Dzieło Zbawienia i Kerygmat w szczegółach

Po przerobionym rachunku sumienia niech się otworzą nasze oczy na grzechy, które popełniliśmy, grzechy rodzaju ludzkiego względem Boga i siebie nawzajem! Ciężar tych grzechów od początku istnienia ludzkości jest przygniatający, miażdżący, druzgocący…
Słowo Boga mówi: zapłatą za grzech jest śmierć… (por. Rdz 2, 17; Rz 6, 23).

Czy to już koniec? Czy pozostała nam już w konsekwencji naszych grzechów tylko duchowa śmierć? Na zawsze utracona relacja miłości z Bogiem? Czy Słowo Boga nie daje żadnej drogi wyjścia z tej tragicznej sytuacji?

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 6, 23)

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ I MIŁOSIERDZIEM SAMYM!

Dlatego Bóg w swym miłosierdziu daje drogę powrotu do jedności ze Sobą i wzywa do powrotu do Królestwa Niebieskiego, ale w swojej sprawiedliwości, zechciał, aby to ponowne zjednoczenie z Nim odbyło się na drodze wiary i zaufania, przemiany myślenia (nawrócenia) i krzyża, poprzez następujące etapy:
1) uwierzenie Bogu, że Cię kocha i chce tylko Twojego dobra,
2) zaufanie Słowu Boga i podjęcie poszukiwania Jego woli,
3) uznanie popełnionych grzechów, przyznanie się do własnej grzeszności (posiadania natury skłonnej do grzeszenia) i potrzeba bycia odkupionym przez Boga,
4) żal za grzechy, ustne, szczere wyznanie grzechów i prośba o przebaczenie skierowana do Boga i tych osób, którym człowiek zawinił (jeśli żyją, a jeśli nie to modlitwa za nich),
5) podjęcie pokuty, zaparcie się siebie samego w grzesznych skłonnościach i rezygnacja z czynności, które Bóg określa jako złe, choć dotąd wydawały się człowiekowi dobre i przyjemne,
6) przyjęcie przychodzącego w życiu cierpienia, jako doświadczenie konieczne do duchowego oczyszczenia, przemiany i wzrostu, a więc wewnętrzna akceptacja tego doświadczenia, dążenie do określenia go w sobie jako dobre, oczyszczające, spełniające pokuty, a przeżywane z Bogiem, coraz głębiej z Nim łączące i ostatecznie sprowadzające do życia błogosławieństwo,
7) złożenie ofiary zadośćuczynienia lub udział w ofierze kogoś, kto jest zdolny do złożenia takiej ofiary. Jak wielkiej? Wielkiej jak popełniony grzech: całkowitej, całopalnej. Skoro „zapłatą za grzech jest śmierć, to odwrotnie: „zapłatą za posłuszeństwo jest życie. Co więc trzeba w posłuszeństwie złożyć Bogu w ofierze za grzechy? Jakieś miłe i przyjemne rzeczy, niewiele kosztujące? Czy wręcz przeciwnie?
Prorok Izajasz pisał:
Iz 53, 10 Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży.
To znaczy, że osoba, która w wolnej woli podejmuje ofiarę umożliwiającą powrót do Nieba musi w posłuszeństwie tej woli Boga przyjąć miażdżące cierpienie, aby ostatecznie oddać swoje życie, być poddanym śmierci, wejść w doświadczenie śmierci…

Kto mógłby wziąć na siebie ciężar tych grzechów i taką ofiarę złożyć?
Roślina? Wszystkie rośliny świata są zbyt „lekkie”, bo nie mają ani ludzkiego ciała, ani psychiki, ani duszy. Kompletnie nie nasz wymiar istnienia, nie nasza liga. Za mała waga ofiary.
Zwierzę? Wszystkie zwierzęta świata są zbyt „lekkie”, bo nie mają ani ludzkiego ciała, ani psychiki, ani duszy. Fizycznie jesteśmy podobni w podstawowych życiowych czynnościach, w wielu jednak różnimy się, a duchowo zwierzęta to nie nasz wymiar istnienia, nie nasza liga. Ofiara ze zwierzęcia symbolizować może jedynie oddanie Bogu niższej, zwierzęcej, części duszy, kierującej się popędami i instynktami, ale nigdy nie
Człowiek? Elementy składowe ofiary pasują, ale co najwyżej w zakresie życie za życie, bo zbyt mało waży jedno życie za życie całej ludzkości, przy założeniu oczywiście, że życie to nie jest skalane żadnym grzechem, który również spowodowałby konieczność wyrównania długu za nie. Za mała waga ofiary dla odkupienia każdego człowieka.
Anioł, istota duchowa? Nie nasz wymiar istnienia: brak ciała fizycznego i inne ciało duchowe czyniłby ofiarę anioła nieodpowiednią. Jako jednostkowe stworzenie nie mógłby spłacić długów zaciągniętych w ciele ludzkim przez całą ludzkość, istniejąc z natury w wymiarze ducha, nawet jeśli nie własną mocą, której mógłby mieć za mało, a z woli Boga mógłby przyjąć ciało ludzkie. Znowu za mała waga ofiary dla odkupienia każdego człowieka.

Wynika z tego, że ofiara każdego pojedynczego stworzenia, nawet Archanioła, byłaby zbyt „lekka” przy „ciężarze” win wszystkich ludzi. Poza tym: Bóg nie chciał, aby jakiekolwiek Jego stworzenie na sobie cierpiało skutki grzechów wszystkich ludzi i ofiarowało tak wiele przez Jego nakaz. Najświętsza Ofiara musi być dobrowolna, niewymuszona, złożona w duchu bezinteresownej miłości, nieskalana żadnym grzechem osobistym i złożona przez kogoś, kto jest w swoim bycie złączony w jakiś sposób ze wszystkimi, bo jest tak czysty, że może przenikać wszystko.

To kto może wyrównać dług względem Bożej sprawiedliwości, w oparciu której istnieje całe stworzenie, w tym wszelkie prawa fizyki, biologii, itd.? Kto weźmie na siebie ciężar kolektywnego grzechu ludzkości? Kto?!

SAM BÓG?!

Dobrze, ale jak miałoby się to odbyć? Jak „technicznie” Bóg miałby to zrobić? Czy Bóg, który jest duchem, tzn. istniejąc przed stworzeniem ma naturę duchową, a nie fizyczną (por. J 4, 24), z wysokości Niebios miałby „jakoś” oznajmić ludzkości, że teraz odpuszcza nam grzechy i odtąd jest po wszystkim, a człowiek znowu ma wstęp do Królestwa Nieba bez żadnego aktu woli i czynu z jego strony? Do kogoś z nas takie „oznajmienie” by dotarło i ktoś by uwierzył Bogu w takie załatwienie sprawy? Czy wystarczy przemówić przez Archanioła, czy Bóg sam ma przemówić w naszym świecie? Jeśli sam, to w jaki sposób, żeby wszyscy nie pomarli ze strachu lub bojaźni przed Jego chwałą? Czy nie potrzeba raczej formy bardziej odpowiedniej dla człowieka?
W świecie ludzi komunikacja odbywa się normalnie na linii człowiek-człowiek… Czy więc potrzeba, żeby Bóg stał się człowiekiem, żeby do nas skutecznie dotrzeć, żeby zmniejszyć do minimum ryzyko niewłaściwych interpretacji Jego Słowa? W tym zakresie – tak, trzeba, żeby Bóg stał się człowiekiem.

Czy jednak prawa Bożej sprawiedliwości, rządzące Wszechświatem i Królestwem Niebios byłyby zaspokojone? Co z ofiarą potrzebną dla zadośćuczynienia Bożej sprawiedliwości, w tym prawom przyczyny i skutku? Jeśli np. mają być spłacone kary za grzechy ciała ludzkiego, to ofiara musi być złożona w ciele ludzkim, a jeśli za wszystkich ludzi to w ciele Boga-człowieka. Jeśli mają być spłacone kary za grzechy popełnione w duszy ludzkiej, w duchu, to ofiara musi być złożona w duszy człowieka i jeśli za wszystkie dusze – to w Duchu Boga – Duchu Świętym. Znowu: trzeba, żeby Bóg stał się człowiekiem.

Prorok Izajasz opisał instrukcję dla Zbawiciela, Mesjasza, Tego który ma wykupić ludzkość ze zniewalającej mocy jej grzechów (por. Iz 53, 1-12) poprzez dobrowolną ofiarę z siebie samego:
https://biblia.deon.pl/2010/rozdzial.php?id=525

Prorok Izajasz pisał o Mesjaszu:
„3 Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści,
a myśmy Go za skazańca uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie.
Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich.
10 Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży.”

Jezus sam oddał życie za nas wszystkich w posłuszeństwie opisanej w proroctwie Izajasza woli Boga. Mówił:
„A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.” (por. J 3, 14-15)
„Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».”
(por. J 10, 17-18)
To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.”

(por. J 15, 12-14)

Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!
To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie.

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci –
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest PANEM –
ku chwale Boga Ojca.” (por. Flp 2, 4-11)

A co z ukazaniem człowiekowi jak ma żyć zgodnie z wolą Bożą? Wystarczy mówić, czy lepiej ukazać życiem?
Najlepiej jest, kiedy ukazuje się własnym życiem to, co się mówi.
Znowu: potrzeba, żeby Bóg stał się człowiekiem – będzie mógł wtedy wprost pokazać swoim ludzkim życiem, jak człowiek powinien żyć i wypowiedzieć ludzkimi słowami Słowo Boga, .

Tylko Bóg: Ten, który jest – jest w swoim bycie nieograniczony, nieskończony z natury, przez którego Słowo zostało wszystko stworzone, w którym wszystko zostało stworzone, do którego należy świat i wszystko to, co go napełnia może połączyć się z nami wszystkimi i wagą (chwałą), mocą własnej ofiary podnieść nas z otchłani ciemności z powrotem do Królestwa Niebios (por. Kol 1, 15-20).

Poza tym rozważaniem o sprawiedliwości pozostaje podstawowe pytanie: dlaczego Bóg miałby spłacać długi swojego przewrotnego i zbuntowanego stworzenia, któremu nieodwołalnie dał wolną wolę i pouczył o konsekwencjach poznania dobra i zła, a które było Mu nieposłuszne i nie chciało ani uznać swojego błędu, ani nawet przepraszać, tylko schowało się przed Bogiem ze wstydu i strachu, zabijając relację miłości?
Dlaczego Bóg miałby nas, buntowników, wyciągać z krzaków ciemności?
My, ludzie, z natury raczej zostawilibyśmy kogoś, kto nas zawiódł i skrzywdził, był nam nieposłuszny w najprostszej rzeczy, zranił naszą miłość i nie chciał nawet rzucić od niechcenia jednego „przepraszam”…
A co na to Bóg?

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ I MIŁOSIERDZIEM SAMYM!

W Bogu sprawiedliwość jest zawsze jednością z miłosierdziem, we wszystkim jest święty (hebr. kadosz), tzn. jest oddzielony od grzechu, jest Światłem oddzielonym od ciemności, nie ma w Nim żadnej ciemności. Dlatego skalany grzechem człowiek, któremu po akcie nieposłuszeństwa (po grzechu) i buntu, zmieniła się świadomość, sposób postrzegania otaczającego go świata z przyjaznego na wrogi, z rodzącego obfitość na rodzący osty, musiał opuścić tę Światłość Raju, którą napełniał swoją obecnością Bóg, bo już dłużej do Niej wewnętrznie nie należał i nawet nie chciał należeć. Wolał iść swoją drogą, odchodząc coraz dalej od Boga: Ojca, Jego Słowa i Ducha. Tak człowiek popadł w ciemność, smutek, niedefiniowalną tęsknotę „za czymś” i niekończącą się spiralę przyczynowo-skutkową swojego postępowania opartego wyłącznie o własną wolę i własne dobro. Tak człowiek zamienił początkowo dobry świat go otaczający w pole walki dobra i zła, dokonując coraz to nowych odkryć na polu zła, grzechu i zepsucia tego, co od początku było dobre.
A Bóg? Smucił się i patrzył na swoje ukochane i najdoskonalsze stworzenie, ale teraz upadłe i umierające w wymiarze fizycznym oraz duchowym. Pomimo bólu i zazdrosnej miłości ojca do syna, który zamiast z ojcem woli być ze wszystkim innym, nie odebrał mu daru wolnej woli do dalszego postępowania w kierunku ciemności, oddzielenia i śmierci.

Bóg ocenił sytuację prosto, mniej więcej tak: „Człowiek nie jest w stanie sam powrócić do Mnie, muszę Sam zstąpić do niego pierwszy. Trzeba sprawić, żeby zawrócił ze swojej drogi do śmierci i poszedł drogą do Życia. Muszę Sam go wyzwolić z tej spirali grzechu, która go zniewala i doprowadza do cierpienia i zepsucia całe stworzenie. Muszę Sam pokazać mu jak ma żyć i jak do Mnie powrócić, żeby wypełnić prawa, które zostały nadane na początku stworzenia. W końcu, muszę człowiekowi pokazać, jak bezgranicznie i bezinteresownie ciągle go kocham i nigdy nie przestanę, nawet jeśli znowu odrzuci moje Słowo i… je zabije. A postąpi tak, jak na początku, bo coraz gorsze są jego czyny. Ja jednak poślę moje Słowo, które stanie się Bogiem-człowiekiem i Zbawicielem człowieka. Do końca umiłowałem człowieka, dlatego oddam w ofierze za niego życie i zmartwychwstanę, bo ani Mnie, ani mojej Miłości nie da się na zawsze zabić. Potem wstąpię z powrotem do Nieba, stając się dla człowieka drogą powrotną i otworzę człowiekowi bramy Raju, stając się dla niego bramą do Życia wiecznego, a później ześlę na niego mojego Ducha, aby dać mu nowe serce i nowe życie we Mnie oraz ostatecznie odkupić, wyzwolić, zbawić i uczynić dziećmi Bożymi chociaż tych, którzy w to Dzieło mojego miłosierdzia uwierzą. Człowiek pomimo tak wielkiej łaski pozostanie słaby i obarczony raną grzeszności, dlatego aby nie ustał w drodze do Nieba, ale trwał we Mnie, będę karmił go moim Ciałem i Krwią, w których jest mój Duch i moje Życie, oraz dar odpuszczania grzechów mocą Ducha Świętego, którego udzielę moim posłanym uczniom, aby każdy, kto szczerze przyjdzie do Mnie, doświadczył mojego bezgranicznego miłosierdzia i zbawienia.

Ale… Dlaczego Bóg tak postanowił wobec zbuntowanego stworzenia?

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ I MIŁOSIERDZIEM SAMYM!

Dlatego Bóg w swoim miłosierdziu dla człowieka posłał na świat swoje Słowo, Jednorodzonego Syna, który przyoblekł się w szatę: ciało człowieka i rzeczywiście stał się człowiekiem, mężczyzną o imieniu Jezus (hebr. Jeszua – Bóg Zbawia), ze wszystkimi tego radosnymi i bolesnymi konsekwencjami, mającym matkę Maryję z Nazaretu, specjalnie do tego wybraną i obdarowaną pełnią Łaski młodą dziewczynę, dziewicę, która nie popełniła żadnego grzechu.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.”

(por. J 3, 16-18)

Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni”
(por. Rz 5, 6-9)

Mamy nadzieję Bracia! Gra naszego życia nie jest skończona, bo mamy Jezusa Chrystusa, Zbawiciela, dzielnego i potężnego Pana w boju o nasze dusze! Nie lękajmy się, ale otwórzmy Mu drzwi na oścież i zaufajmy w tym czasie próby! Jesteśmy szczególnie teraz wezwani do pokuty, ale i do odnowienia naszej przynależności do Jezusa, do powrotu do tej pierwotnej miłości do Boga, dzięki której uwierzyliśmy w Niego.

Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i wyznajesz Go jako Pana i Zbawiciela?

Jeśli tak, to Jezus mówi Ci dzisiaj:
«Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.
(por. J 11, 25)

Jezu, ufam Tobie!

Bóg: Chcę być uwielbionym pośród ciebie

Prosiłem dzisiaj Pana o Słowo… o to, co mi powiedział:
Ez 27, 25-35
25 
Okrętami z Tarszisz zwożono do ciebie towary.
Stałeś się więc bogatym i wielce sławnym
w sercu mórz.
26 Wioślarze twoi wprowadzili cię na pełne morze,
ale wiatr wschodni złamał cię w sercu mórz.
27 Twoje bogactwo, twoje towary i twoje ładunki,
twoi sternicy i twoi żeglarze,
naprawiający twoje okręty i twoi klienci,
wszyscy twoi wojownicy przebywający u ciebie
i cały twój lud znajdujący się u ciebie
utoną w głębi morza w dniu twego upadku.
28 Na głośny krzyk twoich żeglarzy
drżą wały morskie.
29 Wszyscy, którzy wiosłują, zstępują ze swoich statków;
żeglarze i wszyscy sternicy morscy pozostają na lądzie.
30 Głośno lamentują nad tobą, podnosząc gorzkie wołanie,
posypują głowy ziemią i tarzają się w popiele.
31 Przez wzgląd na ciebie golą sobie głowy i przywdziewają wory.
Płaczą nad tobą w ucisku serca, skarżąc się gorzko.
32 Podnoszą nad tobą lament serdeczny i narzekają:
„Któż jak Tyr został zniszczony w sercu mórz?”
33 Gdy towary twe szły poza morze, syciłeś wiele narodów.
Dzięki mnogości dóbr twoich i twoich towarów
bogaciłeś królów ziemi.
34 Teraz zostałeś rozbity przez morskie fale
i leżysz w morskiej toni.
Twoje towary i wszyscy twoi mieszkańcy
zatonęli razem z tobą.
35 Wszyscy mieszkańcy wysp zdumiewają się nad tobą,
a królowie ich zdjęci strachem trwożą się bardzo.
36 Kupcy z różnych narodów gwiżdżą nad tobą;
stałeś się postrachem,
i na zawsze zostałeś unicestwiony».

Ez 28, 20-23
20 Pan skierował do mnie te słowa: «Synu człowieczy, obróć się ku Sydonowi i prorokuj przeciwko niemu: 22 Mów: Tak mówi Pan Bóg:

Oto występuję przeciwko tobie, Sydonie!
Chcę być uwielbionym pośród ciebie.
Poznają, że Ja jestem Pan,
gdy nad nim wykonam sądy moje i ukażę się mu jako Święty.
23 Ześlę na niego zarazę
i krew na jego ulice,
a zabici będą upadać w jego środku
pod razami miecza [podniesionego] na niego zewsząd.
I poznają, że Ja jestem Pan.

J 9, 4-5
Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. 5 Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata.

Moja Komunia święta z Jezusem… na rękę

Chcę podzielić się z Tobą moim osobistym doświadczeniem dotyczącym Komunii świętej na rękę.
W niedzielę 15.03.2020r., przyjąłem 1 raz w życiu Komunię Świętą na rękę...
chciałem po prostu być posłuszny zaleceniu Biskupów i kierować się miłością bliźniego.
Z jednej strony, było to dla mnie niesamowite przeżycie. Chciałem, żeby to było doświadczenie uświęcające moje ręce i przekonywałem się o tym sam w sobie po Komunii.
Czy Stwórca, Najczystszy, który mi te ręce dał i obmył swoją Krwią odpuszczając grzechy może się nimi zabrudzić albo być przez nie zbezczeszczonym? Jednak… Obawiam się, że może być zbezczeszczony we mnie, bo każdy grzech deformuje, psuje i w końcu bezcześci mnie jako świątynię Boga. W tym sensie tak – można Boga zbezcześcić w swoim ciele.
Z drugiej jednak strony, po Komunii świętej w trakcie dnia dużo o tym myślałem, pogrążałem się w jakąś niepewność i konflikt sumienia, nie miałem w sobie pokoju i jednoczącego z Bogiem uczucia Łaski uświęcającej.
Następnego dnia, bo codziennie jestem z Jezusem na Mszy świętej od 2016r., i drugim przyjęciu Komunii świętej na rękę, powstał u mnie już wielki konflikt sumienia, zamiast skupić się na Jezusie, to myślę, czy mam przyjąć Go na rękę czy do ust, czego nigdy dotąd nie miałem, bo zawsze byłem całkowicie skupiony na Jezusie. Ponadto zacząłem w trakcie dnia odczuwać w lewej dłoni palące, piekące ciepło, trudne do opisania uczucie. Autentycznie ręka zaczęła mnie „palić”, a w duszy miałem dziwny niepokój. Trwało to cały dzień z niewielkimi przerwami. Pomyślałem: czy to po to namaszcza się olejem świętym ręce kapłanów, aby Najświętszy Sakrament nie wypalił im rąk? Może. Trzeciego dnia poszedłem przed Mszą świętą do spowiedzi, opowiedziałem m.in. o konflikcie, który noszę w sobie. Ksiądz powiedział mi krótko mniej więcej tak: taka forma przyjmowania Komunii świętej jest dopuszczalna, to nic złego, ale musisz sam zdecydować zgodnie ze swoim sumieniem, bo nie można mieć konfliktu sumienia. Cóż, liczyłem, że mi powie wprost, pozostawił jednak wybór… Kiedy otrzymywałem odpuszczenie grzechów, doświadczyłam uwalniającej Łaski Bożego Miłosierdzia i zwróciłem uwagę, że coś dziwnego znowu zaczęło się dziać z moją dłonią, jakbym znowu czuł na środku to piekące gorąco. Przez pół Mszy św. myślałem o tym, co robić.. Skup się na Jezusie i miłości do niego! – pomyślałem i podszedłem do ołtarza… Będąc już przy balaskach, uklęknąłem i spojrzałem na Braci – przyjmowali Pana Jezusa przeważnie do ust. Stwierdziłem, że jestem zdrowy, nie miałem okazji się zarazić, bo nigdzie szczególnie nie chodzę, a skoro i tak już reszta przyjmuje do ust, to nie ma sensu podejmować „środka przeciwwirusowego” w postaci „na rękę” i w takim razie chcę oddać Jezusowi chwałę, jak zawsze: również przyjąłem Komunię do ust. Muszę powiedzieć, że jestem z tym szczęśliwy i tego dnia miałem w sercu znowu pokój i uczucie Łaski uświęcającej, spoczywającej nade mną.
Nie byłem wówczas świadomy sprawy z pozostającymi na ręce partykułami Ciała Pana Jezusa, niezauważonymi i nieświadomie sprofanowanymi… Dopiero później na nowo odkryłem ten decydujący aspekt całej sprawy… kiedyś chyba słyszałem o tym fakcie, ale w tym wszystkim, co się dzieje, wyleciało mi to kompletnie z głowy.
Przysięgam, że historia jest prawdziwa. Dzielę się z Tobą tym świadectwem, abyś nie popełnił tego samego błędu!
Proszę, przyjmij moją radę:  jeśli nie chcesz przyjmować Komunii świętej do ust, to przyjmij ją duchowo – tyle.

Mam też inne doświadczenie: karmię swojego synka kęsami chleba. Podaję mu je bezpośrednio do ust, niczym hostię. Czasem ma tak, że bierze je do ust i cieszy się, jest wtedy ufny względem mnie, jest między nami Duch jedności. Wtedy cieszę się jego ufnością. Czasem jednak nie chce tak przyjąć ode mnie chleba, krzyczy, denerwuje się i łapie rączką – chce sam sobie podać. Wtedy smutnieję, bo jest coś, co nas dzieli…
Myślę, że tak samo jest z Komunią świętą, kiedy Ojciec daje nam Chleb z Nieba, kiedy Pan Jezus karmi nas swoim Ciałem i Krwią. Myślę, że chciałby naszej ufności przejawiającej się w tym, że przyjmujemy Jego Ciało jak małe dziecko chleb, prosto do buzi z rąk kochającego ojca.
«Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.” (por. Mt 18,3-4)

Z braterskim pozdrowieniem,
Jarosław Bodak

Dzieło Zbawienia i Kerygmat

Skoro tu już jesteś i czytasz, to zadam Ci teraz jedno pytanie:

Czy zrobiłeś kiedykolwiek coś złego?

Coś złego, czyli coś, co Twoje sumienie wyrzuca ci ewidentnie, jako zło? Źle się z tym czujesz i np. masz świadomość, że skrzywdziłeś kogoś?
Pomyśl o tym przez chwilę, zrób rachunek sumienia, jeśli miałbyś teraz stanąć przed samym Bogiem i zdać sprawę ze swojego życia. Czy byłoby coś, co mogłoby być w Jego oczach złe?

O tak, właśnie to!
Twoje sumienie właśnie wyrzuciło Ci ten grzech – to zło przed oczy,
z podświadomości do świadomości…

Czyli jednak – Ty też popełniłeś zło lub inaczej grzech, który Cię oskarża przed Bogiem i przed Tobą samym i niszczy Twoją relację z Bogiem. Nie Ty jeden, my wszyscy zgrzeszyliśmy… Oto dlaczego Boga nigdy nie słyszymy, nie czujemy Jego obecności, miłości. Oto dlaczego nie potrafisz się modlić, albo czujesz ciągły smutek, przygnębienie, niedefiniowalną tęsknotę za czymś… a może panicznie boisz się ciemności albo śmierci? Odczuwasz lęk przed samotnością? Masz poczucie, że ktoś jest w pokoju, kiedy jesteś sam i boisz się?

Ciężar osobistych grzechów przytłacza, pomimo tego, że staramy się go wypchnąć ze świadomości, gdzieś w odmęty niepamięci.
Ciężar kolektywnych grzechów ludzkości od początku jej istnienia jest przygniatający, miażdżący, druzgocący…

Słowo Boga mówi: zapłatą za grzech jest śmierć… (por. Rdz 2, 17; Rz 6, 23).
Chodzi tu przede wszystkim o śmierć duchową, śmierć ducha, który daje życie ciału, śmierć, jako konsekwencja oddzielenia się od źródła Życia – od Boga. To tak, jakby latorośl odciąć od winnego krzewu albo gałąź od drzewa… sama z siebie uschnie. Tak jest z człowiekiem odciętym od Boga – sam z siebie umiera na wieki.

Czy to już koniec? Czy pozostała nam już w konsekwencji naszych grzechów tylko duchowa śmierć? Na zawsze utracona relacja miłości z Bogiem? Czy Słowo Boga nie daje żadnej drogi wyjścia z tej tragicznej sytuacji?

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 6, 23)

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ I MIŁOSIERDZIEM SAMYM!

Dlatego Bóg w swym miłosierdziu daje drogę powrotu do jedności ze Sobą i wzywa do powrotu do Królestwa Niebieskiego, ale w swojej sprawiedliwości, zechciał, aby to ponowne zjednoczenie z Nim odbyło się na drodze wiary i zaufania, przemiany myślenia (nawrócenia) i krzyża, poprzez następujące etapy:
1) uwierzenie Bogu, że Cię kocha i chce tylko Twojego dobra,
2) zaufanie Słowu Boga i podjęcie poszukiwania Jego woli,
3) uznanie popełnionych grzechów, przyznanie się do własnej grzeszności (posiadania natury skłonnej do grzeszenia) i potrzeba bycia odkupionym przez Boga,
4) żal za grzechy, ustne, szczere wyznanie grzechów i prośba o przebaczenie skierowana do Boga i tych osób, którym człowiek zawinił (jeśli żyją, a jeśli nie to modlitwa za nich),
5) podjęcie pokuty, zaparcie się siebie samego w grzesznych skłonnościach i rezygnacja z czynności, które Bóg określa jako złe, choć dotąd wydawały się człowiekowi dobre i przyjemne,
6) przyjęcie przychodzącego w życiu cierpienia, jako doświadczenie konieczne do duchowego oczyszczenia, przemiany i wzrostu, a więc wewnętrzna akceptacja tego doświadczenia, dążenie do określenia go w sobie jako dobre, oczyszczające, spełniające pokuty, a przeżywane z Bogiem, coraz głębiej z Nim łączące i ostatecznie sprowadzające do życia błogosławieństwo,
7) złożenie ofiary zadośćuczynienia lub udział w ofierze kogoś, kto jest zdolny do złożenia takiej ofiary. Jak wielkiej? Wielkiej jak popełniony grzech: całkowitej, całopalnej. Skoro „zapłatą za grzech jest śmierć, to odwrotnie: „zapłatą za posłuszeństwo jest życie. Co więc trzeba w posłuszeństwie złożyć Bogu w ofierze za grzechy? Jakieś miłe i przyjemne rzeczy, niewiele kosztujące? Czy wręcz przeciwnie?
Prorok Izajasz pisał:
Iz 53, 10 Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży.
To znaczy, że osoba, która w wolnej woli podejmuje ofiarę umożliwiającą powrót do Nieba musi w posłuszeństwie tej woli Boga przyjąć miażdżące cierpienie, aby ostatecznie oddać swoje życie, być poddanym śmierci, wejść w doświadczenie śmierci…

Prorok Izajasz opisał instrukcję dla Zbawiciela, Mesjasza, Tego który ma wykupić ludzkość ze zniewalającej mocy jej grzechów (por. Iz 53, 1-12) poprzez dobrowolną ofiarę z siebie samego:
https://biblia.deon.pl/2010/rozdzial.php?id=525

Prorok Izajasz pisał o Mesjaszu:
„3 Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści,
a myśmy Go za skazańca uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie.
Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich.
10 Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży.”

Jezus sam oddał życie za nas wszystkich w posłuszeństwie opisanej w proroctwie Izajasza woli Boga. Mówił:
„A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.” (por. J 3, 14-15)
„Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».”
(por. J 10, 17-18)
To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.”

(por. J 15, 12-14)

Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!
To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie.

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci –
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest PANEM –
ku chwale Boga Ojca.” (por. Flp 2, 4-11)

Dlaczego jednak sam Bóg miałby spłacać długi swojego przewrotnego i zbuntowanego stworzenia, któremu nieodwołalnie dał wolną wolę i pouczył o konsekwencjach poznania dobra i zła, a które było Mu nieposłuszne i nie chciało ani uznać swojego błędu, ani nawet przepraszać, tylko schowało się przed Bogiem ze wstydu i strachu, zabijając relację miłości?
Dlaczego Bóg miałby nas, buntowników, wyciągać z krzaków ciemności?
My, ludzie, z natury raczej zostawilibyśmy kogoś, kto nas zawiódł i skrzywdził, był nam nieposłuszny w najprostszej rzeczy, zranił naszą miłość i nie chciał nawet rzucić od niechcenia jednego „przepraszam”…
A co na to Bóg?

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ I MIŁOSIERDZIEM SAMYM!

Bóg ocenił sytuację prosto, mniej więcej tak: „Człowiek nie jest w stanie sam powrócić do Mnie, muszę Sam zstąpić do niego pierwszy. Trzeba sprawić, żeby zawrócił ze swojej drogi do śmierci i poszedł drogą do Życia. Muszę Sam go wyzwolić z tej spirali grzechu, która go zniewala i doprowadza do cierpienia i zepsucia całe stworzenie. Muszę Sam pokazać mu jak ma żyć i jak do Mnie powrócić, żeby wypełnić prawa, które zostały nadane na początku stworzenia. W końcu, muszę człowiekowi pokazać, jak bezgranicznie i bezinteresownie ciągle go kocham i nigdy nie przestanę, nawet jeśli znowu odrzuci moje Słowo i… je zabije. A postąpi tak, jak na początku, bo coraz gorsze są jego czyny. Ja jednak poślę moje Słowo, które stanie się Bogiem-człowiekiem i Zbawicielem człowieka. Do końca umiłowałem człowieka, dlatego oddam w ofierze za niego życie i zmartwychwstanę, bo ani Mnie, ani mojej Miłości nie da się na zawsze zabić. Potem wstąpię z powrotem do Nieba, stając się dla człowieka drogą powrotną i otworzę człowiekowi bramy Raju, stając się dla niego bramą do Życia wiecznego, a później ześlę na niego mojego Ducha, aby dać mu nowe serce i nowe życie we Mnie oraz ostatecznie odkupić, wyzwolić, zbawić i uczynić dziećmi Bożymi chociaż tych, którzy w to Dzieło mojego miłosierdzia uwierzą. Człowiek pomimo tak wielkiej łaski pozostanie słaby i obarczony raną grzeszności, dlatego aby nie ustał w drodze do Nieba, ale trwał we Mnie, będę karmił go moim Ciałem i Krwią, w których jest mój Duch i moje Życie, oraz dar odpuszczania grzechów mocą Ducha Świętego, którego udzielę moim posłanym uczniom, aby każdy, kto szczerze przyjdzie do Mnie, doświadczył mojego bezgranicznego miłosierdzia i zbawienia.

Ale… Dlaczego Bóg tak postanowił wobec zbuntowanego stworzenia?

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ I MIŁOSIERDZIEM SAMYM!

Dlatego Bóg w swoim miłosierdziu dla człowieka posłał na świat swoje Słowo, Jednorodzonego Syna, który przyoblekł się w szatę: ciało człowieka i rzeczywiście stał się człowiekiem, mężczyzną o imieniu Jezus (hebr. Jeszua – Bóg Zbawia), ze wszystkimi tego radosnymi i bolesnymi konsekwencjami, mającym matkę Maryję z Nazaretu, specjalnie do tego wybraną i obdarowaną pełnią Łaski młodą dziewczynę, dziewicę, która nie popełniła żadnego grzechu.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.”

(por. J 3, 16-18)

Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni”
(por. Rz 5, 6-9)

Mamy nadzieję Bracia! Gra naszego życia nie jest skończona, bo mamy Jezusa Chrystusa, Zbawiciela, dzielnego i potężnego Pana w boju o nasze dusze! Nie lękajmy się, ale otwórzmy Mu drzwi na oścież i zaufajmy w tym czasie próby! Jesteśmy szczególnie teraz wezwani do pokuty, ale i do odnowienia naszej przynależności do Jezusa, do powrotu do tej pierwotnej miłości do Boga, dzięki której uwierzyliśmy w Niego.

Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i wyznajesz Go jako Pana i Zbawiciela?

Jeśli tak, to Jezus mówi Ci dzisiaj:
«Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.
(por. J 11, 25)

Jezu, ufam Tobie!

 

Uwaga: szczegółowo całą tą sprawę z Dziełem Zbawienia opisałem tutaj:

Dzieło Zbawienia i Kerygmat w szczegółach

Pokuta, akt przebłagania Boga na czas epidemii koronawirusa i Kerygmat

Jakie jest najlepsze lekarstwo na trwającą epidemię?

POKUTA. POKUTA. POKUTA.

MODLITWA PRZEBŁAGANIA, POST, JAŁMUŻNA, CZYNY MIŁOSIERDZIA.

To jest czas w naszym życiu, kiedy jesteśmy wezwani do powrotu do Boga, który jest miłosiernym Ojcem, a zawrócenia z drogi, na której sami jesteśmy sobie bogami i Boga-Stwórcy nie potrzebujemy.

Jako ludzkość jesteśmy wezwani do porzucenia drogi, na której nie uznajemy zła, jakie popełniamy i nie widzimy dobra, jakie Bóg nam wyświadcza. Jesteśmy wezwani do przemiany egoistycznego myślenia o wyłącznie własnym „szczęśliwym życiu”, na myślenie szukające nieustannie woli Boga i dobra ludzi, którzy nas otaczają.

Stąd chrześcijanie powinni podjąć akt pokutny za siebie samych i za całą ludzkość, ofiarowując go Bogu osobiście w tajemnicy przed światem i oficjalnie jako Kościół w Święto Miłosierdzia Bożego, tj. 19.04.2020r.

Módlmy się od dzisiaj codziennie razem przynajmniej:
1) Koronką do Bożego Miłosierdzia o godz. 15.00 – w godzinę śmierci Pana Jezusa, rozważając przy tym Jego mękę.
2) Różańcem o godz. 20.30, rozważając Boże Dzieło Wcielenia, Odkupienia i Zbawienia razem z Maryją, mamą Pana Jezusa.
3) Aktem pokutnym płynącym z serca, a przepraszającym Boga za wszystkie grzechy, których dopuszczamy się sami i cała ludzkość.
Może on wyglądać np. tak:

Akt przebłagania Boga za grzechy całego świata

Miłosierny Boże, Ojcze nasz i Stwórco, Panie Jezu i Zbawicielu, Duchu Święty i Pocieszycielu… Zmiłuj się nad nami – żyjącymi, konającymi i zmarłymi!

Zmiłuj się nad nami, zatwardziałymi grzesznikami, którzy mimo tylu Twoich łask, ciągle chowamy się przed Tobą, unikając relacji miłości z Tobą. Z braku miłości między nami dopuszczamy się wszelkiego możliwego zła, które już wyrosło pod samo Niebo. Naprawdę, grzechy nasze są zawsze przed nami i tylko Ty możesz nas ocalić od ich śmiertelnych konsekwencji. Potrzebujemy Ciebie, Boga, który zbawia przez wzgląd na Swoje Miłosierdzie!

Jeśli więc nas nie uwolnisz od jarzma naszych grzechów, jeśli nas nie wybawisz z niewoli, w jakiej nas trzymają, jeśli nas nie zbawisz swoim wyciągniętym ramieniem i niezbędną pokutą, to na pewno pomrzemy na zawsze w grzechach naszych i nie staniemy się Twoim ludem! Udziel nam łaski wiary, nadziei i miłości, abyśmy jako ludzkość powrócili do Ciebie, nasz Boże! Ocal nas przed duchową śmiercią, oczyść nas z relacji, spraw i rzeczy, które zatruwają nam życie i oddalają od Ciebie! Przemień obraz życia człowieka i połącz go z powrotem z Tobą oraz wszystkich ludzi między sobą Swoim Świętym Duchem Miłości.

Pragniemy spełnić Twoje marzenie o jedności Stwórcy z całym Stworzeniem i całego Stworzenia z człowiekiem, który jest wolny i w wolności pokochał swojego Stwórcę, jako Ojca, żyjąc Jego Słowem i w Jego Duchu. Błagamy, przez wzgląd na Twoje Miłosierdzie: skróć czas epidemii, która nas dotknęła i wygaś ją, abyśmy jako odnowiona w Duchu ludzkość mogli zacząć nowe życie z Tobą, Bogiem Miłosierdzia!

Boże Ojcze nasz, uznajemy, że wszyscy zgrzeszyliśmy przeciwko Tobie, błagamy o przebaczenie i przepraszamy Cię:
– za to, że nie wierzymy w ogóle w Twoje istnienie,
– za to, że jeżeli wierzymy w Twoje istnienie, to nie wierzymy Tobie,
– za to, że jeżeli już wierzymy w Ciebie i Tobie, to mamy ciągłe wątpliwości w tej wierze i nie ufamy Tobie,
– za to, że zaprzeczamy, że jesteś Bogiem i Stwórcą całego wszechświata ze wszystkimi jego zastępami stworzeń,
– za to, że kłamliwie twierdzimy, że Bóg nie jest jeden, że poza Tobą istnieją inni bogowie,
– za to, że zaprzeczamy Twojemu Ojcostwu względem każdego człowieka,
– za to, że nie kochamy Ciebie z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił swoich,
– za to, że zamiast Ciebie – naszego Ojca Niebieskiego, wolimy kochać i wywyższać bardziej inne osoby albo nawet rzeczy,
– za to, że zbliżamy się do Ciebie tylko w słowach i sławiąc Cię tylko wargami, podczas gdy nasze serca są z dala od Ciebie,
– za to, że uczyniliśmy sobie bożka ze zdrowia i wpoiliśmy sobie jako prawdę bałwochwalcze kłamstwo mawiając i nieustannie życząc sobie na pierwszym miejscu: „oby tylko było zdrówko, bo zdrówko jest najważniejsze”,
– za to, że w chorobie bluźnimy Tobie, zamiast przylgnąć do Ciebie całym sercem i z całych sił,
– za to, że uczyniliśmy sobie bożka z pieniędzy i pracy dając im więcej serca i uwagi niż Tobie,
– za to, że nie mamy wiary w Twoją bezgraniczną miłość do nas i w trudnych życiowych doświadczeniach nie szukamy Twojej woli i nie staramy się przemienić postrzegania tej próby i cierpienia w doświadczenie konieczne i dobre dla naszego oczyszczenia, rozwoju i zbliżenia się do Ciebie,
– za to, że nieustannie szemrzemy, narzekamy albo zaczynamy zaprzeczać Twojej dobroci, bądź nawet Twemu istnieniu,
– za to, że swoim życiem nie przynosimy Tobie chwały i nie uświęcamy Twojego Imienia,
– za to, że nie oczekujemy nadejścia Twojego Królestwa w Niebie i nie budujemy go tu, na Ziemi,
– za to, że jesteśmy przewrotni i fałszywi, kiedy mówimy „Ojcze, bądź wola Twoja”, a później robimy dokładnie na odwrót, mówiąc tym samym niczym demony „bądź wola moja!„,
– za to, że ślubujemy i przysięgamy Tobie rzeczy, których nie jesteśmy w stanie spełnić,
– za to, że jesteśmy niewdzięczni za Chleb z Nieba, który nam zsyłasz na Życie wieczne,
– za to, że jesteśmy niewdzięczni za chleb powszedni, którym nas karmisz, jednocześnie oskarżając Ciebie za głód na Ziemi,
– za to, że mając wiele nie jesteśmy miłosierni wobec potrzebujących braci,
– za to, że ciągle siebie sami uniewinniamy, a oskarżamy Ciebie lub innych ludzi o własne błędy i braki,
– za to, że nie potrafimy przebaczać, a sami chcemy, żebyś nam przebaczył,
– za to, że mówimy „przebaczam, ale nie zapominam”, a ciągle powracamy do sytuacji wytykając błąd naszemu winowajcy. Jednocześnie sami chcemy żebyś Ty nam przebaczył, zapomniał i nigdy o naszych grzechach nie wspominał,
– za to, że wystawiamy Ciebie na próbę przy każdej okazji,
– za to, że nie pamiętamy o Tobie w godzinie życiowej próby i nie prosimy Ciebie o przyjście nam z pomocą, ale jesteśmy przekonani, że sami z siebie poradzimy sobie we wszystkim,
– za to, że obłudnie wołamy do Ciebie „zbaw nas ode złego” i fałszywie twierdzimy, że „wyrzekamy się Szatana”, kiedy cali jesteśmy pogrążeni w jego dziełach i nie mamy żadnej woli, aby je zniszczyć lub opuścić i powrócić do Ciebie,
– za to, że nie szukamy Twojego Słowa, a kiedy sam Je dajesz nam, to nie chcemy Go przyjąć i Go odrzucamy,
– za to, że nie ufamy Twoim pouczeniom, a wybieramy ciągle po swojemu,
– za to, że nie jesteś na pierwszym miejscu w naszym życiu,
– za to, że ciągle jest coś ważniejszego od Ciebie,
– za to, że dajemy Ci tak mało czasu i przestrzeni do działania w naszym życiu, a marnujemy go na tysiące zbędnych rzeczy i spraw,
– za to, że oskarżamy Cię o zło i cierpienie całego świata,
– za to, że oskarżamy Cię o złą wolę i chęć wyrządzenia nam krzywdy,
– za to, że oskarżamy Cię o porzucenie człowieka samemu sobie,
– za to, że nie jesteśmy wdzięczni za życie nasze i wszystkich istot żywych,
– za to, że niszczymy ogród, który nam dałeś – naszą planetę Ziemię i doprowadzamy naszym materialistycznym działaniem do śmierci wielu stworzeń,
– za niepoliczalne już morderstwa dzieci, kobiet i mężczyzn,
– za niepoliczalne już zabójstwa nienarodzonych dzieci,
– za bezsensowne i okrutne znęcanie się nad ludźmi i zwierzętami,
– za nasz styl życia, który ma niewiele wspólnego z życiem w Bogu i dla Boga,
– za nasze niezgodne z Twoją wolą związki międzyludzkie,
– za cudzołóstwa, zdrady małżonków, rozpady małżeństw i rodzin, które miały być w Twoim marzeniu obrazem Boga żyjącego w jedności swej Przenajświętszej Trójcy,
– za kradzieże, zazdrość, łakomstwo na cudze rzeczy,
– za wszelkie nieczyste myśli i czyny,
– za wszelkie inne grzechy przeciwko Tobie, Ojcze,
– za naszą oziębłość i pogardę względem Ciebie w tym wszystkim…
Przepraszamy Cię Ojcze nasz i błagamy o przebaczenie dla nas i całego świata!

Jezu Chryste, Synu Boży, uznajemy, że wszyscy zgrzeszyliśmy przeciwko Tobie, błagamy o przebaczenie i przepraszamy Cię:
– za to, że na Twoją bezgraniczną miłość odpowiadamy Ci zapomnieniem, obojętnością, letniością lub nienawiścią,
– za nasz brak wiary w Ciebie, Pana i Zbawiciela, mimo wszystkich dzieł, znaków i cudów, których dokonałeś na przestrzeni wieków od czasu Twojego przyjścia na ten świat,
– za to, że popadamy chętnie i beztrosko w różne nałogi, podczas gdy jesteśmy leniwi i letni w naszej wierze w Ciebie Jezu,
– za to, że za Twoje dobrodziejstwa otrzymujesz od nas niewdzięczność,
– za to, że ignorujemy Twoje wezwania do przemiany życia i szukania Królestwa Bożego,
– za to, że nie doceniamy Twojej Ofiary, złożonej dla zadośćuczynienia Bożej sprawiedliwości za nasze grzechy i nie dostępujemy odkupienia, bo nie czerpiemy z Jej owoców,
– za to, że nie doceniamy Twojej Ofiary, złożonej dla ukazania nam Bożego Miłosierdzia, które nie ma granic,
– za to, że nie mamy ufności w Twoje nieskończone Miłosierdzie i nie przychodzimy czerpać z Niego Łask,
– za to, że uczestniczymy w Eucharystii nieświadomie i tylko zewnętrznie, jakby był to dla nas tylko wyuczony przez ludzi zwyczaj,
– za to, że zbliżamy się do Ciebie tylko w słowach i sławiąc Cię tylko wargami, podczas gdy nasze serca są z dala od Ciebie,
– za to, że zdarza nam się profanować Twoje Ciało i Krew postawą zewnętrzną i wewnętrzną,
– za to, że świętokradczo spożywamy Twoje Ciało i pijemy Twoją krew,
– za brak miłości, oziębłość lub letniość kapłanów, w szczególności kiedy oddajesz w ich dłonie Twoje Ciało i Krew,
– za grzechy pedofilii wśród osób duchownych i konsekrowanych,
– za nieczystość i wszelkie nadużycia popełniane przez osoby duchowne i konsekrowane,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane nie słuchają Twojej woli, ale żyją i działają według woli swojej,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane służą same sobie, zamiast ludowi Bożemu,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane nie są zainteresowane Twoimi zagubionymi owcami i nie istnieją w ich życiu,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane zaniedbują modlitwę i posługę, do której są powołane,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane nie są świadkami Twojego Zbawienia, miłosierdzia, sprawiedliwości i świętości,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane sprzeniewierzają się Twojemu powołaniu, bezczeszczą przyjęte święcenia i łamią złożone Tobie śluby,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane prą do zaszczytów, marzą o kościelnej karierze i są pracownikami własnego dobrobytu, zamiast Twojego Królestwa, do którego należą ubodzy wewnętrznie i zewnętrznie,
– za to, że relacje między osobami duchownymi i konsekrowanymi zbyt często skalane są zazdrością, obłudą, złością, a nawet nienawiścią,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane nie postrzegają siebie nawzajem jako bracia i siostry, mające jednego Ojca, Pana i Ducha, pracujące wspólnie dla tej samej sprawy, tworzące jedno ciało i jedną rodzinę, ale pełni nieufności widzą siebie jako konkurenci w dostępie do Ciebie, do Twojej łaski i do darów duchowych, tak, jakby mogło dla kogoś zabraknąć Twojej miłości Jezu,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane ograniczają swoim postępowaniem dostęp do Boga pełnego Miłosierdzia tym, którzy po nie przyszli poprzez Kościół,
– za to, że relacje między osobami duchownymi i konsekrowanymi zbyt często skalane są nieposłuszeństwem i zazdrością wobec przełożonych oraz nadużyciami, okrucieństwem i zawiścią wobec podwładnych,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane ignorują rozeznanie i Twoje Słowo przekazywane przez uczniów świeckich,
– za to, że osoby duchowne i konsekrowane nie potrafią zaangażować w Kościele wiernych świeckich, których Ty chciałbyś posłać do ewangelizacji lub innych dzieł,
– za to, że wierni świeccy nie są posłuszni przełożonym w Kościele i nieustannie szemrają na każdą ich decyzję,
– za to, że Twoi uczniowie odbierają chwałę sami od siebie i od świata, a nie szukają chwały ukrytej, która pochodzi od samego Boga,
– za pychę, która nieustannie mówi nam, że nasz sposób widzenia świata i oceny wydarzeń jest jedynie poprawny, a Kościół ze swoją nauką i przykazaniami się myli,
– za to, że wierni świeccy nie poświęcają swojego wolnego czasu na budowanie relacji z Tobą i Kościołem, ale często marnują go na tysiąc innych, nieistotnych spraw,
– za to, że wierni świeccy nie czują się w obowiązku budować Twojego Kościoła,
– za to, że wierni świeccy nie upominają i nie wzywają do nawrócenia pasterzy, którzy przez swoje postępowanie stali się drapieżnymi wilkami, ale bezwiednie akceptują zło i zgorszenia przez nich siane,
– za to, że wierni świeccy ignorują wezwanie do bycia uczniami świadkami i misjonarzami, głoszącymi Ewangelię tam, gdzie żyją w świecie,
– za to, że przynosimy nędzne ofiary lub w ogóle przychodzimy z pustymi rękoma przed majestat Boga,
– za to, że Twoi uczniowie, a w szczególności członkowie wspólnot charyzmatycznych, zazdroszczą sobie nawzajem darów łaski, posług i  działań, wzbudzanych przez Ducha Świętego i nie wykorzystują ich do wspólnego budowania Kościoła, ale do budowania własnej duchowej pychy,
– za to, że młodzi ludzie ignorują Ciebie i nie chcą Cię poznać, pomimo Łask, których im udzielasz,
– za to, że odrzucamy Twoje zaproszenia i powołania do wejścia w życie duchowne i konsekrowane,
– za to, że dusze wybrane tak często odrzucają Twoją wolę i nie ufają Tobie,
– za to, że udajemy i pozorujemy przed innymi cnoty wiary, nadziei, miłości i pokory,
– za to, że tak często nie chcemy przyznać się do grzechów i odrzucamy Twoje Miłosierdzie,
– za to, że pomiatamy Twoim Najświętszym imieniem nieświadomie wplatając je w małostkowe dyskusje,
– za to, że tak często się Ciebie zapieramy i Ciebie zdradzamy,
– za to, że zostawiamy Cię samego w godzinach Twojej Paschy,
– za to, że nie potrafimy dać świadectwa wiary w Ciebie tam, gdzie jesteśmy do tego powołani,
– za to, że nie szanujemy i nie kochamy Twojej Mamy, Maryi,
– za to, że nie chcemy być jak dzieci w przychodzeniu do Ciebie, poznawaniu Ciebie i uczeniu się od Ciebie, pomijając pomoc, wstawiennictwo i wołanie Maryi, którą ciągle nam posyłasz, przed swoim powtórnym przyjściem,
– za to, że nie czuwamy na modlitwie i nie oczekujemy Ciebie i Twojego powtórnego przyjścia,
– za to, że ciągle się wywyższamy i porównujemy do innych, zamiast służyć innym i ich kochać,
– za to, że jesteśmy niewdzięczni i zbyt często narzekamy na wszystko,
– za to, że nie poświęcamy czasu na usłyszenie i zrozumienie Twojej woli,
– za to, że nie poświęcamy czasu na rozważanie Twojego Dzieła Wcielenia, Odkupienia i Zbawienia i nie chcemy przyjąć Łaski z nich płynącej,
– za to, że jesteśmy oziębli na modlitwie i w przeżywaniu pamiątki Twojej Najświętszej Ofiary we Mszy świętej…
– za to, że wchodzimy w Komunię z Tobą z sercem oziębłym, letnim lub nieczystym, zaprzedanym grzechowi i szatanowi,
– za to, że przeważnie po przyjętej Komunii świętej nie trwamy ani chwili w miłosnym objęciu z Tobą, ale bezmyślnie od razu przechodzimy do dalszego programu Mszy świętej: wiadomości duszpasterskich,
– za to, że zamiast trwać w skupieniu na Tobie, uwielbiać Ciebie i adorować Cię na kolanach w uścisku miłości, siedzimy i słuchamy wiadomości duszpasterskich, zapominając o Tobie,
– za to, że tak wiele nietaktów popełniamy względem Ciebie na Mszach świętych i naszych spotkaniach wspólnotowych, włącznie z tym, że czasem zapominamy, że Ty jesteś obecny pośród nas i, że chcesz nas wyprowadzić do Ojca w Duchu Świętym,
– za to, że po opuszczeniu Kościoła zapominamy, że przed chwilą przyjęliśmy Ciebie i że jesteś obecny w naszych ciałach jako w żywych monstrancjach, które mają iść do świata i ukazywać mu sobą Boże Miłosierdzie, światło Słowa Bożego i święte życie w Duchu Świętym,
– za to, że sami posyłamy się do świata, jako Twoi uczniowie i świadkowie, a nie wypełniamy swoim życiem Twojej nauki,
– za to, że wybiórczo znamy i żyjemy Ewangelią, a mamy czelność nazywać się uczniami Jezusa Chrystusa – chrześcijanami,
– za to, że przez nasze antyświadectwo cała ludzkość jeszcze w Ciebie nie uwierzyła,
– za to, że przez brak głębi w naszych osobistych relacjach z Tobą Jezu, przez brak ufności i wiary Tobie oraz przez brak osobistej sprawiedliwości i świętości, ludzie nie są Tobą zainteresowani, nie znają Ciebie prawdziwego, odrzucają Ciebie i nie dostępują Łaski Twojego Zbawienia,
– za to, że naszymi postawami i słowami odpychamy od Ciebie ludzi dobrej woli, szukających prawdy i Boga,
– za to, że nie ma jedności między wierzącymi w Ciebie, jako Pana i Zbawiciela,
– za to, że ciągle dzielimy się w najprostszych i najświętszych sprawach i nie jesteśmy posłuszni tym, których ustanowiłeś naszymi przełożonymi,
– za to, że szczerze nie miłujemy siebie nawzajem w naszych Kościołach,
– za to, że nie miłujemy naszych prześladowców i nie modlimy się za nich,
– za to, że w naszych rodzinach zapominamy o Tobie i Panem jesteś przeważnie raz w tygodniu przez godzinę, kiedy jesteśmy w Kościele,
– za to, że nie uznajemy Ciebie za członka naszych rodzin, nie wspominamy o Tobie w ciągu dnia codziennego, nie powierzamy Tobie swoich radości i smutków, podczas, gdy Ty włączasz nas w Swoje Mistyczne Ciało i uważasz nas za swoje Dzieci, zapraszając nas do wspólnego Stołu,
– za to, że w naszych rodzinach dochodzi do nieustannych kłótni, podziałów, obmów, pogardliwych i agresywnych zachowań,
– za wszelkie inne grzechy przeciwko Tobie…
Przepraszamy Cię Jezu Chryste i błagamy o przebaczenie dla nas i całego świata!

Duchu Święty, uznajemy, że wszyscy zgrzeszyliśmy przeciwko Tobie, błagamy o przebaczenie i przepraszamy Cię:
– za to, że zaprzeczamy Twojemu osobowemu Bóstwu,
– za to, że pomijamy Ciebie w naszym życiu duchowym i rzadko lub w ogóle przywołujemy Ciebie,
– za to, że zasmucamy Ciebie naszymi błędnymi wyborami, podejmowanymi w aktach wolnej woli, a oddalającymi nas od Boga, Źródła Życia wiecznego i przynoszącymi w konsekwencji cierpienie i śmierć, a nadto później oskarżamy Boga o okrucieństwo i to, że to On zsyła na nas to zło jako karę,
– za fałszywą pobożność, bez wewnętrznej miłości i uwielbienia Ojca i Syna w Tobie Duchu Święty,
– za fałszywą pobożność, niespójną z zewnętrznym życiem w świecie,
– za to, że zbliżamy się do Ciebie tylko w słowach i sławiąc Cię tylko wargami, podczas gdy nasze serca są z dala od Ciebie,
– za to, że nie trwamy na długiej modlitwie i poście bez wcześniej określonego programu, bez oczekiwań i nie słuchamy, co mówi Duch do Kościoła, ale sami zbyt wiele mówimy i wszystko mamy zaplanowane, jakbyśmy z góry chcieli Tobie nakazać, jak masz nas prowadzić,
– za to, że nie słuchamy głosu proroków, których powołujesz i posyłasz,
– za to, że nie rozsiewamy Słowa Bożego tam, gdzie nas posyłasz,
– za to, że nie głosimy prosto i zrozumiale Dobrej Nowiny o Zbawieniu wierzących w Jezusa Chrystusa przez odpuszczenie grzechów na mocy Łaski Bożego Miłosierdzia, ale komplikujemy i szyfrujemy Bożą Ewangelię,
– za to, że Kościół posyła do głoszenia Ewangelii często ludzi nie wypełnionych Duchem Świętym, a jeszcze częściej – ludzi głoszących ją bez Twojej mocy,
– za to, że ciągle ignorujemy Twoje natchnienia i nie rozsiewamy wokół siebie dobra,
– za to, że katecheci i nauczyciele religii nie są otwarci na Twoje natchnienia, na nowe sposoby ewangelizacyjne, które chcesz wdrożyć, aby dotrzeć do młodych i ich świata,
– za to, że katecheci i nauczyciele religii nie głoszą Ewangelii świadectwem swojej własnej wiary i doświadczeń duchowych, ale trzymają się z góry ustalonego programu, jakby wiara w Jezusa Chrystusa i relacja z Nim mogła być zamknięta w podręcznik i nauczana z precyzją matematyki,
– za to, że ciągle ograniczamy Ciebie w działaniu, zamykając w podręczniki, programy, nakazy, i inne z góry określone wymagania, zamiast najpierw ukazywać ludziom własną relację miłości z Ojcem i Synem w Tobie, Duchu Święty, uczyć ich modlitwy płynącej z serca, modląc się z nimi „kolano przy kolanie”, jeden do jeden, zamiast pomagać ludziom odkrywać w ich życiu obecność miłosiernego Boga, szukającego bliskości z człowiekiem w każdej sytuacji jego życia,
– za to, że świadomie lub nieświadomie fałszujemy prawdę, aby dopasować rzeczywistość do naszych potrzeb i celów,
– za to, że uparcie trwamy przy swojej racji i nie słuchamy wewnętrznego głosu sumienia, krzyczącego, że robimy źle,
– za to, że uparcie odmawiamy przyznania się do popełnionego zła, a jednocześnie obwiniamy i oskarżamy wszystkich dookoła, tylko nie siebie,
– za uparty brak żalu za grzechy,
– za to, że euforycznie mówimy „Duchu święty, przyjdź i wypełnij mnie całego!”, a później odmawiamy Ci czasu i przestrzeni do działania, żyjąc ciągle po swojemu, a nie po Bożemu,
– za to, że udziela się Sakramentu Bierzmowania osobom, które w sercu tak naprawdę tego nie chcą i są przekonane, że Ciebie nie potrzebują, jednocześnie zaświadczając fałszywie, że są na dar Twojej obecności gotowe,
– za to, że bezcześcimy rożnymi grzechami swoje ciała fizyczne i duchowe, przeznaczone i namaszczone, aby być Twoimi Świątyniami,
– za wszelkie inne grzechy przeciwko Tobie…
Przepraszamy Cię Duchu Święty i błagamy o przebaczenie dla nas i całego świata!

Ojcze przedwieczny, zanosząc do Ciebie ten akt przebłagania przez Niepokalane Serce Maryi, ofiarujemy Ci jednocześnie Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego! Dla Jego bolesnej męki, miej Miłosierdzie dla nas i świata całego!

Następuje Koronka do Miłosierdzia Bożego.

 – Akt spisano w święto Dobrego Łotra, dnia 26.03.2020r. –

___________________________________________

KERYGMAT

Niech się otworzą nasze oczy na nasze grzechy, grzechy rodzaju ludzkiego względem Boga i siebie nawzajem! Ciężar tych grzechów od początku istnienia ludzkości jest przygniatający, miażdżący, druzgocący…
Słowo Boga mówi: zapłatą za grzech jest śmierć… (por. Rdz 2, 17; Rz 6, 23).

Czy to już koniec? Czy pozostała nam już w konsekwencji naszych grzechów tylko śmierć? Czy Słowo Boga nie daje żadnej drogi wyjścia z tej tragicznej sytuacji?

Owszem, daje wyjście! Jest nadzieja, jest dobra nowina! 

POSŁUCHAJ!

Jeśli uwierzysz, że Jezus Chrystus tak Cię umiłował, że wziął na Siebie wszystkie Twoje grzechy, że cierpiał za nie i umarł z nimi na Krzyżu ponosząc karę za nie, to na mocy Jego przelanej Krwi i Twojej wiary, która Ciebie z tą Krwią połączyła – zyskujesz odpuszczenie grzechów, jesteś od nich uwolniony i masz otwartą drogę do Boga, Ojca i do Nieba, Królestwa Bożego!!!

Tak właśnie! Przez wiarę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który z miłości do Ciebie spłacił dług wszystkich naszych grzechów, umierając za nie na krzyżu i zmartwychwstając dla naszego usprawiedliwienia, ponownego przyodziania w utraconą przez grzech Chwałę Bożą, świetlistą i czystą szatę, która jest wieczna. Jezus następnie wstąpił do Nieba otwierając nam bramy do Życia wiecznego w Królestwie Niebieskim w jedności z Bogiem i zesłał nam Ducha Świętego, abyśmy się narodzili do nowego Życia w Bogu!

Uwierz w Jezusa Chrystusa, a będziesz miał Życie wieczne! Jeśli uwierzysz, to przyjmij chrzest albo go świadomie odnów, jeśli byłeś ochrzczony w dzieciństwie i przyjmij Ducha Świętego, obietnicę Ojca, którego Syn Boży, Jezus Chrystus ześle na Ciebie, aby dać Ci nowe Życie w Bogu i przyoblec Cię w nową szatę Swojej sprawiedliwości i powołać Cię do nowego Życia, do nowych dobrych czynów, zgodnych ze Słowem Bożym, a może i do głoszenia Dobrej Nowiny innym ludziom! Ostatecznie zaś, drzwi do Raju, Królestwa Bożego, są przed Tobą otwarte na Życie wieczne z Bogiem! Życie, w którym nie będzie już cierpienia, smutku, głodu, chłodu, ciemności, kłamstwa, śmierci i wszystkiego, co złe, ale tylko dobro, miłość, pokój, radość, światłość, obfitość i po prostu szczęście z oglądania Boga razem z niebiańską rodziną przez całą wieczność…. ehh… jakże piękne rzeczy przygotował Bóg dla tych, którzy Go miłują!

Jak dobry jest Bóg! Wysławiajmy Go, bo jest dobry, bo Jego miłosierdzie trwa na wieki! Jezus jest Panem!

Dzieło Zbawienia i Kerygmat

Modlitwa przed Komunią św. „na rękę”

Przed każdą Komunią świętą powinniśmy odpowiednio przygotować nasze wnętrze na przyjście Pana Jezusa. Sposób życia zgodny z Ewangelią i cała Msza święta ma przygotować na Ten moment… ostatnio również pada kwestia zewnętrznej formy Komunii świętej: na kolanach i do ust vs na rękę?

Omówmy na początek sam moment przed Komunią świętą. Kapłan ukazując Eucharystycznego Jezusa, Pana ukrytego w chlebie, Jego żywe Ciało, mówi:
„Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę.”
„Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja!” – głośno odpowiadają uczniowie.

Wewnątrz siebie wołajmy:
Pan mój i Bóg mój!
Pan mój i Bóg mój!
Pan mój i Bóg mój!
(3 razy, żeby wybrzmiało to z mocą i dotarło do głębi duszy, do pełni istoty)

Jeśli masz problem z przyjęciem Komunii świętej „na rękę”, ale:
– odczuwasz lęk w obecnym czasie przed formą Komunii bezpośrednio do ust,
– chcesz być posłuszny zaleceniom Biskupów i czujesz się odpowiedzialny za zdrowie Braci, a jesteś niepewny co do swojego stanu zdrowia,
– chcesz mimo przyjąć Pana Jezusa w sposób fizyczny w Hostii, a nie duchowo,
to oglądnij to:

Jeżeli dalej chcesz przyjąć Komunię św. na rękę to… błagam, po prostu przyjmij Pana duchowo.

Jeśli dalej chcesz na rękę…. Cóż, proś Pana, żeby Cię do tego uzdolnił swoją Łaską, jeśli taka jest Jego wola. Wyciągnij ręce przed siebie, złóż w tron (prawa dłoń pod lewą na kształt krzyża), patrz na nie i módl się:
„Panie Jezu, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale przez miłosierdzie Twoje przyjdź, bo jestem Ciebie głodny! Chcę Ciebie jeść, nasycić się Tobą! Uczyń sobie we mnie swoją świątynię, swoje Niebo i dom na tej ziemi. Obdarz mnie łaską i złóż Siebie samego w te dłonie i w to ciało, które od Ciebie otrzymałem w darze. Niech Twoja najdroższa Krew oczyści mnie całego, niech Twoje odkupienie dotrze do każdej komórki mojego ciała! Niech Najświętsze Ciało Twoje uświęci moje ciało, moje ręce przez które pragnę Cię przyjąć dla dobra moich Braci. Niech ta Komunia nie ściągnie na mnie wyroku potępienia, bo przecież kocham Ciebie Jezu!
Maryjo, proszę Cię, bądź przy mnie, kiedy idę jednoczyć się z Twoim Synem, złóż Jezusa w moje ręce, abym mógł czule Go ukołysać. Módl się za mnie i za nas wszystkich, aby Duch Święty napełnił nas miłością i abyśmy przyjęli Jezusa na Życie wieczne!”

Jeśli nic się w Tobie nie zmienia, jeśli byłbyś w sprzeczności z sumieniem, to nie zmuszaj się i przyjmuj Pana Jezusa tak, jak mówi Ci serce – nie na rękę, ale bezpośrednio do ust albo duchowo. Pamiętajmy, że narazie jest tylko zalecenie Biskupów do przyjmowania Komunii „na rękę”, a nie obowiązek.

Uwaga: po Komunii świętej dokładnie sprawdź rękę i spożyj do końca wszystkie cząstki konsekrowanej Hostii, które mogły na niej pozostać, bo to jest głównym ryzykiem i problemem tej formy – niezauważone i porzucane cząstki Ciała Pana Jezusa… ;((

Uwaga: warto zobaczyć jeszcze ten film dla podjęcia decyzji o formie Komunii świętej na rękę:

Skoro jednak Kościół katolicki daje taką możliwość, to wystrzegajmy się, żeby nie skupić się teraz na bitwie wewnętrznej i zewnętrznej w Kościele o zewnętrzną „technikę” przyjęcia Ciała Pana Jezusa, bo Pan chce się z nami jednoczyć przede wszystkim wewnętrznie, w umyśle, w sercu i duszy i przez to przemieniać zgodnie ze światłem Słowa Bożego nasze życie wewnętrzne, ukryte przed światem i życie zewnętrzne, toczące się w świecie. Jeśli skupimy się na kłótni o „jedyny prawidłowy sposób przyjmowania Jezusa”, to tylko zasmucimy Pana i zepsujemy sam moment Komunii świętej zepsutym wnętrzem… Nie może być tak, że w tym czasie zamiast o zjednoczeniu z Jezusem myślimy, w jakiej formie mamy Go przyjąć. W końcu jest On jeden i Ten sam na drodze każdej formy. Jeśli jednak chcesz Go przyjąć na rękę, to zastanów się dobrze nad cząstkami Ciała Pana Jezusa, które na niej zostaną. Zastanów się najpierw, jak Je wszystkie spożyjesz? Skąd będziesz mieć pewność, że chociaż jedna nie została? A w Niej jest przecież cały Chrystus, który jest niepodzielnie obecny w każdej cząsteczce konsekrowanej Hostii. Jeśli się boisz wirusa, to lepiej przyjmij Komunię świętą duchowo. Przynajmniej nie obarczysz siebie samego potencjalną, nieświadomą profanacją Najświętszego Sakramentu.

Z zewnątrz chodzi o to, żeby Baranka spożyć – to jest istotne. Czy „na kolanach i do ust”, czy „na rękę i do ust” – Pan wchodzi do środa, do wewnątrz człowieka, patrząc na jego serce, intencje nim kierujące.
Chyba, że Baranek częściowo zostaje niezauważony na dłoni… wtedy masz problem, bo jesteś na prostej drodze do nieświadomej profanacji przez porzucenie Go GDZIEŚ.

Mnie osobiście przekonuje to mocno do całkowitego zrezygnowania z formy Komunii na rękę i Tobie też odradzam. Tym bardziej po moim osobistym doświadczeniu z piekącą dłonią po Komunii na rękę, bitwą w sumieniu i niepokojem, zamiast zwyczajowej pełni miłości ze strony Jezusa i pokoju w duszy.

Pan Jezus powiedział:
«Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje». (por. Mt 26, 26)

Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli.  To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata». Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: «Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia
Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».” (por. J 6, 48-58)

Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». (por. J 6, 11-12)

 „«Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać.” (por. J 14, 23)

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.” (por. Ap 3, 20)

Kościół Katolicki dopuszcza obie formy przyjmowania Komunii świętej, które są wynikiem pobożności ukształtowanej przez Ducha Świętego w ciągu niemal 2 tysięcy lat swojego rozwoju. Jednakże wygląda to tak, że Duch Święty poprowadził Kościół w Eucharystii od jedzenia rękami niczym zwykły chleb, do największego uniżenia przy zgiętych kolanach i największej ufności przy bezpośrednim podaniu Hostii do ust, niczym ojciec podający kęs chleba małemu dziecku. To proces wzrostu w świętości i coraz głębszego uświadamiania sobie tajemnicy Jezusa Eucharystycznego, rzeczywiście obecnego w swoim Ciele i Krwi aż do skończenia świata, zgodnie obietnicą, jaką nam zostawił. Z obecnym poznaniem Bożych tajemnic, świadectwami wielu cudów, nie możemy wracać się do narodzin Kościoła i jego dzieciństwa (np. do X wieku), bo byłoby to tak nietaktowne i bezrozumne, jak 20-latek powracający do zachowań 10-letniego dziecka albo załatwiający się do pieluszki jak 1 roczne dziecko i chwalący się tym przed ojcem… Mamy mikroskopy, lupy, jesteśmy świadomi istnienia niewielkich, mikroskopijnych cząstek mogących pozostawać na kontaktujących się przedmiotach. Powinniśmy być szczególnie świadomi cząstek Ciała Pana Jezusa, które może pozostawać na dłoni po przyjęciu Go „na rękę”.

Osobiście uważam, że w normalnym czasie największa chwała jest zewnętrznie oddawana Bogu w formie Komunii świętej na kolanach i do ust. Dzisiaj jednak bądź wierny swojemu sumieniu i nauczaniu Kościoła (zalecenia to nie nakazy), przy jednoczesnej uwadze na pozostałe cząstki Ciała Pana Jezusa na ręce przy tej formie.

Mam też analogiczne doświadczenie: karmię swojego synka kęsami chleba. Podaję mu je bezpośrednio do ust, niczym hostię. Czasem ma tak, że bierze je do ust i cieszy się, jest wtedy ufny względem mnie, jest między nami Duch jedności. Wtedy cieszę się jego ufnością. Czasem jednak nie chce tak przyjąć ode mnie chleba, krzyczy, denerwuje się i łapie rączką – chce sam sobie podać. Wtedy smutnieję, bo jest coś, co nas dzieli…
Myślę, że tak samo jest z Komunią świętą, kiedy Ojciec daje nam Chleb z Nieba, kiedy Pan Jezus karmi nas swoim Ciałem i Krwią. Myślę, że chciałby naszej ufności przejawiającej się w tym, że przyjmujemy Jego Ciało jak małe dziecko chleb, prosto do buzi z rąk kochającego ojca.
«Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.” (por. Mt 18,3-4)

Pan Jezus powiedział to samo do s. Faustyny Kowalskiej w następującej sytuacji:
„+ Czwartek. – Kiedy zaczęłam godzinę świętą chciałam się zatopić w konaniu Jezusa w Ogrójcu. Wtem słyszę w duszy głos: rozmyślaj tajemnice Wcielenia. I nagle zjawiło się przede mną Dziecię Jezus promieniujące pięknością. – Mówi mi jak bardzo się podoba Bogu prostota duszy. Chociaż niepojęta jest wielkość Moja, lecz obcuje tylko z maluczkimi – żądam od ciebie dziecięctwa ducha.” (Dz 332)

Obyśmy tylko otworzyli drzwi serca Jezusowi, mieli miłość do Niego i do Ojca, wdzięczność za ten Dar Bożego miłosierdzia… mieli głód tego Chleba z Nieba i jedli Go, tak często, jak to tylko możliwe!

Komunia na rękę i lek na epidemię koronawirusa

W sieci pojawiło się wiele negatywnych komentarzy odnośnie zalecenia Episkopatu Polski dla przyjmowania Komunii Świętej „na rękę”. Ludzie martwią się o cześć dla Jezusa i o to, że nie uwielbią odpowiednio Boga, kiedy przyjmą Ciało Jezusa w inny niż dotąd sposób, tzn. „do ust”.

Żeby mieć szerszy obraz praktyki Komunii udzielanej na rękę, warto przeczytać następujące materiały, aby dokonać wyboru:
1) Biskup Juan Rodolfo Laise

2) List otwarty katolików polskich

3) Bp. Schneider

4) Ks. Bartosz Adamczewski

5) Mistyczka Maria Simma

6) ks. prałat Roman Kneblewski

7) ks. Sylwester na swoim  profilu fb

Osobiście również jestem wyłącznie za przyjmowaniem Komunii świętej „na kolanach i do ust”, bo uważam to za oddająca największą chwałę Bogu forma zewnętrznej postawy, wykluczająca ryzyko nieumyślnej profanacji cząstek Ciała Pana Jezusa. Póki nie ma nakazów w tym temacie, myślę, że trzeba pozostać w zgodzie z własnym sumieniem i robić to, co do tej pory uważaliśmy za jedynie słuszne. Inaczej wpadnie się w poważny konflikt sumienia, odzierający spotkanie z Jezusem z pokoju i skupienia na Nim. Jeśli będzie nakaz przyjmowania Komunii św. na rękę lub duchowo – z pewnością osobiście wybiorę Komunię duchową, żeby nie narażać Ciała Jezusa na nieumyślne porzucenie i profanację.

Pan Jezus powiedział o Swoim Ciele ukrytym w Chlebie:
„Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy: to jest bowiem ciało moje, które za was będzie wydane, bierzcie i pijcie z niego wszyscy to jest bowiem kielich krwi mojej, nowego i wiecznego przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów, to czyńcie na moją pamiątkę” (Mt 26, 26).

Wcześniej, kiedy rozmnażał zwykły chleb powszedni dla uczniów, powiedział:
„Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło».” (J 6, 11-12)

Jeśli ułomki tamtego chleba trzeba było zebrać, „aby nic nie zginęło”, to o ileż bardziej trzeba dbać o Chleb Życia wiecznego, Eucharystyczne Ciało Pana Jezusa?

Zmartwieniem Jezusa jest najpierw, jak to zrobić, żeby ludzie w Niego uwierzyli, jako w Pana i Zbawiciela, żeby Jego Ciało mogli spożywać wszyscy pragnący Go, przez wszystkie dni ich życia, jak to zrobić żeby nawrócić nas z naszych osądów i nauczyć słuchać Żywego Słowa Boga na TERAZ, jak to zrobić żebyśmy przyjęli natchnienia Ducha Świętego na dany czas w miejsce rutynowych schematów, wreszcie jak to zrobić, żeby teraz w czasie epidemii, zachować swoich uczniów od choroby, którą sami sobie mogą przekazywać. Zmartwieniem jest również, jak to zrobić, żeby doprowadzić nas do największego szacunku do Najświętszego Sakramentu, który nam zostawił, aby nauczyć nas postawy pokory i bojaźni przed Bogiem, a w tym postawy ufnego dziecka.

Na pewno kapłani powinni być od teraz bardziej ostrożni, i poświęcić więcej czasu na udzielanie Komunii świętej do ust tak, żeby zrobić  to precyzyjnie. Może to jest antidotum na całe to zamieszanie z zewnętrzną formą Komunii świętej? Więcej czasu na Komunię! Tego potrzebujemy już od dawna, bo niektórzy księżą rozdają Najświętszy Sakrament jakby dawali jakieś ulotki z reklamą…  co również wymaga przebłagania.

Zewnętrzna forma przyjmowania Komunii świętej jest drugorzędna w stosunku do postawy wewnętrznej, jednak również bardzo ważna. Chodzi przecież o żywe Ciało Pana Jezusa, które udzielane w formie na rękę jest zagrożone nieświadomym porzuceniem i profanacją!

Z kolei całe ciało chrześcijanina musi zostać odkupione Najdroższą Krwią Chrystusa i obmyte wodą z Jego przebitego boku… Odkupienia potrzebuje każdy członek Twojego ciała, każda jego komórka. Czy już tego doświadczyłeś w duchu, w wewnętrznym doświadczeniu Łaski? Czy tylko przyjmujesz zewnętrznie sakramenty? W życiu trzeba doświadczyć oczyszczającej mocy chrztu, pokuty i pojednania oraz Najświętszego Sakramentu, niech Cię w końcu dotknie Boże Miłosierdzie, Syn Boży, który z miłości oddał za Ciebie życie, który daje Ci siebie dla całego Ciebie. Nie grzesz już więcej ani językiem ani rękami! I nie mów, że masz nieczyste ręce czy język, bo Bóg Ci mówi:

„Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił”. (Dz 11, 10)

Ale uwaga: nie grzesz już więcej i odpokutuj to, coś nagrzeszył dotąd. Jeśli kradłeś, to przeproś i oddaj, jeśli biłeś, to przeproś i opatrz komuś rany, jeśli uprawiałeś jakikolwiek nierząd, to podejmij wstrzemięźliwość i żyj w czystości, itd… Jeśli zgrzeszysz – obmyj swe szaty w Krwi Baranka: idź do spowiedzi, wyznaj grzech i otrzymaj jego odpuszczenie przez obmycie Krwią Baranka.

Problemem podstawowym podczas Komunii świętej jest zawsze dyspozycja wewnętrzna, o czym pisałem wcześniej tak:

Aktualnie o przyjmowaniu Komunii Świętej

Zmartwieniem Jezusa jest znowu jedność uczniów, o którą błagał Ojca podczas swojej ostatniej Paschy… błagam, nie kłóćmy się o sprawy zewnętrzne, zważajmy na Ciało Pańskie oraz zachowajmy wiarę i ufność w Boże Miłosierdzie!

A dzisiaj, jeśli ktoś przez epidemię chce przyjmować Komunię na rękę, to niech prosi Pana o przymnożenie wiary i ufności oraz niech sprawdza ręce, czy przypadkiem jakaś cząsteczka nie została spożyta… ryzyko to, jak dla mojego sumienia wyklucza tę formę, ale… Kościół pozwala na nią, więc rób tak, jak mówi Ci Twoje sumienie i serce. Niemniej jednak pamiętaj: jeśli wybierzesz formę na rękę, to błagam: bądź czujny i uważaj na każdą cząstkę Ciała Jezusa, żeby przypadkiem Jej gdzieś nie rzucić na podłogę, czy nie wetrzeć w klamkę drzwi do kościoła…
(o zgrozo)…

Jeśli nie wiesz, co w tej sytuacji konstruktywnego zrobić, to proszę módl się przy okazji osobistych modlitw, w następujących intencjach:

– Akt pokutny wobec Boga

Akt pokutny na czas epidemii koronawirusa i Kerygmat

– Modlitwa o powołanie uczniów z charyzmatem uzdrawiania
Panie Jezu, nasz Dobry Pasterzu! Proszę Cię przygotuj, namaść i poślij uczniów, którzy w tym czasie epidemii będą głosić nadchodzące Królestwo Boże, uzdrawiać chorych i wzbudzać wiarę w Ciebie Jezu Chryste!
Panie! Proszę Cię, obdarz łaską uzdrawiania wielu ze swoich uczniów, namaść ich Duchem Świętym, przyoblecz ich w Jego moc i poślij ich, aby uzdrawiali w Twoje imię za przyczyną Niepokalanej Maryi, Twojej Mamy, całe szpitale, całe grupy ludzi, tak jak Ty sam uzdrawiałeś wielu! Prosimy Cię o to dla Twojej chwały, dla wzrostu Twojego Królestwa, dla naszego Zbawienia i narodzin wiary w Ciebie pośród wszystkich ludów i narodów tak, aby wszyscy nasi Bracia stworzeni przez Boga byli zbawieni! Marzę o tym, aby Twoje imię było wymawiane z uwielbieniem nie rzadziej niż nazwa tego wirusa, który się panoszy po całym świecie. Ty wiesz, że ludzkość jeżeli nie zobaczy znaków i cudów, to nie uwierzy i pozostanie w ciemności swoich grzechów. Dlatego działaj i ratuj nas, niech za przyczyną Niepokalanej Dziewicy Maryi wyleją się zdroje Twojego Miłosierdzia na naszych chorych Braci. Niech wszyscy uwierzą w Jezusa, Syna Bożego, Pana i Zbawiciela świata i w to, że mają Mamę, Maryję, którą dałeś wszystkim, którzy Cię prawdziwie miłują, jako Mamę w ich ponownych narodzinach dla Boga. Całą tę sprawę składam w Niepokalane Serce Maryi, przez które spodobało Ci się zwyciężyć szatana, ku chwale Boga Ojca! Amen!

Módl się ze mną w intencji powołania uczniów z charyzmatem uzdrawiania codziennie, przy każdym swoim spotkaniu z Bogiem. Proponuję dodać tę modlitwę do podstawowych modlitw w ciągu dnia:
Anioł Pański – godz. 12.00
Koronka do Bożego Miłosierdzia – godz. 15.00
Różaniec – godz. 20.30

Módl się tak cała Polsko! Niech w ten sposób z Polski wyjdzie iskra Bożego Miłosierdzia, znaki i cuda, które wzbudzą i odnowią wiarę w Jezusa Chrystusa na całym świecie, tak jak to się działo na początku Dzieła Jezusa, kiedy posłał swoich uczniów (por. Mt 10, 7-8):
„Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”.
Uzdrawiajcie chorych,
wskrzeszajcie umarłych,
oczyszczajcie trędowatych,
wypędzajcie złe duchy!
Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!”

W ten sposób epidemię Bóg wykorzysta dla krzewienia Ewangelii i zbawiania ludzi, do sprowadzenia ludzkości na drogę powrotną do Niego – miłosiernego Ojca. Tak przygotujemy drogę Panu na Jego powtórne przyjście!

 

Od 15.03.2019r. 50 szczęśliwców na Mszy świętej

13.03.2020r. – zapada decyzja Episkopatu

„W związku z wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce oraz stosując się do rozporządzeń organów państwowych z 13 marca br., które ograniczyły liczbę uczestników zgromadzeń do 50 osób, w tej wyjątkowej sytuacji, proszę biskupów diecezjalnych o wydanie decyzji, aby podczas każdej Mszy św. i nabożeństw wewnątrz kościoła mogło przebywać maksymalnie 50 osób.”– napisał w specjalnym komunikacie przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.

1. Czy w obecnej sytuacji jest to decyzja, której chce od swoich uczniów Mistrz – Jezus Chrystus, czy liczy się ogólnie pojęty rozsądek albo poklask świata? Słyszę jak świat mówi: ‚ta decyzja Kościoła jest rozsądna’.
Mistrz Jezus ma jednak niekiedy dość „dziwny” rozsądek, a Jego myśli bardzo często nie są naszymi myślami… „Dziwnych”, „nierozsądnych” decyzji jest pełno na każdej kartce Ewangelii, z wyborem rybaków, celnika i przyszłego zdrajcy na apostołów włącznie.
Takie pytanie pojawia się w mojej duszy, bo czy rozsądne ze strony Mistrza było kazać przeprawiać się na druga stronę jeziora uczniom, kiedy doskonale wiedział, że na jego środku spotka ich wielka burza, zagrażająca życiu ich wszystkich (Mt 8, 23-27; Mk 4, 35-41)? Wiadome, że Pan nakazał im to specjalnie, żeby poddać próbie ich wiarę i ufność w opiekę Ojca (chwilę wcześniej było o tym kazanie – Mt 6, 25-27), wprowadzić ich w doświadczenie ciemności, bezsilności, strachu i ujawnić ich słabość, bojaźń i brak wiary – dokładnie udowadnia im, że w ogniu trudnego doświadczenia, Jego słowa wołające o zaufanie: „nie martwice się o swoje życie”, uderzyły wtedy grochem o ścianę – tak jak i dzisiaj. Do pełnego oddania jeszcze daleko, daleko, dlatego potrzeba tego ognia próby, żeby wprowadzić ich i nas w skruchę, a zrodzić bojaźń Bożą, pokorę, zaufanie i wiarę w Pana.
Co dzisiaj Jezus chce w nas zrodzić? Czyżby, poza powyższymi, były to: posłuszeństwo i jedność, zdolność do trwania przy Bogu pomimo strumienia zalewu informacji o epidemii?
Św. Papież Grzegorz Wielki miał pomysł na burzę swoich czasów – epidemię dżumy w VI w.: przebłagalne procesje z obrazem Matki Bożej na czele. Dodajmy, że wtedy ofiar było nieporównywalnie więcej – epidemia co prawdę ustała, ale zebrała ogromne żniwo. Ciekawe, czy jakby św. Grzegorz dysponował TV i internetem, to zmieniłby zdanie z tą procesją pokutną i kazałby przyjąć taktykę izolacji i „duchowo-internetowego” łącza, zakazując Mszy świętych z udziałem wiernych? A może kieruje nami innych duch? A może ten sam Duch Święty tylko ma dzisiaj do dyspozycji inne narzędzia?
Papież Fraciszek postanowił, że sam na siebie weźmie ciężar pokutnej procesji. Postąpił tak, bo na pewno nie chciał narażać Braci – na zarażenie i na konsekwencje prawne… I tak, sam (dobrze, z małą obstawą ochroniarzy) w niedzielę 16.03.2020r. odbył pielgrzymkę do tego samego obrazu Matki Bożej Salus populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego), pokazując w ten sposób chrześcijanom, u kogo mają szukać pomocy.
Dziękuję Ci Ojcze święty za ten konkretny akt wiary, za Twoją miłość do Kościoła i za poświęcenie dla Niego… wiem przecież, że ostatnio sam byłeś chory i że przecież ciężko Ci chodzić z chorymi nogami… Jak ciężkie brzemię musisz nosić, podejmując ostatnie decyzje o wyłączeniu wiernych ze Mszy świętych! Jak ciężkie brzemię niesiesz, kiedy spełnia się wokół Ciebie – Biskupa odzianego w Biel, 3 tajemnica fatimska… „Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze”… a najgorsze dopiero przed nami.
BĄDŹCIE CZUJNI, POWTÓRNE PRZYJŚCIE PANA JEST BLISKO!
Bóg się nie zmienia: ciągle oczekuje powrotu do Niego, prawdziwej przemiany myślenia, pokuty za poprzednie złe czyny i zadośćuczynienia… Zmienia jednak środki osiągnięcia tego i może to uczynić, bo jest przecież w swym postępowaniu wolny. Oby osiągnął w nas to, co zamierzył. Na dzień dzisiejszy widzę już, o ileż bardziej rozlało się Boże Miłosierdzie w naszych czasach, szczególnie w Polsce, bo przy obecnej epidemii mamy znacznie mniej ofiar niż w VI w. i potrafimy w znacznie bardziej humanitarny, miłosierny sposób opiekować się chorymi.
2. Ks. Dolindo, o. Pio nie mylili się będąc posłusznym, to się zgadza… a ich przełożeni? Mylili się zakazując mu posługi. Czy nie będzie im to w ogóle negatywnie policzone, czy poniosą surowe konsekwencje przed Panem?
W naszej obecnej sytuacji wierni Kościoła katolickiego powinni być posłuszni Biskupom, do tego również wszystkich nawołuję i mam nadzieję Pan policzy nam to za zasługę. A za Biskupów módlmy się i wstawiajmy się za nich do Pana:
Panie Jezu, policz naszym Pasterzom w tej sytuacji ich decyzję jako wolę ochronienia Twoich owiec. Twoja stada są zagrożone zarazą, co innego powinni byli zrobić? Nie poczytaj im tego, jako próby odwiedzenia nas od Ciebie albo przeszkadzania w przychodzeniu do Ciebie, ale jako czyn miłości względem nas, chroniący nas przed rzezią i żniwem ze strony choroby. Tak, ta decyzja ochroni zdrowie i życie wielu z nas! Dziękujemy Ci, że pozwoliłeś im na nią z przepaści Miłosierdzia Twego! Niech ta chwila fizycznej rozłąki w Kościele wzbudzi w nas prawdziwy głód Ciebie, Twojego Chleba Życia wiecznego i bliskiego życia wspólnotowego! Niech życie sakramentalne Kościoła zostanie wskrzeszone we wszystkich Jego członkach! Niech odtąd nie będzie nikogo, kto przychodzi na Eucharystię, żeby tylko posiedzieć i wychodzi bez bycia nakarmionym Twoim Słowem i Ciałem. Niech wszyscy karmią się Tobą, o Chlebie Życia Wiecznego! Niech Twoja Krew napełni wszystkich Życiem, niczym sok w winnym krzewie płynący do każdej latorośli! Niech nas połączy po czasie próby w oczyszczoną Wspólnotę, przynoszącą piękne owoce Twojemu Królestwu! Niech zostaną wzbudzone nowe wspólnoty w każdej parafii! Niech życie modlitewne każdego chrześcijanina zostanie tak przemienione, aby każdy był zdolny do uwielbienia Ojca w Duchu i prawdzie, oddając Mu cześć przez Ciebie i w Tobie Jezu na każdym miejscu, w którym się znajdzie! Amen.
3. Pierwsza decyzja naszego Episkopatu (10.03.2020r.), co istotne wydana kiedy Papież i Rzym zakazali całkowitego udziału wiernych, a nasze państwo nie widziało konieczności wyłączania kościołów, była następująca: „zwiększyć liczbę Mszy świętych” i została przyjęta przez kochających Eucharystię z niemal euforią i ulgą, W DZIĘKCZYNIENIU ZA NIĄ BOGU, a przez jej wrogów z dezaprobatą i zgorszeniem. Dnia 14.03.2020r. Episkopat mówi znowu to co państwo, czyli zgromadzenie może mieć max 50 osób (rozumiem, że wierni łącznie z księdzem i ministrantami).
Szkoda, że liczba ta jest określona wprost i właściwie w warunkach kościelnych nie ma żadnego logicznego uzasadnienia: w małym kościele będzie to zbyt wiele, w dużym zbyt mało. Lepsza byłaby dopuszczalna liczba osób na 1 m2 powierzchni obiektu (kościoła), obliczona z zachowaniem dopuszczalnych odległości między osobami, z dodatkowym wentylowaniem wnętrza (zalecenie otwartych drzwi i okien) i stopniowym opuszczaniem przez wiernych kościoła. Nie byłoby przykrych sytuacji, kiedy na Mszę świętą przyszły 52 osoby i niestety 2 osoby nie wpuszczone do środka stały i modliły się godzinę za drzwiami, z brakiem fizycznej Komunii świętej.. tak blisko, a tak daleko.
4. Jeżeli ta sytuacja będzie się przedłużała poza 29 marca i końca epidemii nie będzie widać, to pytają wierni kiedy przyjdzie czas dla ludu Bożego względem swojej Starszyzny na słowa: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (por. Dz 5, 29)?
Czy będzie to już na Wielkanoc 2020r., kiedy epidemia przyspieszy, sytuacja wcale nie będzie lepsza na zmianę decyzji i dopuszczenie wszystkich chętnych wiernych do Mszy świętych? Czy będzie to powód do wypowiedzenia posłuszeństwa Biskupom, oderwania się i pójścia swoją drogą?
Czy będzie to próba posłuszeństwa i jedności, a błogosławiony ten, kto posłuszeństwo i jedność z Hierarchami zachowa? Chciałbym odpowiedzieć, że tak, i że mimo wszystko mamy wytrwać w posłuszeństwie i jedności… ale:
co mówi Duch do Kościołów?
Na rozwój duchowy chrześcijanina, jako komórki Ciała, i Kościoła, jako całego Ciała, trzeba patrzeć jak na rozwój drzewa: długodystansowo, a nie z perspektywy jednej wiosny.
Jeśli w tym roku nie będzie jak w latach poprzednich, czyli jak zawsze, to widocznie takie oczyszczające „cięcie gałęzi” jest potrzebne po to, żeby w następnym roku naprawdę przeżyć w sposób uwalniający Paschę z Jezusem i doświadczać Zbawienia, które On nam ofiarowuje darmo ze swojej nieskończonej miłości!
Eh, najważniejsze Święta dla chrześcijan… Najprawdopodobniej bez wiernych w polskich kościołach, jak to już ma być w kościołach w Europie. Czy ktoś sobie to wyobraża?
Módlmy się, żeby nie doszło do takiej sytuacji: po to mamy też rozum, żeby nie panikować, ocenić realnie sytuację i żeby wymyślić sposób na wspólne bycie z Jezusem. Krótsze Msze święte i większa ich liczba, w domu zostają wszyscy mający objawy choroby lub będący w sytuacjach, miejscach, gdzie mogli się zakazić – to kierunek dający rozwiązanie sytuacji.
Jeżeli jednak dojdzie do takiej sytuacji, to proszę Biskupów, żeby pozwolili chociaż 2 osobom świeckim (nie jednostce, ale wspólnocie) lub osobom, które zamówiły intencje, uczestniczyć we Mszach świętych, żeby fizycznie reprezentowały cały Lud Boży.
5. Wierzę, że Pan daje nam znak, skłaniający do nawrócenia w naszym składaniu, przeżywaniu Najświętszej Ofiary Mszy świętej i w ogóle relacji z Nim. Zdaje się, jakby mówił bardzo mocne słowa, wzywające do kompletnego nawrócenia swojego Kościoła, aby wynieść je na wyżyny duchowe, o których Jezus mówił pewnej kobiecie:
Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga».
Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie» (J 4, 20-24)
[To ewidentny znak, że Słowo to było czytane w 1 niedzielę z ograniczeniami dla wiernych, wezwanych powszechnie do udziału we Mszy św. na sposób duchowy (16.03.2020r.)]
„«Co mi po mnóstwie waszych ofiar? – mówi Pan.
Syt jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców.
Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła.
Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną, kto tego żądał od was,
żebyście wydeptywali me dziedzińce?
Przestańcie składania czczych ofiar!
Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań…
Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą  waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem;  sprzykrzyło Mi się je znosić!
Gdy wyciągniecie ręce,  odwrócę od was me oczy.
Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham.
Ręce wasze pełne są krwi.
Obmyjcie się, czyści bądźcie!
Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu!
Przestańcie czynić zło!
Zaprawiajcie się w dobrem!
Troszczcie się o sprawiedliwość,
wspomagajcie uciśnionego,
oddajcie słuszność sierocie,
w obronie wdowy stawajcie!
Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan.
Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją;
choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna.
Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać.
Ale jeśli się zatniecie w oporze, miecz was wytępi».
Albowiem usta Pańskie [to] wyrzekły.” (Iz 1, 11-20)
Ponieważ Ja, Pan, nie odmieniam się, więc dlatego wy, synowie Jakuba, nie jesteście zniszczeni, [choć poczynając] od dni waszych przodków, odstępowaliście od mych praw i nie przestrzegaliście ich. Nawróćcie się do Mnie, a Ja zwrócę się znowu ku wam, mówi Pan Zastępów. Wy jednak pytacie: pod jakim względem mamy się nawrócić? Alboż godzi się człowiekowi oszukiwać Boga, jak wy Mnie oszukujecie? Pytacie: W czym oszukaliśmy Cię? W dziesięcinach i ofiarach. Jesteście zupełnie przeklęci, bo wy – i to cały naród – ustawicznie Mnie oszukujecie! Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, a wtedy możecie Mnie doświadczać w tym – mówi Pan Zastępów – czy wam nie otworzę zaworów niebieskich i nie zleję na was
błogosławieństwa w przeobfitej mierze. ” (Ml 3, 6-10)
Teraz zaś do was, kapłani, odnosi się następujące polecenie: Jeśli nie usłuchacie i nie weźmiecie sobie do serca tego, iż macie oddawać cześć memu imieniu, mówi Pan Zastępów, to rzucę na was przekleństwo i przeklnę wasze błogosławieństwo, a przeklnę je dlatego, że sobie nic nie bierzecie do serca. Oto Ja odetnę wam ramię i rzucę wam mierzwę w twarz, mierzwę waszych ofiar świątecznych – i położę was na niej. Przekonacie się, że istotnie wydałem co do was to postanowienie dla podtrzymania mojego przymierza z Lewim, mówi Pan Zastępów. Przymierze moje z nim było [przymierzem] życia i pokoju. Nałożyłem na niego obowiązek czci i okazywał Mi cześć, i korzył się przed mym imieniem. Wierność wobec Prawa była w jego ustach, a niegodziwości nie znaleziono na jego wargach. W pokoju i prawości postępował ze Mną i wielu odciągnął od grzechu. Wargi kapłana bowiem powinny strzec wiedzy, a wtedy pouczenia będą szukali u niego, bo jest on wysłannikiem Pana Zastępów. Wy zaś zboczyliście z drogi, wielu doprowadziliście do sprzeniewierzenia się Prawu, zerwaliście przymierze Lewiego, mówi Pan Zastępów.  A przeto z mojej woli jesteście lekceważeni i macie małe znaczenie wśród całego ludu, ponieważ nie trzymacie się moich dróg i stronniczo udzielacie pouczeń.” (Ml 2, 1-9)
Syn powinien czcić ojca, a sługa swego pana. Lecz skoro Ja jestem Ojcem, gdzież jest cześć moja, a skoro Ja jestem Panem, gdzież szacunek dla Mnie? [To] mówi Pan Zastępów do was, o kapłani: Lekceważycie imię moje, a jednak pytacie: Czym to okazaliśmy lekceważenie Twemu imieniu? Oto przynosicie na mój ołtarz potrawy skażone, a pytacie: Czym go skaziliśmy? Tym, że [przynosząc je, niejako] powiadacie: Oto stół Pański jest w pogardzie. Gdy bowiem przynosicie ślepe [zwierzę] na ofiarę, czyż nie jest to rzeczą złą? Albo gdy przynosicie chrome i chore, czyż to nic złego? Ofiarujże to twemu namiestnikowi! – czy będzie mu miłe i czy życzliwie cię przyjmie? – mówi Pan Zastępów. A teraz zwracajcie się z prośbą do Boga, aby się zmiłował nad wami. Wyście popełnili to [zło] – czy więc On będzie przychylny dla kogokolwiek z was? – pyta Pan Zastępów.
Niechby ktoś spośród was raczej zamknął drzwi [świątyni], byście nie zapalali świateł na ołtarzu moim nadaremnie. Nie mam Ja upodobania do was, mówi Pan Zastępów, ani Mi nie jest miła ofiara z waszej ręki.
Albowiem od wschodu słońca aż do jego zachodu  wielkie będzie imię moje między narodami, a na każdym miejscu dar kadzielny będzie składany
imieniu memu i ofiara czysta.
Albowiem wielkie będzie imię moje między narodami – mówi Pan Zastępów.
Wy zaś bezcześcicie je, mówiąc: Stół Pański jest splugawiony, bo składane na nim ofiary są miernej wartości.” (Ml 1, 6-12)
Wyrzekł Pan: Ponieważ ten lud zbliża się do Mnie tylko w słowach,
i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie;
ponieważ cześć jego jest dla Mnie tylko wyuczonym przez ludzi zwyczajem,
dlatego właśnie Ja ponowię niezwykłe działanie cudów i dziwów z tym ludem: zginie mądrość jego myślicieli, a rozum jego mędrców zaniknie.
Biada tym, którzy się kryją przed Panem, aby zataić swe zamysły,
których czyny osnute są cieniem i którzy mówią: «Kto nas zobaczy i kto nas pozna?” (Iz 29, 13-15)
Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!” (Mt 7, 21)
W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie»” (Łk 13, 1-5)

Aktualnie o przyjmowaniu Komunii Świętej

Konferencja Episkopatu Polski w związku z pandemią koronawirusa „zaleca” przyjmowanie Komunii Świętej na rękę. Uwaga: „zaleca”, a nie „nakazuje” – to dwie różne sytuacje, zobowiązujące wiernych tak naprawdę do postępowania zgodnie z własnym sumieniem.
Rozważmy sens Komunii Świętej na rękę pod względem fizycznej czystości, o której teraz głośno. Zdezynfekowana fizycznie i namaszczona duchowo dłoń kapłana + niekoniecznie zdezynfekowana i nienamaszczona dłoń wiernego i dopiero do ust, daje większą szansę na przenoszenie wirusów, niż ta sama dłoń kapłana podająca Ciało Pana bezpośrednio do ust wiernego. Chyba, że ten dotknie językiem dłoni kapłana, co również zdarza się czasami. Do tego dochodzi ewentualna możliwość przeniesienia wirusa poprzez oddech w kierunku dłoni kapłana, co jednak przy przyjmowaniu Komunii nie jest do końca prawdą, bo układ podniesionej głowy, otworzonych ust i lekko wysuniętego języka automatycznie wstrzymuje oddech – ja tak mam, sprawdźcie sami. Dłoń muska dłoń przy przekazywaniu Hostii, język może musnąć dłoń… I tak źle, i tak niedobrze pod względem epidemiologicznym, przy czym wirus przekazywany jest drogą kropelkową: dlatego niestety większe ryzyko istnieje przy przyjmowaniu Komunii świętej do ust. Zalecenie Episkopatu pod tym kątem wydaje się więc jak najbardziej słuszne i przyniesie pozytywne efekty, o ile wszyscy będą postępować tak samo. Z pierwszych dni praktyki wygląda to jednak bardzo słabo: jesteśmy podzieleni, księża nie nakazują, więc wierni przyjmują Pana Jezusa tak, jak im serce lub rozum każe. Cóż, trzeba uszanować wybór sumienia każdego z Braci, jednak trzeba, żeby każdy rozważył kilka aspektów sprawy.
Czy nie da się więc obecnie udzielać Komunii świętej do ust w sposób epidemiologicznie bezpieczny? Myślę, że da się i to jest sposób na oddanie Bogu chwały i ograniczenie możliwości powstawania nowych zarażeń.
1. Wszyscy chorzy i mający objawy choroby lub mający kontakt z chorym zostają w domu.
2. Dbamy o higienę osobistą bardziej niż zwykle, poza dezynfekcją rąk można zakładać rękawiczki na wszelkie wyjścia z domu – dotyczy również wszystkich, tak księży, jak i wiernych.
3. Księżą teraz powinni szczególnie ostrożnie udzielać Komunii do ust. Na pewno będzie to okazja, żeby nauczyli się udzielać Komunii p o w o l i, precyzyjnie i z należytym szacunkiem, a nie im szybciej tym lepiej. To z pośpiechu najczęściej wynikają przypadkowe dotknięcia palców językiem. A więc kochani Kapłani: spokojnie! Mamy czas i dajmy sobie czas na Komunię świętą.
To wszystko znacznie ograniczy możliwość zarażenia. Do 0 chyba i tak nie da się ograniczyć, więc nie można z drugiej strony popadać w paranoje.
Tak w sklepie, jak i podczas Mszy i Komunii świętej teoretycznie można się zarazić. Sytuacja jest poważna. Księża chorują i umierają, bo się też zarażają i mogą zarażać wiernych:
Jednak nie dotyczy to tylko czasu w Kościele, więc pytanie czy musimy przez potencjalną możliwość zarażenia gorzej traktować Boga i ryzykować profanacjami Jego Ciała? Czy w tej sytuacji nie powinniśmy raczej bardziej do Niego przylgnąć i oddać Mu chwałę z jeszcze większym zaangażowaniem i zaufaniem?
Jezus z uczniami podczas Ostatniej Wieczerzy siedział i opierał się pół-leżąco na znak wolności, bycia wyzwolonym przez Boga i zapewne w takiej pozycji będącym uczniom rozdawał swoje Ciało ukryte w chlebie i podawał kielich swojej Krwi. My za natchnieniem Ducha Świętego chcemy oddać Jezusowi jak największą cześć oraz uniknąć utraty choćby jednej cząsteczki Najświętszego Sakramentu i stąd po kilku wiekach chrześcijaństwa pojawił się zwyczaj klęczenia i udzielenia przez kapłana Komunii bezpośrednio do ust. Duch Święty tak poprowadził Kościół: od jedzenia rękami niczym zwykły chleb, do największego uniżenia, przy zgiętych kolanach i największej ufności przy bezpośrednim podaniu Hostii do ust, niczym ojciec podający kęs chleba małemu dziecku.
To święty i pobożny zwyczaj, który sam praktykuję o czym dalej i jak dotąd nie wyobrażałem sobie siebie w innym sposobie przyjęcia Jezusa. Rozeznając sytuację, pytając Jezusa o drogę, odczuwam że powinienem przy tym pozostać, bo po 2 przyjęciach Komunii św. na rękę miałem wielki konflikt sumienia… i dziwnie piekące uczucie na dłoni! Dodatkowo rozglądnęłam się co robią inni – większość przyjmuje do ust, więc moja Komunia na rękę nie ma większego sensu w walce z ewentualnym wirusem. Dlatego najważniejsze jest, ażebyśmy jako Kościół byli jednością w posłuszeństwie nakazom Biskupów i w miłości do Braci. Narazie nakazu nie ma – jest tylko zalecenie, więc niech każdy przyjmuje Komunię świętą zgodnie z sumieniem, biorąc pod uwagę nie tylko zagrożenie ze strony wirusa, ale zagrożenie nieumyślnej profanacji Ciała Jezusa w najmniejszych cząstkach i ogólną postawę przed Komunią z Bogiem.
Na pewno po epidemii wróćmy od razu do zewnętrznie najbardziej uniżonej i ufnej postawy: „na kolanach i do ust”.
A co z Panem Jezusem, co z Jego uczuciami i czcią dla Niego i Jego Ciała? Czy najpierw myślimy tylko o sobie i własnym bezpieczeństwie, zamiast o Jezusie i czci dla Niego? A może ogólnie przyjęte pojęcie oddania czci Panu Jezusowi jest mocno ograniczone i powierzchowne?
Jestem przekonany, że cześć dla Pana Jezusa jest największa, kiedy po pierwsze wchodzimy w Komunię świętą:
1) z sercem rozpalonym miłością, jak ołtarz, na którym płonie pochłaniający ogień i jak Tron, na którym zaraz zasiądzie Król królów i Pan panów,
– z duszą pragnącą zjednoczenia w Duchu Świętym z Panem, krzyczącą do Niego: „jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!” (Ps 42, 2). Kiedy moje ciało przyjmuje w siebie Ciało i Krew, to moja dusza ma przyjąć w siebie Ducha Świętego.
– z umysłem uniżonym, pełnym bojaźni przed majestatem Miłosierdzia Bożego, źródła wszelkiej Łaski, modlącym się, ale i oczekującym na spotkanie z Panem,
2) po uprzednim odpuszczeniu grzechów, żalu i woli przemiany życia, porzucenia składowych życia, które wiążą grzechem.
3) w „asystencji” Matki Bożej, którą prosi się o wsparcie i uzdolnienie do przyjęcia Syna Bożego, tak jak Ona Go przyjęła.
Po tym wszystkim dopiero jest wymiar fizyczny, odzwierciedlający ten wewnętrzny, niefizyczny: psychiczny i duchowy. Osobiście czuję, że Duch Święty prowadzi mnie normalnie do przyjmowania Komunii świętej na drodze ugiętych kolan i bezpośrednio do ust. Wierzę, że jeżeli wnętrze człowieka jest odpowiednio przygotowane, jeżeli ołtarz serca, na którym ma być złożona Najświętsza Hostia, jest rozpalony miłością, to automatycznie kolana same się uginają z bojaźni przed Bogiem i z czci dla Jego Miłosierdzia…

Pamiętajmy, że bez postaw opisanych powyżej w punktach nr 1) i 2) nie ma aż tak wielkiego znaczenia, jak fizycznie przyjmujesz Jezusa, bo jeśli idziesz do Komunii świętej „od tak”, bez większego przejęcia, z nieświadomej pobożności, „bo się co niedzielę chodzi”, dodatkowo może jeszcze w grzechu i bez woli nawrócenia, uświęcenia, albo z grzechem pychy polegającym na wynoszeniu się ze swoim osądem ponad nauczanie Kościoła, to możesz sobie klęczeć i przyjmować do ust, a i tak smucisz lub ranisz Jezusa swoim postępowaniem.

Cały czas staram się pilnować sam siebie, aby nie stać się śmietnikiem, do którego wrzucane są kolejne Hostie… bo jeśli nie mam miłości do Jezusa, a wchodzę z Nim w ten najgłębszy dostępny człowiekowi akt oddania z Jego strony, to czym jestem jak nie śmietnikiem albo grobem? Oby nikt z nas nie był śmietnikiem, ani grobem, ale żywą Świątynią Boga, w której ogień miłości bucha ze wszystkich ołtarzów: umysłu, serca i duszy!

Podzielę się osobistym doświadczeniem: w niedzielę 15.03.2020r., przyjąłem 1 raz w życiu Komunię Świętą na rękę...

Chciałem po prostu być posłuszny zaleceniu Biskupów i kierować się miłością bliźniego.

Z jednej strony, było to dla mnie niesamowite przeżycie. Chciałem, żeby to było doświadczenie uświęcające moje ręce i przekonywałem się o tym sam w sobie po Komunii.
Czy Stwórca, Najczystszy, który mi te ręce dał i obmył swoją Krwią odpuszczając grzechy może się nimi zabrudzić albo być przez nie zbezczeszczonym? Obawiam się, że może być zbezczeszczony we mnie, bo każdy grzech deformuje, psuje i w końcu bezcześci mnie jako świątynię Boga. W tym sensie tak – można Boga zbezcześcić w swoim ciele.
Z drugiej jednak strony, po Komunii świętej w trakcie dnia dużo o tym myślałem, pogrążałem się w jakąś niepewność i konflikt sumienia, nie miałem w sobie pokoju i jednoczącego z Bogiem uczucia Łaski uświęcającej.
Następnego dnia (codziennie jestem z Jezusem na Mszy świętej), i drugim przyjęciu Komunii świętej na rękę, powstał u mnie już wielki konflikt sumienia, zamiast skupić się na Jezusie, to myślę, czy mam przyjąć Go na rękę czy do ust, czego nigdy dotąd nie miałem, bo zawsze byłem całkowicie skupiony na Jezusie.
Ponadto zacząłem w trakcie dnia odczuwać w lewej dłoni palące, piekące ciepło, trudne do opisania uczucie. Autentycznie ręka zaczęła mnie „palić”, a w duszy miałem dziwny niepokój. Trwało to cały dzień z niewielkimi przerwami. Pomyślałem: czy to po to namaszcza się olejem świętym ręce kapłanów, aby Najświętszy Sakrament nie wypalił im rąk? Może. Trzeciego dnia poszedłem przed Mszą świętą do spowiedzi, opowiedziałem m.in. o konflikcie, który noszę w sobie. Ksiądz powiedział mi krótko mniej więcej tak: taka forma przyjmowania Komunii świętej jest dopuszczalna, to nic złego, ale musisz sam zdecydować zgodnie ze swoim sumieniem, bo nie można mieć konfliktu sumienia. Cóż, liczyłem, że mi powie wprost, pozostawił jednak wybór… Kiedy otrzymywałem odpuszczenie grzechów, doświadczyłam uwalniającej Łaski Bożego Miłosierdzia i zwróciłem uwagę, że coś dziwnego znowu zaczęło się dziać z moją dłonią, jakbym znowu czuł na środku to piekące gorąco. Przez pół Mszy św. myślałem o tym, co robić.. Skup się na Jezusie i miłości do niego! – pomyślałem i podszedłem do ołtarza… Będąc już przy balaskach, uklęknąłem i spojrzałem na Braci – przyjmowali Pana Jezusa przeważnie do ust. Stwierdziłem, że jestem zdrowy, nie miałem okazji się zarazić, bo nigdzie szczególnie nie chodzę, a skoro i tak już reszta przyjmuje do ust, to nie ma sensu podejmować „środka przeciwwirusowego” w postaci „na rękę” i w takim razie chcę oddać Jezusowi chwałę jak zawsze: również przyjąłem Komunię do ust. Muszę powiedzieć, że jestem z tym szczęśliwy i dzisiaj mam w sercu znowu pokój. Nie byłem wówczas świadomy sprawy z pozostającymi na ręce partykułami Ciała Pana Jezusa, dopiero później na nowo odkryłem ten decydujący aspekt całej sprawy… kiedyś chyba słyszałem o tym fakcie, ale wyleciał mi kompletnie z głowy.
Jednak razem z osobami, które twierdzą, że „tylko święte kapłańskie ręce namaszczone olejem mogą trzymać Pana Jezusa, Najświętszy Sakrament” zastanawiam się nad bardzo prostym pytaniem: czy rzemieślnik Józef i dziewczyna Maryja z Nazaretu byli „godni” trzymać (Ciało) Jezusa w swoich rękach? Bóg Ojciec dając swojego Syna pod opiekę i wychowanie Maryi i Józefa uznał, że byli „godni”, bo im Go dał od samego początku. Gdyby żaden człowiek nie był tego godny, to Jezus od początku musiałby się sam wychować, sam przytulać, sam myć, sam karmić i w ogóle sam robić wszystko, bo nikt oprócz namaszczonego kapłana nie mógłby Go dotknąć… W porządku, ALE: Maryja jest Niepokalana, pełna łaski, a Józef – sprawiedliwy. Oni byli specjalnie wybrani do tej misji i uzdolnieni do niej z Łaski Boga. Teraz wybiera się z ludu kapłanów i też wyposaża w specjalną Łaskę Ducha Świętego, potrzebną do obcowania z Najświętszym Sakramentem. Niektórzy święci dostali łaskę trzymania Dzieciątka Jezus w rękach – też zostali wybrani. Czy to znaczy, że trzymać Jezusa na rękach mogą tylko wybrani, nie wszyscy chrześcijanie? To może i Komunia święta: wejście Jezusa do wnętrza człowieka i wieczerzanie z nim, jest też tylko dla wybranych (chrześcijan)? Każdy z nas jest powołany do jedynej i niepowtarzalnej relacji z Jezusem, ale Słowo Boga stało się człowiekiem i Chlebem, po to żeby stać się dla wielu maksymalnie bliskim! Nie wszyscy jednak dostępują łaski tej samej bliskości i trzeba to uszanować, bo to wybór Pana Jezusa.
Chodzi jednak o inny aspekt sprawy, o którym się zapomina: o cząsteczki Ciała Jezusa – partykuły konsekrowanej Hostii, które zostają na rękach, niewidoczne i zapomniane, są po prostu gdzieś nieświadomie porzucane po Komunii.
Uwaga: warto zobaczyć te filmy dla podjęcia decyzji zgodnej z sumieniem:
https://www.youtube.com/watch?v=E-eKbkGZgzA
Każdy z nas jest powołany do jedynej i niepowtarzalnej relacji z Jezusem. To On nas wybiera pierwszy, nie my. My mamy odpowiedzieć na to zaproszenie i współpracować z Jego Łaską. To On nas wprowadza w głębię relacji. Tylko 3 apostołów było z Jezusem na górze Tabor w momencie przemienienia, reszcie nie było dane tego ujrzeć. Tomasz apostoł otrzymał łaskę dotykania ran Pana. Maria Magdalena uczennica – nie, choć zapewne kochała Jezusa bardziej niż Tomasz. Tak samo jest z kapłanami i wiernymi w Kościele. Jedni mogą dotykać palcami Ciała Pana, a inni nie. Tak Pan daje każdemu miejsce w swoim Mistycznym Ciele, ucząc nas posłuszeństwa i pokory w Duchu jedności. Nie możemy się o to z Nim kłócić.
Na pewno musimy bardziej szanować swoje własne ciała, o chrześcijanie! Ciała które są Świątynią Ducha Świętego i Ciała Jezusowego. Szanujcie swoje ręce! Szanujcie przez sprawiedliwe i miłosierne czyny, wystrzeganie się grzechu, oraz mówienie o nich ze czcią, a nie z pogardą, bo ci którzy mówią o odkupionych przez Krew Chrystusa ciałach ludzkich z pogardą, wypowiadają słowa szatana i robią mu robotę siejąc zamęt w niedoświadczonych umysłach. W ciele człowieka, w tym w rękach człowieka, jest odciśnięte Imię Boga... Ale to tajemnica nie na teraz (wskazówka: obraz Boga w człowieku jest jak Imię Boga zstępujące z Nieba na Ziemię). Tu nie chodzi o to, że mamy brudne ręce, ale o to, że na rękach zostają cząsteczki Ciała Jezusa, o których nawet nie jesteśmy świadomi, a przecież w każdej z nich jest cały Chrystus, Pan nasz i Bóg nasz!

Jezus nikogo z nas nie odrzuca, nawet jeśli przychodzimy do Niego bez właściwej dyspozycji, wiem to po sobie samym, ale chociaż my, kochający Go uczniowie, nie zasmucajmy Go dodatkowo i nie każmy Mu chodzić do nas na powtórną mękę! Proszę! A On chce nas doprowadzić do Ojca, miłosiernego Ojca na drodze sprawiedliwości i doskonałości na sposób miłosierdzia.

Myślę sobie jeszcze tak: co jeśli to moja ostatnia Msza święta i Komunia Święta? Co jeśli np. od jutra sytuacja się zmieni, padną nowe decyzje i Kościoły będą już zamknięte, a Mszy świętych nie będzie do odwołania przez x-czasu? Muszę zacząć z Jezusem od nowa i codziennie, jakby TA Msza i Komunia Święta to był pierwszy i ostatni raz, z nowym sercem i duchem przepełnionym ogniem pochłaniającej miłości muszę przeżyć TĘ Paschę z Jezusem!
W nawiązaniu polecam też artykuł o historii Komunii św. na rękę:

Na koronawirusa przyjmij Jezusa!

Kochani! Nie traćcie nadziei w czasie próby, w czasie burzy! Połóżmy całą ufność w Bogu, niech Pan będzie naszą twierdzą, pokojem i wybawieniem od złego.

Niech Jezus nie zawiedzie się na nas przez brak wiary w miłość i opiekę Jego i Ojca, jak się zawiódł niegdyś na uczniach w trakcie burzy na jeziorze (por. Mt 8 ,23-27):
 «Panie, ratuj, giniemy!»
«Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?»

Oby znalazł się ktoś, kto zamiast budzić odpoczywającego Jezusa z wielkim wyrzutem, będzie miał taką wiarę, że sam w imię Jezusa uspokoi burzę!

Wpatrujmy się więc w miłosiernego Jezusa, który ma nas w zagłębieniu swojej dłoni i promieniuje swoim miłosierdziem, oczyszczeniem i uzdrowieniem. W Jego ranach jest nasze uzdrowienie!

„On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie.” (Iz 53, 5)
Pamiętaj o tym w chorobie i cierpieniu.

Kiedy Go ujrzałem, do stóp Jego upadłem jak martwy,
a On położył na mnie prawą rękę, mówiąc:
„Przestań się lękać!
Jam jest Pierwszy i Ostatni i żyjący.
Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków
i mam klucze śmierci i Otchłani.” (Ap 1, 17-18)

„Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust.
Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”,
a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi.
Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego,
abyś się wzbogacił,  i białe szaty,  abyś się oblókł,
a nie ujawniła się haniebna twa nagość,
i balsamu do namaszczenia twych oczu,  byś widział.
Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę.
Bądź więc gorliwy i nawróć się!
Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.
(Ap 3, 15-20)

Drogie siostry i bracia! Gromadźmy się codziennie, jeśli nie fizycznie, to na początek chociaż duchowo, na (duchowych) procesjach przebłagalnych o każdej pełnej godzinie (tak, żeby każdy mógł wejść w taką modlitwę skruchy i przebłagania chociaż raz dziennie) i wołajmy do naszego Boga z serca np. tak:
Boże, mój Panie, Zbawicielu i Mistrzu, wejdź do mego serca i przynieś mi pokój.
Tchnij we mnie swojego Świętego Ducha i zabierz mój strach, a wlej we mnie miłość do Ojca i do wszystkich ludzi!
Panie, wyznaję moją grzeszność i słabość przed Tobą…. Przepraszam za wszystkie moje grzechy, za całe zło mojego życia, za każdą zmarnowaną chwilę, kiedy mogłem czynić dobro… Wybacz mi i moim braciom i siostrom! Przepuść nam wszystkim i zmiłuj się nad nami, bo chcemy wrócić do Ciebie!
Obmyj nas zupełnie z naszych win i oczyść z grzechów naszych!
Uznajemy bowiem naszą nieprawość, a grzech nasz jest zawsze przede nami…
Pokrop nas hizopem, a staniemy się czyści, obmyj nas, a nad śnieg wybielejemy! Odwróć oblicze swe od naszych grzechów i wymaż wszystkie nasze przewinienia!
Stwórz, o Boże, w nas serca czyste i odnów w nas ducha niezwyciężonego!
Nie odrzucaj nas od swego oblicza i nie odbieraj nam Świętego Ducha swego!
Przywróć nam radość z Twojego zbawienia i wzmocnij nas duchem ochoczym! Otwórz nasze wargi, Panie, a będziemy głosić Twoją chwałę!
Złóżmy w Panu całą nadzieję!
On schyli się nad nami i wysłucha naszego wołania!
Wydobędzie nas z dołu zagłady i z kałuży błota, a stopy nasze postawi na skale i umocnił nasze kroki.
I włoży w nasze usta śpiew nowy, pieśń dla naszego Boga.
Wielu zobaczy i przejmie ich trwoga, i położą swą ufność w Panu.
Jezu ufamy Tobie!