „Zgodnie z prawem Tory, małżeństwo jest procesem dwuetapowym. Pierwszy etap zwie się kidduszin, co można wolno przetłumaczyć jako “zaręczyny” oraz nisu’in, czyli finalizacji zaślubin. Zarówno kidduszin jak nisu’in wykonywane są pod chupą: kidduszin wieńczy nałożenie na palec panny młodej obrączki przez pana młodego, natomiast nisu’in kończy się wraz z chupą i jest rozumiany jako akt połączenia młodej pary pod jednym dachem jako męża i żony. Kidduszin oznacza “uświęcenie” – co podkreśla wyjątkowość małżeństwa żydowskiego, w którym B-g we własnej Osobie zamieszkuje w powstałym domostwie, dzięki czemu związek dwojga ludzi wzbija się na wyższy poziom świętości.

Po założeniu na palec panny młodej obrączki przez pana młodego, odczytywana jest na głos ketuba. Pokazuje ona, że małżeństwo to więcej niż związek ciał i dusz – to również zobowiązanie o charakterze moralnym i prawnym. Ketuba wymienia główne obowiązki męża wobec żony, w tym zapewnianie jej pożywienia, ubioru i uczucia. Ketuba nawiązuje do zaślubin B-ga z Izraelem, które miały miejsce wówczas, gdy Mojżesz otrzymał Torę, “Księgą Przymierza” i odczytał ją na głos Żydom, co poprzedzało „ceremonię chupy na górze Synaj”. (…)
Odczytanie ketuby stanowi moment dzielący dwie fazy małżeństwa – kidduszin i nisu’in. Po jej odczytaniu, ketuba przekazywana jest w ręce pana młodego, który z kolei daje ją swojej wybrance.

Źródło: http://www.chabad.org.pl/cykl-zycia/malzenstwo/slub/zydowski-slub-krok-po-kroku

Stąd, w Mt 1,24 Ewangelista mówi o drugim etapie aktu małżeńskiego, o zamieszkaniu Józefa i Maryi pod jednym dachem.

ad.2) Sens tłumaczenia Biblii Tysiąclecia jest analogiczny do przekładu Nowego Świata, choć nieco słabszy… To niestety nie świadczy dobrze o przekładzie tego wersu. Sens w obu tych przypadkach wskazuje na cielesny akt małżeński.

(24): Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, (25): lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus. [Biblia Tysiąclecia V, Mt 1]

(24): Wtedy Józef zbudził się ze snu i uczynił tak, jak mu polecił anioł Jehowy, i wziął swą żonę do domu. (25): Ale z nią nie współżył, dopóki nie urodziła syna, i nadał mu imię Jezus. [Przekład Nowego Świata, Mt 1]

Z kolei Nowa Biblia Gdańska, Warszawsko-Praska i J. Wujka tłumaczą ten werset w zupełnie innym świetle:
(24): Dlatego Józef, kiedy został obudzony ze snu, uczynił tak, jak mu rozkazał anioł Pana i przyjął swoją żonę, (25): ale jej nie uznawał, aż urodziła swego syna pierworodnego; i nazwał Jego Imię JEZUS. [Nowa Biblia Gdańska, Mt 1]

(24): Obudziwszy się Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pański: przyjął swoją małżonkę. (25): I chociaż żył z nią w dziewictwie, porodziła mu syna, któremu on nadał imię Jezus. [Biblia Warszawsko-Praska, Mt 1]

(24): A Józef wstawszy ze snu, uczynił jako mu rozkazał Anioł Pański: i przyjął żonę swoję. (25): I nie uznał jej aż porodziła syna swego pierworodnego: i nazwał imię jego JEZUS. [Biblia Jakuba Wujka, Mt 1]

A oto treść wersów w Vulgacie:
(24): exsurgens autem Ioseph a somno fecit sicut praecepit ei angelus Domini et accepit coniugem suam (25): et non cognoscebat eam donec peperit filium suum primogenitum et vocavit nomen eius Iesum [Vulgate, Mt 1]

Słowa klucze to „cognoscebat” i „donec”. Co oznaczają?

a) cognoscebat – czas przeszły niedokonany (Imperfectum) czasownika cognoscit (trzeciej osoby czasownika cognōscō – znać)

Imperfect – czas przeszły niedokonany wyraża równoczesność danej czynności z inną czynnością w przeszłości; wyraża czynność przerwaną, nieukończoną w przeszłości lub powtarzającą się, tworzony od czasowników niedokonanych, np. grał, pisaliście.

(W przeciwieństwie stoi czas przeszły dokonany, który wyraża czynność ukończoną w przeszłości ze związkiem z teraźniejszością i bez niego, tworzony od czasowników dokonanych, np. zagrał, napisaliście.)

Powyższe znaczenia wg https://en.wiktionary.org/wiki/cognosco#Latin:

cōgnōscō (present infinitive cōgnōscere, perfect active cōgnōvī, supine cōgnitum); third conjugation,

Etymologia: con- (“z” lub wzmocnienie czasownika) +‎ (g)nōscō (“znać”).
I learn, I am acquainted (with), I recognize – poznaję, zapoznałem się (z), zaznajomiłem się (z), poznaję, uznaję, rozeznaję.

b) „donec ma dwa znaczenia w Piśmie: może oznaczać z góry określony czas lub nieograniczony czas – nieograniczoną ciągłość trwania akcji zdefiniowanej przez główny czasownik. Zobaczmy to na wybranych przykładach z Pisma:

(19): in sudore vultus tui vesceris pane donec revertaris in terram de qua sumptus es quia pulvis es et in pulverem reverteris [Vulgate, Rdz 3]
(19): W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! [Biblia Tysiąclecia V, Rdz 3]

(25): oportet autem illum regnare donec ponat omnes inimicos sub pedibus eius [Vulgate, 1kor 15]
(25): Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. [Biblia Tysiąclecia V, 1kor 15]

(2): ecce sicut oculi servorum in manibus dominorum suorum sicut oculi ancillae in manibus dominae eius ita oculi nostri ad Dominum Deum nostrum donec misereatur nostri [Vulgate, Ps 122]
(2): Oto jako oczy sług w rękach Panów swoich. Jako oczy służebnice w rękach Paniej swojej; tak oczy nasze do Pana Boga naszego, aż się zmiłuje nad nami. [Biblia Jakuba Wujka, Ps 122]

W tych przykładach, słowo donec ma podkreślać oczekiwanie, nadzieję lub trwanie akcji głównego czasownika, a nie rzeczywiste zaistnienie. Ponadto, czasownik użyty w czasie teraźniejszym użyto, aby wskazać na kontynuację w teraźniejszości. Jest to charakterystyczny sposób wyrazu Pisma, który należy właściwie zrozumieć, w przeciwnym razie można zbłądzić.

Znając te wszystkie fakty, możemy dopiero zrozumieć sedno słów Ewangelisty, który ma w rzeczywistości na myśli nieprzerwalną czystość cielesną Józefa i Maryi po ich wspólnym zamieszkaniu pod jednym dachem jako małżeństwo, co trwało nieprzerwalnie również po narodzeniu Jezusa. Wszystko na ten temat.

Zarzuty przeciwko Najświętszej Maryi Panny – część 1

Lista poruszanych zarzutów w części 1:
Zdanie nr 1: „Maria, ostatni raz wymieniona w Dziejach, gdzie modli się razem z apostołami. Parę wersetów w PIŚMIE, pionek w BOŻYM planie.”
Zdanie nr 2: „Rola apostołów i proroków była dużo większa w naszym zbawieniu niż Marii. Wszyscy apostołowie oprócz Jana zginęli śmiercią męczeńską.”
– Zdanie nr 3: a) „Komu Jezus ukazał się po zmartwychwstaniu? Ukochanej jak twierdzisz matce? b) Czy wiesz kto według Jezusa jest jego prawdziwą rodziną, w tym matką? czytaj Biblię człowieku.”

Odpowiedź do zdania nr 1 pt.: „Maria, ostatni raz wymieniona w Dziejach, gdzie modli się razem z apostołami. Parę wersetów w PIŚMIE, pionek w BOŻYM planie.”

Zdanie to bije niesamowitą pychą. Kimże jesteś człowieku, aby w tak pogardliwy sposób mówić o Jedynej, wybranej na Matkę Zbawiciela, Tej, z której Bóg stworzył Sobie Ciało ludzkie? Pogarda, która w ogóle nigdy nie powinna wyjść z ust ucznia Jezusa Chrystusa.

Zamiast umniejszać rolę Maryi w Dziele Zbawienia, lepiej przyjąć postawę Anioła Gabriela, posłańca Boga, który:
Łk 1, 28: Wszedłszy do Niej, [anioł] rzekł: Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami. [Biblia Tysiąclecia V]
Łk 1, 28: I wszedłszy do niej anioł powiedział: Bądź pozdrowiona, pełna łaski! Pan z tobą, (błogosławiona jesteś między niewiastami). [Biblia Warszawsko-Praska]
Łk 1, 28: I wszedszy Anioł do niej, rzekł: Bądź pozdrowiana łaski pełna, Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami. [Biblia Jakuba Wujka]

lub postawę Elżbiety, która urodziła Jana Chrzciciela, „proroka Najwyższego”:
Łk 1, 42-43: „(42): Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. (43): A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” [Biblia Tysiąclecia V]
Łk 1,42- 43: „(42): Jesteś błogosławiona wśród niewiast, błogosławiony także owoc twojego łona. (43) Skądże mi to [szczęście], że oto sama Matka Pana mojego przychodzi do mnie?” [Biblia Warszawsko-Praska]
Łk 1, 42-43: „(42): I zawołała głosem wielkim, i rzekła: Błogosławionaś ty między niewiastami, i błogosławiony owoc żywota twego. (43): A zkądże mnie to, że przyszła matka Pana mego do mnie?” [Biblia Jakuba Wujka]

Ani Anioł, ani matka ostatniego Proroka Starego Testamentu nie wypowiadali się w sposób pogardliwy o Matce Jezusa Chrystusa. Wręcz przeciwnie, z tych słów bije szacunek i cześć dla tej Jedynej, wybranej przez Boga na Matkę Syna Bożego. Takie oto świadectwo dają Maryi Niebo (anioł – Gabriel) i ziemia (człowiek – Elżbieta) już na samym początku Nowego Testamentu.

Rzeczywiście „parę wersetów w piśmie”. Tak może powiedzieć tylko ignorant, człowiek złej woli, który ma zamknięte serce i jest ślepy na to, że te „parę wersetów” rozpoczyna całe Dzieło Zbawienia w fazie ukrytej dla świata, później jest w początkowej fazie publicznego wystąpienia i je kończy. Zdajmy sobie sprawę, że bez wersetów, w których obecna jest Maryja nie byłoby w ogóle Nowego Testamentu. Nie byłoby Ciała Jezusa Chrystusa, które zawisło na Krzyżu, a przez które dokonało się nasze Zbawienie. Skoro Bóg wybrał Maryję na (jedyną!) Matkę Swojego Syna, skoro przyszedł do nas zewnętrznie jako człowiek, a nie jakaś świetlista istota, to znaczy, że taka była Jego wola i inaczej się tego zrobić nie dało – nie było (i nie byłoby) innej godnej dziewicy, która mogłaby przyjąć tę rolę i wypełnić wolę Ojca. Tak samo jak nie dało się dokonać inaczej Dzieła Zbawienia jak przez Krzyż, bo gdyby się dało, to Ojciec odjąłby męki Synowi. Jednakże to właśnie taka, a nie inna była wola Ojca (por. Łk 22, 41-42) ze względu na konieczność całkowitego zadośćuczynienia Bożej Sprawiedliwości, którą mogła zaspokoić jedynie połączona Ofiara Boga-Człowieka, we własnej Osobie. Podobnie, gdyby na przestrzeni czasów żyła bardziej czysta i oddana woli Bożej od Maryi Panna, to z pewnością wszechwiedzący Bóg, wybrałby ją na Matkę dla Swojego Syna, a nie Maryję. Przeczyste łono, pełnia zaufania i całkowite oddanie woli Bożej, były jedynym „posagiem”, którego Ojciec zapragnął dla Syna, i którym obdarował Go wraz z Jego narodzinami na tej ziemi, dając Mu Matkę Maryję. U Boga nie ma przypadków, tym bardziej nie było przypadku w kwestii wyboru osoby na Matkę Słowa.

Gdybanie jest jednak całkowicie bezcelowe, bo wszystkie te wydarzenia zaistniały w czasie i przestrzeni zgodnie z wolą Boga. Dzieło Wcielenia i Zbawienia zostało zrealizowane w sposób doskonały, jak wszystko co tworzy Bóg, do nas należy przyjęcie tego Dzieła z wiarą.

Odpowiedź do zdania-herezji nr 2 pt.: „Rola apostołów i proroków była dużo większa w naszym zbawieniu niż Marii. Wszyscy apostołowie oprócz Jana zginęli śmiercią męczeńską.”

Apostołowie nie musieliby zostać ani powołani, ani nie musieliby zginąć śmiercią męczeńską, gdyby nie było Jezusa. Ba, nie musieliby nawet porzucać dawnej wiary, bo nie byłoby nowej…. A nie byłoby Jezusa, gdyby nie było Maryi z całą Jej doskonałą czystością i świętością – patrz odpowiedź na zdanie nr 1. Po dziś dzień Odwieczne Słowo Boga nie przybrałoby ciała człowieka, bo nie znalazłoby odpowiednio czystej Dziewicy. godnej, aby sam Bóg przyjął z Niej ciało. Ją samą Bóg Sobie stworzył, aby stała się Matką Słowa Bożego człowieczeństwa. W końcu nie byłoby apostołów, gdyby w krytycznych momentach po ukrzyżowaniu Jezusa i po Jego Wniebowstąpieniu, wiara Maryi nie podtrzymywała ich aż do zesłania Ducha Świętego. To do Niej przybiegli wszyscy jak małe „pisklęta” do „kury-matki”, to w Niej szukali nadziei i oparcia, to w Niej szukali przewodnictwa, kierunku i natchnienia do modlitwy. To Ona została im jako jedyna żywa pamiątką po Mistrzu, to w Niej zachowały się Jego Słowa. Oni sami do czasu zesłania Ducha Świętego mieli tylko mętlik w głowie, pokusy w postaci strachu o własne życie i ciągłe wątpliwości, co do realności tego, co przeżyli w ciągu ostatnich 3 lat i kilku dni, zastanawiali się, czy aby nie był to tylko sen. Kiedy jednak widzieli przed sobą Matkę Jezusa, która nie okazała zwątpienia ani przez moment, która trwała nieustannie na modlitwie, która pokrzepiała ich Słowem Pana, które zachowało się w Niej niezmienione, to dawało im siłę, aby gromadzić się w Imię Pana, modlić się wspólnie, rozważać ostatnie wydarzenia, zachowywać je w pamięci i przywoływać obiecanego Ducha Świętego. Ona była żywym dowodem na rzeczywistość tych ostatnich wydarzeń.

Ona też była dowodem na człowieczeństwo Chrystusa w nieco późniejszym czasie (II wiek), kiedy św. Ignacy Antiocheński, następca św. Piotra i Ewodiusza na biskupstwie Antiochii, zwalczał herezję doketyzmu (pozornego człowieczeństwa Jezusa) przypominając o fakcie narodzenia Jezusa z Maryi. Maryja zawsze urealniała człowieczeństwo Chrystusa ibyła jak busola prawowiernej Ewangelii, od zawsze była batem na herezje. Tak się też rodził kult Maryjny.

Nie byłoby apostołów i nie byłoby Kościoła, gdyby Maryja w krytycznych momentach po odejściu Jezusa, nie poniosła ich na ramionach swojej niezachwianej niczym wiary, a później duchowo nie wyznaczała prawdziwego kierunku do Jezusa, niczym Gwiazda Polarna wyznacza na morzu kierunek północny. W ten sposób Maryja stała się rzeczywiście Matką Kościoła, w ten sposób apostołowie i wszyscy późniejsi, prawdziwi uczniowie Chrystusa, stali się Jej dziećmi.

Odnośnie drugiego zdania, oto ciekawostka: dlaczego Jan nie zginął śmiercią męczeńską? Czyżby umiłowany uczeń Pana był gorszy niż reszta apostołów, że nie zasłużył na „uwielbienie Pana przez męczeńską śmierć”? Otóż za miłość i niezachwianą wiarę w Jezusa podczas największej próby drogi krzyżowej, uczeń ten udowodnił swoją miłość, rzucając swoje życie na ryzyko śmierci, podążając za Mistrzem do końca, przez co niejako został ochrzczony w swoim duchu tak samo jak męczennik krwi. Dostąpił też łaski zachowania życia najdłużej ze wszystkich apostołów. Ponadto, przyjął na siebie odpowiedzialność za materialny los Maryi, Matki Pana – z woli Bożej nie mógł więc umrzeć dopóki żyła Maryja.

Maryi zostało „oszczędzone” męczeństwo krwi, nie tylko przez wzgląd na miłość, którą najbardziej umiłowała Pana za życia i najbardziej miłuje Go w Niebie – z odwzajemnieniem. Bóg nie pozwolił tknąć przemocą fizyczną swojej ukochanej Córki, Matki i Oblubienicy, swojego „zamkniętego ogrodu” (Pnp 4, 12), wystarczyło aż nadto fizyczne męczeństwo Syna Bożego, Jezusa. Niemniej jednak, całe życie Maryi było ofiarą i męczeństwem dla Chrystusa. To był dla Niej właśnie duchowy chrzest krwi, męczeństwo w duchu, niewidoczne dla świata, a znane tylko Bogu. Męczeństwo duchowe trwające całe życie…

Stąd, twierdzenie, że „rola apostołów i proroków była dużo większa w naszym zbawieniu niż Marii” oraz, że męczeńska śmierć apostołów miałaby to udowadniać jest absurdalne. To jest po prostu inna rola, w nieporównywalnych klasach, tak jakby chcieć porównywać urząd i godność królowej do urzędu np. kasztelana lub sędziego dworskiego, przy czym każdy z tych urzędów i każda z tych osób jest potrzebna dla prawidłowego funkcjonowania królestwa.

Sam Jezus ustosunkował się do roli apostołów następująco:
J 4, 36 Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. 37 Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. 38 Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli»

Jak widać, Mistrz nie przecenia roli swoich apostołów i uczniów (żniwiarzy) w Dziele Zbawienia, choć niewątpliwie radością Zbawiciela (siewcy) jest ich sukces, który w istocie jest Jego sukcesem. Wszyscy chrześcijanie niewątpliwie powinni być wdzięczni apostołom za rozszerzenie Ewangelii na cały świat, z pewnością będą oni wysoko w hierarchii Nieba. Niemniej jednak, Królowa jest tylko jedna.

Na koniec ustalmy jeszcze jeden fakt na odparcie herezji nr 2: na początku Dzieła Wcielenia Matka Jezusa jest tylko jedna, apostołów jeszcze nie było. Później, Matka Jezusa ciągle jest tylko jedna, apostołów było 12. Jeszcze później, od Wniebowstąpienia Pana aż po dziś dzień – Matka jest tylko jedna, a apostołów było tysiące, z których każdy miał i ma cześć dla Matki Pana, czerpiąc jednocześnie natchnienie z Jej przykładu wiary, nadziei i miłości.

Mama a przyjaciel lub uczeń to inny poziom relacji. Zdajmy sobie z tego sprawę, że Maryja w Niebie jest ciągle Mamą Jezusa Chrystusa, wcielonego Boga, Tą przez którą dokonało się Wcielenie. Jakże wyobrażasz sobie swoje przyszłe życie w Niebie, kiedy teraz pogardzasz tą Matką, którą zobaczysz u boku Pana?… Należy uporządkować tę relację i ją przemienić, aby pozostała tylko szczera miłość i szacunek do Maryi.

 

Odpowiedź do zdania nr 3: a) „Komu Jezus ukazał się po zmartwychwstaniu? Ukochanej jak twierdzisz matce? b) Czy wiesz kto według Jezusa jest jego prawdziwą rodziną, w tym matką? czytaj Biblię człowieku.”

3. a) Jak napisał św. Ludwik Maria Grignon de Montfort: Maryja wiodła życie ukryte; toteż Duch Święty i Kościół zwą Ją „Alma Mater”, Matką ukrytą i tajemniczą. Pokora Jej była tak głęboka, że nic nie miało dla Niej większego powabu, jak wieść życie ukryte przed samą sobą i przed wszelkim stworzeniem, a znaną być jedynie Bogu. Bóg wysłuchał próśb, które zanosiła Doń o życie ukryte, ubogie i pełne upokorzeń, i w dobroci Swej zasłonił przed wzrokiem ludzkim Jej poczęcie i urodzenie, tajemnice Jej życia, Jej zmartwychwstanie i wniebowzięcie. Właśni rodzice nie znali jej dobrze: a Aniołowie pytali często jedni drugich: Quae est ista? Kimże jest Ona?” [Pnp 3,6]. Albowiem Najwyższy ukrył Ją przed nimi; a jeśli czasem odsłaniał im rąbek tajemnicy, to tym większe dziwy przed nimi ukrywał.”

To komu Jezus ukazał się po zmartwychwstaniu jest napisane nie tylko wprost, ale również między wierszami (pomyślmy np. dlaczego w poranek Zmartwychwstania do grobu Pańskiego idzie Maria Magdalena, później dwóch uczniów, a nie idzie Matka – czyżby już wiedziała, że nie ma sensu tam iść?), a częściowo w ogóle jest to zakryte przed światem, jako jedna z tych spraw o których mowa w J 21, 25.
J 21, 25 Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.

Jednakże napisano też:
Mt 10, 26 Więc się ich nie bójcie! Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć.

I zostało wyjawione. Szukajcie a znajdziecie. Kto naprawdę chce Prawdy, ten Ją znajdzie. Wskazówka na tej drodze: Poemat Boga-człowieka, Księga VII: Uwielbienie, Maria Valtorta.

ad.3.b) Część druga zarzutu, który wyczuwa się w tonie tej wypowiedzi, w zakresie „prawdziwej rodziny Jezusa”, co odnosi się zapewne do Łk 8, 19-21. Przytoczmy:

Łk 8, 19 Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. 20 Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». 21 Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».

Zachęcasz do czytania Biblii, ale cóż z tego, kiedy sam czytasz i nie rozumiesz, o czym świadczy ton postawionych pytań. Tak jak dawniej faryzeusze – czytali zamkniętymi oczami [duszy], bo nie wystarczy tylko czytać, ale trzeba jeszcze mieć w duszy światło Ducha Świętego i Jego interpretację Słowa.

Tak więc czytaj i módl się o Ducha Świętego, a później odpowiedz:
– Gdzie w Ewangelii jest napisane, że rodzona Matka Jezusa nie należy do tego szczęśliwego towarzystwa, które „słucha słowa Bożego i wypełnia je”?
– Komu pierwszemu Słowo Boże objawiło się w Swojej pełni?
– Kto pierwszy słuchał słowa Bożego, stając się pierwszym uczniem Chrystusa i kto najdłużej nim był, znając Go od najmłodszych lat?
– Kto dokładniej i wierniej wypełniał słowo Boże niż Maryja, Dziewica, z której Odwieczne Słowo przyjęło Ciało ludzkie?
– Kto udowodnił w końcu to wszystko w praktyce brutalnej rzeczywistości, trwając aż do końca, do ukrzyżowania i śmierci Pana Jezusa?

J 14, 15 Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. (…) (21): Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.

To Maryja była od początku aż do końca Życia Jezusa, to Ona przez 33 lata słuchała i wypełniała Jego Słowo, Słowo Boże. To Jej Jezus objawił się na samym początku Wcielenia i niezrównanym stopniu. Nikt Go też bardziej nie umiłował, a przez to nikt Go lepiej nie poznał, bo nikomu Jezus nie zechciał objawić się w równym stopniu jak własnej Matce.

Odpowiedź Jezusa z Łk 8, 21 jest przez niektórych uważana za zimną i dystansującą od rodzonej Matki. W rzeczywistości jest jednak zupełnie na odwrót. Odpowiedź została udzielona w trakcie jednego z duchowych kazań, jako bezpośrednie nawiązanie do omawianego tematu przyjęcia Słowa Bożego w przypowieści o siewcy. Jezus tym samym dał przykład słuchaczom z własnego życia. Miało to na celu:

– podkreślenie wyższości więzów duchowych nad więzami krwi, ponieważ więzy duchowe zbudowane na Słowie Bożym owocują jednością w Duchu Świętym, a to z kolei jest drogocenną perłą, która zostaje jej właścicielowi na wieczność. Nadmieńmy, że więzy duchowe mogą rodzić się również z więzów krwi;

– podkreślenie wagi Słowa Bożego, które powinniśmy przyjąć ufnie jak dziecko, cenić ponad ziemskie relacje i dobra, a przez to wypełniać pomimo wszelkich przeciwności (por. Mt 10, 37-40);

– danie przykładu uczniom zaparcia się samego siebie w zakresie materialnych i cielesnych więzi, a przeniesienie ich w wymiar czysto duchowy;

– złożenie (kolejnej) ofiary Ojcu przez Syna, który wyrzeka się ujrzenia ukochanej Matki w Imię poświęcenia dla zbawienia ludzi;

– Skoro Maryja nie mogła dostać się do Jezusa mimo zapewne ważnej sprawy, to znaczy, że odeszła zasmucona, z powodu tego, że Jej Syn nie wyszedł do Niej. W tamtej chwili mogło to zranić kochającą Matkę, jednak z zasady Maryja zachowuje i rozważa każde Słowo Syna i Pana, i zamiast popadać w destrukcyjne emocje, szuka w tym drugiego dna, nauki dla siebie. W ten sposób, Jezus przygotowuje Maryję do kulminacyjnego etapu Dzieła Zbawienia, niczym ogrodnik przycina gałązkę krzewu, uzdalniając Ją na kolejne „fiat – niech się tak stanie”. Od „zgubienia się” w Świątyni Jerozolimskiej, przez tego typu wydarzenia, uzdalnia Matkę do złożenia Syna w ofierze Ojcu, a następnie do przyjęcia roli Matki wszystkich uczniów Chrystusa, Matki rodzącego się Kościoła, nowej Ewy, która ma zdeptać szatana, zadość czyniąc grzechowi pierwszej Ewy.

W żadnym wypadku jednak, słowa Jezusa z Łk 8, 21 nie zaprzeczają faktu wypełniania Słowa Bożego i woli Bożej przez Maryję, ani też Jej Macierzyństwa w stosunku do Wcielonego Boga.

O „technice” w modlitwie różańcowej

Każdy z nas słyszał w kościele różaniec odmawiany np. przed Mszą Świętą… najczęściej przez grupkę starszych Pań. Niektórzy nazywają je „moherowe berety„, z czego one same potrafią się coraz częściej śmieć, a niektóre nawet są z tego określenia dumne… W każdym razie, niestety, Panie te nie mają wielkiego wsparcia w dzieciach, młodzieży lub osobach w średnim wieku, jeśli chodzi o trwanie na modlitwie różańcowej.

Postawię sprawę jasno i bez ogródek, bo sprawa jest zbyt poważna, żeby zrobić to inaczej: zbyt mało ludzi młodych i w średnim wieku trwa na codziennej modlitwie, a o modlitwie różańcowej w ogóle nie chce słyszeć.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego różańcem nie są oczarowani młodzi? Dlaczego mimo tylu Objawień Matki Bożej, oficjalnie uznanych przez Kościół, w których Maryja nieustannie prosi o modlitwę różańcową, młodzi pozostają na to głusi? Dlaczego różańcem przeważnie modlą się rzeczywiście „starsze Panie”? A przynajmniej dlaczego istnieje taki stereotyp o różańcu?

Te pytania sprowadzają się niejako do pytania o kondycję wiary w Kościele Katolickim lub pytania o wiarę tych, którzy nazywając się „katolikami” tworzą Kościół… w tym miejscu zajmijmy się jednak tylko różańcem.

Gdyby zapytać młodych o  różaniec, to w większości możnaby usłyszeć coś w stylu: „babcina modlitwa” albo „zwykłe klepanie”. Przyznam się, że np. w liceum takie właśnie miałem zdanie o tej modlitwie, nie wiedziałem nawet, że w różańcu coś się rozważa. Jakoś nigdy tego w kościele nie słyszałem, nikt też mnie nie zainteresował. Kompletnie nie rozumiałem, po co ciągle powtarzać te „Zdrowaśki„, w sposób do znudzenia monotonny… Być może miałem tzw. pecha, ale na pewno nie ja jeden.
Z dzisiejszej perspektywy wiem, dlaczego tak było i poniżej się tym podzielę.

Przyczyny braku zainteresowania różańcem w mojej opinii:

  1. Brak zainteresowania życiem duchowym w ogóle
    Jest to problem, który wynika z miernych wzorców duchowych jakie rodzice przekazują swoim dzieciom, dotyka większej części społeczeństw chrześcijańskich. Letnia duchowość rodziców nie jest bodźcem wzrostowym dla rozwoju wiary dzieci. Jednak taka, a nie inna ich postawa duchowa wynika z kolei z tego, że [rodzice] otrzymali taki przykład od swoich rodziców, a oni od swoich, itd…. Koło zamyka się. Przez letnią duchowość rodzin udaje się siłom zła wdrożyć obraz społeczeństwa żyjącego komfortowo i beztrosko… życiem bez Boga. Po co Bóg?
    Mamy wolność w ojczyźnie, każdy robi co chce – oczywiście w granicach prawa. Mamy pracę, „chleb i igrzyska”, jesteśmy „szczęśliwi”. Istnieje narzucony obraz życia, mający dać człowiekowi poczucie spełnienia: „zabawa, nauka, praca, dom, rodzina, rozrywka, święty spokój = szczęście człowieka„. Jednak, wszystko na darmo, bo na pierwszym miejscu nie ma tu Boga. Skoro nie ma Boga, to nie ma potrzeb duchowych, bo dusze przeszły w stan „hibernacji”, tli się w nich zaledwie iskra życia, czekająca na wybuch. Czasem tylko cierpienie: choroba, bieda, pożar, śmierć bliskiej osoby lub w inny sposób nagle wylany na zakuty łeb kubeł zimnej wody, powoduje ten wybuch, budzi człowieka z marazmu duchowego i nawraca do Boga. Czasem przeciwnie, człowiek w swej pysze, który dotąd zaledwie akceptował fakt istnienia Boga, nie miał z Nim żadnej relacji, zaczyna bluźnić Bogu i jeszcze tylko pogrąża się w ciemności. Czasem z kolei taki kubeł zimnej wody, nagłe cierpienie, pokazuje osobie, której wydawało się, że wierzy, że praktykuje swoją wiarę, że to wszystko było tylko jakąś abstrakcją, wydmuszką wiary lub tylko wyobrażeniem wiary bez pokrycia w rzeczywistości na dobre i na złe.
    Stopień wiary narodu można rozpoznać po prawach świeckich, które formułuje, po inicjatywach, które podejmuje, po sposobie życia i święcenia szczególnych dni świętych.
    Jak my ludzie słabej wiary mamy zaszczepić ją u innych? Najpierw sami uwierzmy prawdziwie i żyjmy życiem Chrystusa! Życiem, w którym obok Boga Ojca zawsze była Matka, Maryja, od początku do końca. Wtedy zmieni się obraz naszego życia ze wspomnianego wcześniej, na obraz życia Jezusa. Wtedy dopiero modlitwa w naszych umysłach, sercach i duszach będzie nieustanna. Wtedy dopiero będzie prawdziwa potrzeba różańca…
  2. Brak właściwego przykładu odmawiania różańca – niektórzy wierni, którzy modlą się na różańcu, robią to w niewłaściwy sposób i dają bardzo zły, wręcz odpychający, przykład…
    Z pełnym podziwem dla wytrwałości w „modlitwie” i (nawet codziennym) trwaniu przy Chrystusie naszych kochanych „starszych Pań”, niestety muszę stwierdzić, że ich zwyczajowy sposób odmawiania różańca pozostawia wiele do życzenia... Chodzi o to, że zwyczajowo różaniec jest”klepany” a nie „modlony”
    Różaniec to zwykłe klepanie!” – ten stereotyp o różańcu nie wziął się z powietrza… To sami modlący się odstraszają zamiast przyciągać innych do modlitwy. Uderzmy się więc w piersi, bo jeśli chcemy przyciągnąć kogoś do modlitwy, to musimy być w pełni autentyczni, musimy zatopić się w niej cali, posyłając w eter słowa duszą, umysłem i ciałem. Tylko wtedy można sprawić, że ktoś postronny zachwyci się różańcem…”Klepanie” polega na tym, że nawet jeśli byś chciał, to nie nadążysz za prowadzącym głosem: jest bowiem jak karabin maszynowy, z którego wylatują kolejne słowa na jednym, monotonnym i bezuczuciowym poziomie dźwiękowym – kompletnie bez serca i bez świadomości wypowiadanych słów. Jak można w taki sposób pozdrawiać Matkę Wcielonego Boga? Jak można Jej błogosławić? Jak można prosić Ją o modlitwę i wstawiennictwo? …
    Jest to tak rażące dla osoby postronnej, że całkowicie zniechęca do brania udziału w takiej modlitwie, odpycha, żeby nie powiedzieć obrzydza…
    Stąd, uraz do różańca mają przeważnie osoby o ponadprzeciętnej świadomości słowa, zdolności do odczuwania emocji w słowie, brzydzące się obłudą, a jednocześnie szukające Prawdy, wewnętrznej komunikacji z Bogiem.
    A wszystko dlatego, że brakuje nam wiary i miłości, z których bierze się pragnienie pogłębienia relacji.
    Naprawdę, lepsze owoce przyniesie odmówienie jednej, wybranej tajemnicy różańca z miłością i wdzięcznością w sercu, pełną świadomością każdego słowa i Obecności Osób, do których się je kieruje oraz z głębokim wczuciem się w ich życie, niż wyklepanie 10 całych różańców…
    Proponuję zacząć od nauczenia się w ten sposób jednego Zdrowaś Maryjo.
    Jak mawiał św. Jan Maria Vianney: „Jedno tylko Zdrowaś Maryjo dobrze powiedziane wstrząsa całym piekłem.”
    W ogóle wszyscy święci mieli szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, poczytaj, co niektórzy z nich mówili o różańcu i modlitwie Zdrowaś Maryjo, a odnajdziesz jej zupełnie nowy wymiar, nowe brzmienie.
    Z takich „Zdrowasiek” budujmy nasze różańce!
  3. Brak świadomości, że podczas modlitwy różańcowej jest obecna Maryja i sam Bóg
    Brak tej świadomości jest konsekwencją braków z punktu 1.
    A przecież Bóg przenika serce i myśli każdego, widzi nas z ukrycia! Podobnie Matka Boża słucha modlitwy każdego swojego dziecka.
    Jak musi się czuć, kiedy zapominamy, że podczas naszych modlitw jest obecna, że przewija paciorki razem z nami (zobacz: objawienia z Lourdes), że tym samym wspomina swój ziemski żywot! Jak musi się czuć kiedy niby mówimy do niej, ale nasze słowa nie są słowami dziecka do matki, ale przypominają raczej bełkot, w dodatku nudny, bo jednostajny, rzucany na oślep albo list wysłany bez adresata.
    Na domiar złego, myślimy w trakcie modlitwy o czymś innym… oh, znowu rozproszyliśmy się…
    Znowu powtórzę: wszystko dlatego, że brakuje nam wiary i miłości, z których bierze się pragnienie pogłębienia relacji…
    Czy chociaż jesteśmy świadomi tych błędów? Jest to w ogóle problem w każdej modlitwie (Mszy Świętej nie wyłączając): brak świadomości, zdania sobie sprawy, że Bóg patrzy na nas i słucha tej modlitwy, że np. modląc się Ojcze nasz, przenosisz się przed Tron Boga Jedynego w Trójcy. Nie bądź tam nieobecny, jakbyś był niepełnosprawny umysłowo, ale oczami duszy zobacz swojego Ojca-Stwórcę, Syna-Zbawiciela i Ducha Świętego-Uświęciciela i okaż swoją skruchę, miłość, wyraź cześć i uwielbienie!
    Daj sobie szansę to poczuć, obudź duszę, otwórz swoje serce, uwolnij umysł i proś Boga o Łaskę nowej świadomości, która umożliwi Ci odczuwanie Jego Obecności!
  4. Brak Kapłana, który z natchnieniem poprowadziłby całą modlitwę.
    Z przykrością to stwierdzam – poza specjalnymi nabożeństwami „z okazji…” wierni nie mają przewodnika, który najpierw zachęciłby do codziennej modlitwy własnym konkretnym przykładem: przyszedłby pół godziny wcześniej przed codzienną i niedzielną Mszą Świętą (*) lub zostałby po Mszy Świętej i po prostu poprowadziłby wiernych w modlitwie, jak dowódca swoje wojsko na polu bitwy… chociażby miał tylko kilku żołnierzy.Co gorsza, sam byłem świadkiem, że Ksiądz opuszczał Nabożeństwa 1 Sobót z wystawionym Najświętszym Sakramentem, zostawiając wiernych (w większości te „starsze Panie”) do prowadzenia adoracji, modlitwy i rozważań… Rozważania niestety nie miały głębszego sensu, sprowadziły się do przytoczenia kalendarza nadchodzących wydarzeń (?!), a Ksiądz wrócił na sam koniec, aby udzielić błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. Nie znam przyczyny, dla której Ksiądz opuszczał Nabożeństwo (co miesiąc było to samo), nie chcę go oceniać, jednak odnośnie samego faktu postawy, nie mogę oprzeć się wewnętrznemu poczuciu bólu i żalu, jakbym był żołnierzem na polu bitwy, z którego mój dowódca właśnie uciekł, zostawiając przy tym Króla i Królową samych… To niedopuszczalne, choćby się waliło i paliło! Niech wszystko czeka, kiedy Chrystus ze Swoją Matką przychodzi do nas zebranych w Jego Imię.
    Modlę się za Kapłanów, aby zrozumieli, że Oni przede wszystkim są przykładem życia duchowego dla wiernych. Są przykładem pobożności w praktyce, którą się obserwuje i naśladuje… jeśli jest tego godna.
    Kapłani są naprawdę jak oficerowie dla szeregowców, którzy umacniają, dają przykład i powinni przewodzić na polu duchowej bitwy z racji swojego sakramentalnego posłannictwa.
  5. Brak świadomości religijnej i wiedzy na temat tej modlitwy.
    Pokutuje praca u podstaw. Wierni za mało wiedzą na temat różańca – jego prawdziwego sensu i celu, dla którego został dany.
    Poza tym, że większość z nas słyszała, że w Fatimie ukazała się Matka Boże, nie słyszeli nic o wielu innych cudownych objawieniach, których przesłaniem było nawrócenie do Boga przez powrót do modlitwy.
    Za mało się wspomina o cudach, które miały miejsce na przestrzeni czasu.
    A przecież to wszystko to niezmierzona Łaska dana ludzkości z przepaści Miłosierdzia Bożego. Maryja nie przychodzi „od tak sobie, rzucić okiem na mieszkańców ziemi„, ale dla naszego Zbawienia z woli Boga w Trójcy Jedynego! Jako matka przychodzi upomnieć swe dzieci i przypomnieć im właściwą drogę. Ile z tych objawień i w jakim stopniu znamy ich przesłanie?
    Pogłębiajmy więc swoją wiedzę duchową! Z wiedzy, doświadczenia i Łaski rodzi się prawdziwa świadomość. Ale do tego potrzeba naszego wysiłku! To są skarby, które dawane są tylko tym, którym naprawdę zależy.
    Zadajmy sobie pytanie: ile książek tematyki religijnej przeczytaliśmy ostatnio i przez całe życie, ile dokumentów Kościoła przestudiowaliśmy? Czy widziałem na oczy jakąś Encyklikę albo list apostolski? A czy w ogóle przeczytałem chociaż raz w życiu całą Biblię od początku do końca?
    W końcu ile czasu mogłem poświęcić na to, zamiast oglądać np. TV?
    Tu wszyscy musimy pracować, aby nie zmarnować ani minuty, bo z każdej zdamy sprawę.
  6. Brak rozważań tajemnic różańcowych.
    Najczęściej wynika to z:
    – braku przygotowania,
    – braku odpowiedniej świadomości osoby prowadzącej modlitwę, rozumiejącej, że różaniec bez rozważań sprowadza się do czegoś, co jest prawie jak różaniec,
    – braku odpowiedniej ilości czasu do przeprowadzenia rozważań,
    – braku kompetentnej osoby prowadzącej modlitwę, którą powinien być Kapłan lub ktoś inny, „w kim już nie on żyje, ale żyje w nim Chrystus„, co wiąże się nierozerwalnie z solidnym ugruntowaniem w Biblii i oczytaniem w literaturze katolickiej,
    – brak wiedzy na temat życia Jezusa i Maryi, z której Duch Święty mógłby  zrodzić sensowne i głębokie przemyślenie – pamiętajmy, że Bóg działa na naturze i przez naturę,
    – brak kierownictwa Kapłana.
  7. Jeśli są rozważania, to przeważnie nie na temat.
    Zamiast rozważać życie Jezusa i Maryi, modlący się rozważa przede wszystkim swoje życie. Różaniec staje się wtedy kontemplacją samego siebie, co jest kompletnym niezrozumieniem sensu tej modlitwy. Tematem rozważań ma być życie Jezusa i Maryi – zgodnie z daną tajemnicą. Naturalnie rodzi się pragnienie duszy, wyrażane na zewnątrz słowem prośby, aby wchłonąć w siebie Ich postawy, cnoty, wolę oraz Ducha Świętego, który był zawsze tego natchnieniem, źródłem, przyczyną. Takie prośby w modlitwie nie burzą jej rytmu i sensu, ale wręcz przyczyniają się do osiągnięcia jej celu – budowania relacji miłości z Bogiem w Jezusie Chrystusie w oparciu o doskonały wzór Maryi i dostarczania „paliwa” dla procesu wewnętrznej przemiany siebie.
    Oczywiście, nie jest też błędem krótkie odniesienie się do własnej życiowej sytuacji, a nawet prośba o jakąś łaskę dla jej doskonałego rozwiązania, w kontekście rozważań, jednak niewłaściwe proporcje w tym zakresie sprowadzają modlącego się na manowce: zapomina on bowiem o przedmiocie i sensie tej modlitwy, a przenosi do jej centrum samego siebie, stawiając znowu siebie na pierwszym miejscu. Trzeba się pilnować, bo jest to podstawowy grzech przeciw pierwszemu przykazaniu Dekalogu, popełniany nawet w modlitwie, w której modlący się mówi ciągle ja, zamiast Ty, Boże, mówi przede wszystkim o sobie, zamiast o Bogu, rozważa głównie swoje życie, zamiast wcielenie Boga. W ten sposób wychodzi na jaw, kto jest w życiu na pierwszym miejscu: ja zamiast Bóg.
    Taka modlitwa nie przyniesie owoców w postaci budowania coraz głębszej relacji miłości z Jezusem i Maryją, nie da umiejętności zaparcia się samego siebie i coraz pełniejszego odbicia sobą cnót Chrystusa. Jak ma się tak stać skoro człowiek kontempluje samego siebie a nie Chrystusa?…
    A przecież różaniec w swej istocie to modlitwa kontemplacyjna życia Jezusa i Maryi! Dlatego rozważania tajemnic mają rzeczywiście dotyczyć faktów z życia Jezusa i Maryi, odniesienia do siebie ograniczajmy do niezbędnego minimum, chyba tylko po to, aby prosić o łaskę urzeczywistnienia w nas cnót chrystusowych. Wówczas duchowe owoce pojawią się w taki sam niezauważalny sposób, jak fizycznie wyrastają na drzewach. Do tego jednak potrzeba też czasu i cierpliwości…Czasem z kolei rozważania są zbyt krótkie: czy naprawdę nie stać nas na więcej niż jedno zdanie? Nie idźmy drogą minimalistyczną, ale dajmy z siebie tyle, ile możemy w danych okolicznościach zewnętrznych.
  8. Brak odpowiedniej postawy modlitewnej.
    Jeśli nie ma ważnej przyczyny, np. zdrowotnej, to zawsze do modlitwy przyjmuj postawę klęczącą. Niech ciało wyraża pokorną postawę duszy, która powinna uświadomić sobie swoją nicość w Obliczu Boga, Stwórcy jej samej i wszystkiego, co jest.
    Jak uczy Matka Boża w jednym ze swoich objawień, na „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu!” należy poza znakiem Krzyża wykonać skłon głową – z intencją wyrażenia głębokiej czci, pokory i bojaźni przed majestatem Stwórcy. Podobnie rzecz się ma na „(…) święć się Imię Twoje (…)„. Gest ten powinien stać się naturalnym odruchem ciała.
    Znowu wracamy do punktu nr 2 – pracujmy nad uświadomieniem sobie, że modlitwa przenosi nas przed Majestat Boga, przy którym stoi dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy i tysiąc tysięcy służyło Mu (por. Dn 7, 10). Ciało ma być jednością z duszą w wyrażaniu emocji – każde na swój sposób wzajemnie się dopełniający.
    Jeśli natomiast ktoś postronny widzi, modlących się na siedząco, z dodatkowym usypiającym wyrazem twarzy, to nie czuje się zachęcony do przyłączenia się…
  9. Niegodne zachowanie po wyjściu z kościoła
    Zdarza się, że po modlitwach ludzie jeszcze nie zdążyli wyjść z kościoła, a już rozmawiają. Oczywiście nie o sprawach Bożych… Za drzwiami panuje momentalnie zgiełk, nastroje dopisują, śmiechy, chichy wypełniają przestrzeń.
    A gdzie postawa modlitewnej zadumy w duszy i umyśle nad tym, co się przed chwilą dokonało? Gdzie postawa pokuty? Ile warta była ta modlitwa, jeśli w ciągu sekundy została zapomniana i prysła jak mydlana bańka? Czyżby znowu tylko klepanie? A gdzie wiara, że na Mszy Świętej uobecniła i spełniła się właśnie nieustająca Ofiara Krzyża Jezusa Chrystusa? Czy wierzymy w to? To dlaczego niektórych to wszystko wewnętrznie w ogóle nie rusza, wracają do porządku dziennego, „jakby nigdy nic”?
    Dalej, jeśli modlitwy były odprawiane w niedzielę (głównie problem dotyczy niedzielnych Mszy Świętych), to spora część ludzi pospiesznie z kościoła idzie na zakupy, nie zdążyła się jeszcze zakończyć pieśń na wyjście, jeszcze ksiądz nie wyszedł z prezbiterium, a oni już biegną.
    Czy nie można było zrobić tego w sobotę, żeby dzisiaj, w niedzielę, mieć umysł oddany tylko Bogu i innym dać też spokój?
    Dodatkowo, zamiast przejść przez przejście dla pieszych, część bardzo spieszących się przechodzi przez środek ruchliwej drogi, zatrzymując przy tym ruch. No bo przecież lud boży wyszedł z kościoła, niech wszystko przed nim stanie!
    Jak ktoś, kto patrzy na takie osoby z boku może zobaczyć dobre owoce tych wszystkich modlitw? Jak będzie chciał się do nas przyłączyć?
    Uświadommy sobie, j
    ak ważny jest przykład naszego życia! Róbmy to, o czym mówimy jako Kościół, w co wierzymy i o co się modlimy, bo hipokryzja napawa obrzydzeniem!

Proszę o rozważenie tego wszystkiego na spokojnie. Starajmy się unikać błędów, które mogłyby odepchnąć kogoś od modlitwy i nam samym ograniczają wzrost. Nie jest to może od razu takie proste i oczywiste, ale podejmijmy wysiłek! Obyśmy nie stali się przyczyną zgorszenia dla nikogo, tym bardziej w przykładzie naszej modlitwy.

(*) – rozkład Mszy Świętych niedzielnych z uwagi na czas konieczny na modlitwę różańcową należałoby w większości ponownie przemyśleć… na pewno jest to możliwe, choć znowu wymaga wysiłku ze strony Kapłanów. Dodatkowo, może wyeliminowałoby się pewne patologie, szczególnie w  miastach, kiedy to czas na Komunię Świętą jest skracany do minimum, „bo zaraz będzie następna Msza św.”…