Energia do rytuału a Jezus

Pewnego dnia jeden z użytkowników ezoforum zapytał:

„Witajcie, jaki macie sposób, aby zebrać energię potrzebną do rytuału? Pobieracie ja z otoczenia, przywołujecie różne byty, odwołujecie sie do bóstw, czy może korzystacie ze swojej własnej i wzmacniacie ją kamieniami, świecami…?”

Jako osoba próbująca w dalekiej przeszłości różnych rytuałów i technik magicznych odpowiedziałem mu tak:

Twoje pytanie trzebaby doprecyzować: o co właściwie Ci chodzi? Czego szukasz? Jaka jest Twoja ukryta intencja w tym pytaniu?
Czy potrzebna jest jakaś dodatkowa energia do rytuału? Nie. Użyję brzydkiego, ale przemawiającego do większości tutaj przykładu: każdy rytuał możesz sobie odprawić, jak choćby niewierzący w ofiarę Jezusa na krzyżu ksiądz może odprawić Mszę świętą ( ; ( sic! ) …
Zapewne jednak chodzi Ci o to, żeby twój rytuał miał 'wielką moc’, większą niż jakbyś miał go przeprowadzić 'sam z siebie’.

Trochę się rozpiszę dla ukazania mojej perspektywy – byłego adepta magii, a przynajmniej kogoś, kto wykonał w swoim życiu kilka dziwnych rytuałów …

Energia kamieni czy świec….? he he; ) To tylko narzędzia dla zwiększenia Twojej wiary, wiary w to, co robisz – same z siebie są niczym, a już na pewno niczym są z punktu widzenia istot duchowych. Dla nich wartość ma energia życia generowana przez Ducha dającego życie, Ducha, który pochodzi od Boga, źródła życia.
Zrozum podstawową rzecz, przyjacielu… Tak energia życiowa, która została dana Tobie, jak i wzmocnienie dołączoną energią, pochodzącą najlepiej od żywych istot, które razem składa się w ofierze za spełnienie intencji (tak właśnie – składa się w ofierze, bo Ty dajesz, a ktoś bierze, stąd istnieją pomysły na ofiary z różnych istot żywych, od kurczaków po ludzi – sic! ; ( ), jest pożądana przez duchowe byty, które przyciągnięte przez intencje 'maga’ odpowiadają i działają w zamian za 'pożywienie’ dla siebie (wzmocnienie własnej mocy) oraz po to, aby 'mag’ ostatecznie stał się ich niewolnikiem i „uczestnikiem” królestwa ciemności po życiu doczesnym.

Te byty to demony – upadłe anioły. One nie przychodzą w taki sposób, jakbyś przywołał do siebie swojego pieska i będą Ci aportować, co zechcesz – one chcą na tym zarobić, najlepiej twoje życie doczesne i twoją duszę, bo u nich nie ma nic za darmo. Oni są jak złodzieje – przychodzą, żeby kraść, zabijać i niszczyć, nawet jeśli na początek wydawało Ci się, że dostałeś to o co prosiłeś – to tylko zagranie pod uzyskanie Twojego zaufania dla przejęcia kontroli nad Twoim umysłem, czynami, a w końcu całym życiem doczesnym i wiecznym, duchowym, jeżeli nie wycofasz się w odpowiednim czasie i nie zostaniesz wyzwolonym przez Potężniejszego od nich, który Cię kocha… Zrozum to dogłębnie i miej to w pamięci, jeśli chcesz 'przywoływać różne byty’ lub „odwoływać się do bóstw” – te pojęcia są równoznaczne, bo bożki i bóstwa to tylko twarze-maski upadłych demonów.

Jest tylko jeden Bóg, Stwórca wszystkiego i wszystkich.

Anioły służące Bogu, życzliwie ustosunkowane do ludzi i pomagające im w dojściu do życia wiecznego z Bogiem, mają życie z Boga i spełniają tylko Jego wolę – ich nie przekupisz, co najwyżej możesz pokornie prosić, żeby oni poprosili Boga, a jak Bóg się zgodzi, to dopiero wtedy pomogą nie oczekując niczego w zamian.

Czego więc szukasz?

Jeśli szukasz mocy dla posiadania samej mocy, a nie masz miłości, to jesteś niczym, jak jest napisane:

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym.”
(por. 1 Kor 13, 1-2)

Wiesz jaka jest największa miłość i ofiara, a z niej najpotężniejsza moc?

Jest to Ofiara Jezusa Chrystusa dokonana na krzyżu dla Ciebie z Jego miłości do Ciebie i miłosierdzia wobec Ciebie… za darmo! Tak, dla Ciebie i za Ciebie, bo Jezus Cię kocha! Dlatego też możesz Jemu ufać.
Jego ofiara z własnego Ciała i Krwi, złożona w Duchu Miłości, generuje najpotężniejszą moc – moc Ducha Boga, Ducha Świętego, przed którą ugina się wszystko i wszyscy, która stworzyła całe stworzenie i daje życie wszystkiemu. Ofiara Jezusa jest skuteczna i usuwa wszystkie Twoje grzechy, wszystkie Twoje 'długi karmiczne”, jednając Cię z Bogiem Ojcem, przynosząc Ci pokój płynący od Jego Ducha oraz zapewnia dar życia wiecznego, jeśli przyjmujesz z wolnej woli Jezusa Chrystusa, jako swojego Pana i Zbawiciela, który umarł za Ciebie i zmartwychwstał dla Ciebie, jeśli wyznasz i oddasz Jemu swoje grzechy i poprosisz dla siebie o miłosierdzie, o łaskę odpuszczenia grzechów, oraz podejmiesz w sercu decyzję, że chcesz się od tych grzechów i od dawnego złego życia odwrócić. Wówczas zstąpi Duch Święty na Ciebie ze swoją mocą… mocą bezgranicznej miłości, przekonującą najpierw o grzechu, ale jednocześnie przynoszącą usprawiedliwienie, miłość do Boga jako własnego Ojca, wolność od uczucia pustki, wstydu i potępienia, w końcu pokój nie z tej ziemi…
Nie musisz dłużej martwić się o to spod jakiego zodiaku jesteś, ani tym czy jesteś „2 czy 11 czy 38”, czy dasz radę wypełnić swoje 'mistrzowskie przeznaczenie’, bo ku wolności od każdego przekleństwa i mocy, i wpływu wyswobadza Cię Chrystus, który jest jedynym Mistrzem, a Ty Jego uczniem i dzieckiem Boga Żywego oraz dziedzicem Królestwa Bożego!… :)))

Jak sam Jezus powiedział:
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J 15:13)
„Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».”  (J 10:14-18).

„On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci –
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca.”
(por. Flp 2:6-10)

Dlatego mój bracie, zastanów się dobrze, czego szukasz w życiu, czy naprawdę potrzeba Ci tych rytuałów i tego co chcesz uzyskać…
Z kilkuletniego doświadczenia 'maga’, próbującego różnych rytuałów zanim stałem się uczniem Jezusa, oraz z perspektywy czasu, kiedy patrzę w przeszłość, powiem Ci, że okazuje się, że nie potrzeba Ci tego wszystkiego – za to bardzo potrzeba Ci Jezusa… z Nim i w Nim masz wszystko, czego tak naprawdę Ci trzeba!

Modlitwa do świętych zmarłych a wywoływanie zmarłych

Dzisiaj przeczytałem na forum ezoterycznym takie pytanie:
„Czy katolickie modlenie się do zmarłych świętych katolickich o wstawiennictwo, zamiast modlenia się bezpośrednio do Boga,
można uznać za wywoływanie zmarłych, a tym samym formę okultyzmu ? Co myślicie ?”

Zostałem również wywołany do odpowiedzi, dlatego krótko odpisałem moim braciom z ezoforum następująco:

W temacie „modlenia się do zmarłych świętych…” postaram się krótko uzasadnić wiarę chrześcijan w to, że ci ludzie, nasi bracia i siostry, którzy przeszli na drugą stronę do Życia po tym życiu, mogą wstawiać się za nami, wzmacniając naszą modlitwę.

Ap 7, 13: A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli? (14): I powiedziałem do niego: Panie, ty wiesz. I rzekł do mnie: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. (15): Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. [Biblia Tysiąclecia V]

Jak widać, święci w Niebie modlą się nieustannie, dniem i nocą, jak pewna prorokini Anna (Łk 2, 37), tu na ziemi..

Ap 8, 3-4: (3): I przyszedł inny anioł, i stanął przy ołtarzu, trzymając złote naczynie na żar, i dano mu wiele kadzideł, aby złożył je w ofierze z modlitwami wszystkich świętych, na złoty ołtarz, który jest przed tronem. (4): I wzniósł się dym kadzideł z modlitwami świętych – z ręki anioła przed Boga. [BT V]

 

Modlitwy Świętych sięgają tronu Boga, dochodzą wprost przed Boga – oto dlaczego mają tak wielką wartość z naszej perspektywy, kiedy czasem trudno jest nam się wznieść duchem choćby o centymetr ponad ziemię…

To dość proste do pojęcia, jak się odpowie na takie pytanie: czy mieliście kiedyś kogoś, kto by Wam dobrze życzył i wstawiał się za Wami, u np. nauczycielki, u taty /mamy, pracodawcy, w banku, w sądzie, w jakiejś ważnej sprawie, itp.? Sami dalibyście radę w tej sprawie? Czasami są takie sprawy, że trzeba „mieć plecy”…. Czasami potrzebujemy KOGOŚ do pomocy, bo sami nie ogarniemy z różnych powodów.

To jest właśnie rolą świętych, aby nam POMÓC, dojść tam, gdzie oni są – do Nieba, do najcudowniejszego miejsca i stanu świadomości pełnego pokoju, gdzie żyje się na wieki we wiecznej szczęśliwości w jedności z Bogiem! Co nie znaczy, że każdy potrzebuje takiej pomocy – np. większość ludzi z ezoforum – wysoko rozwiniętych duchowo, na pewno nie potrzebuje żadnej pomocy – nawet pomocy Jezusa Chrystusa…. sami wejdą do Nieba, a w ogóle to przecież jeszcze sami są Bogiem – a co!

Uwaga 1: modlitwy do Boga, tak dusz w Niebie, jak i nasze tu na ziemi, nie mają NIC wspólnego z okultyzmem: oni wszyscy proszą Boga akceptując w pełni jednocześnie Jego wolę (Ojcze… bądź wola Twoja!), a nie próbują forsować swojej woli bez względu na cenę i konsekwencję dla otoczenia, wpływając na rzeczywistość przez różnego rodzaju praktyki w wymiarze fizycznym i duchowym (=magia/okultyzm).

Uwaga 2: Prosząc świętego o wstawiennictwo nie wywołuję jego widzialnej obecności tu na ziemi – modlitwa tego typu jest inna w treści, w celu i w skutkach niż „wywoływanie duchów”, czy wywoływanie dusz zmarłych, gdzie często robi się to dla emocji, zabawy, egoistycznego celu, ciekawości, sprawdzenia czy to działa, etc.

Inna użytkowniczka forum napisała m.in.:
„W Kościele jest więcej magii niż w świecie ezo. ” 

Najprościej ujmując sprawę:
Magia/okultyzm = „bądź wola moja!” (Bóg może sobie tam pogadać, a JA robię swoję, jak MI się podoba!)

Wiara w Boga/chrześcijaństwo = „Boże, Ojcze, bądź wola Twoja! Niech się spełnia wola Twoja Boże jak w Niebie, tak i na ziemi!” (zapieram samego siebie na korzyść Słowa Boga – będzie tak, jak Jemu się podoba)

Bóg na pewno nie jest zazdrosny o modlitwy przez wstawiennictwo świętych, skoro ich modlitwy unoszą się przed Jego tron i są ukierunkowane na Niego.

Poza tym, nikt ze świętych nie robi Boga! Nawet o największej świętej – Maryi, Matki Wcielonego Słowa, Jezusa Chrystusa, mówi się jasno: Ona jest człowiekiem pełnym łaski, ale tylko człowiekiem, a nie Bogiem! Nikt nigdy nie twierdzi inaczej. Jeżeli natomiast ktoś pogubił się w swoich relacjach, zatracając relację z Bogiem na korzyść wybujałej relacji z jakimś świętym czy aniołem, to prawdopodobnie chodzi po gruncie bałwochwalstwa. Prawdopodobnie, bo dokładne badanie serca człowieka i osąd zostawiamy Bogu, zewnętrznie możemy osądzić tylko z pozoru…

Podobnie rzecz ma się z obrazami/relikwiami/przedmiotami wykorzystywanymi w kulcie Boga – były w tym kulcie już od czasów Mojżesza (arka przymierza, tablice, cheruby, menora, stół z chlebami pokładnymi, różne ołtarze, w końcu świątynia z bogatym wystrojem i ze wszystkimi przedmiotami potrzebnymi do sprawowania kultu) i to za sprawą życzenia samego Boga. One mają pomóc człowiekowi i poprowadzić jego umysł do spotkania z Bogiem, jeżeli ktoś o tym zapomina i skupia się na kawałku drewna oddając jemu cześć, to popełnia bałwochwalstwo.

Przykład: Jezus chciał, żebyśmy przychodzili do Niego z ufnością poprzez Jego obraz z podpisem „Jezu ufam Tobie”…

https://jezusimaryja.pl/jezus-milosierny/

Można wykorzystać ten obraz jako narzędzie, jako portal do spotkania z Nim, do natychmiastowego wejścia w Jego obecność i cieszyć się prawdziwym Jezusem, a można czcić przedmiot i nigdy Jezusa nie spotkać…. Czujemy jasno różnicę między oddawaniem Bogu czci i uwielbienia w Duchu i w prawdzie (J 4:22-24), a między fałszywym kultem, jednakże kto jak postępuje w rzeczywistości (w oczach Boga), to okaże się na sądzie. Dlatego zachęcam do darowania sobie pochopnych i generalizujących wniosków typu „katolicy to bałwochwalcy”, bo może być to prawda, a nie musi – sama ich wiara bałwochwalstwem na pewno nie jest, jednak ktoś może ją uprawiać w sposób bałwochwalczy.

Czy Chrystus pomoże w medytacji

 Na ezoforum.pl w dniu 8.12.2019 o 10:47, Murugan napisał:

„Tu mamy do czynienia z kontemplacją a nie medytacją, Chrystus w medytacji nie pomoże, nie wejdzie się w ten sposób w stan medytacyjny, raczej będzie rozpraszał, komplikował, ponieważ właśnie taki wokół niego stworzył się egregor, ale kontemplować jak najbardziej można, jego słowa, nauczanie. Żebym nie został źle zrozumiany, nie o to chodzi, że postrzegam Chrystusa negatywnie, wręcz przeciwnie, tylko akurat w medytacji nie pomoże, bo jakby nie współgra z tym zagadnieniem, nie rezonuje, w medytacji może pomóc Budda, Śiwa, bo to jakby symbole medytacji, istoty z nią na stałe powiązane. Miłość np, szlachetna idea, ale jak dla mnie też się w medytacji nie sprawdza, koncentrowanie się na miłości powoduje mierne efekty we wchodzeniu w głębokie stany medytacyjne. ”

Moja odpowiedź:

Jeśli mielibyśmy dokładnie określać „z czym mamy do czynienia” (w sensie praktyki duchowej), to trzebaby najpierw ustalić słownik pojęć: co nazywasz medytacją, a co kontemplacją.

Ja tu krótko: medytacja jest narzędziem mającym na celu aktywne wychodzenie ku Bogu za pomocą umysłu i woli, a kontemplacja jest stanem kiedy to Bóg wychodzi ku człowiekowi z darem obecności miłości i pokoju.

Kontemplacja pojawia się jako rezultat medytacji i nie jest zasadniczo różna od tej w medytacji. Medytacja, modlitwa kontemplatywna i kontemplacja to synonimy tego samego, a my dzielimy włos na czworo.

To co propornuję w tym temacie to właściwie Lectio divina, czyli święte czytanie Pisma, na które składają się generalnie cztery fazy. Zaczyna się lekturą Pisma świętego (np. fragmentu, który proponuję co miesiąc albo dowolnego innego), po nim następuje refleksja nad Słowem, a następnie pełna uczucia modlitwa do Boga. W końcu przychodzi kontemplacja, czyli pełne pokoju odpocznienie w Bogu, doświadczenie Jego obecności i miłości. Między tymi etapami przechodzi się naturalnie i płynnie, ALE…

Między końcem modlitwy a doświadczeniem obecności Boga jest ten istotny akt, o który właściwie się tu rozchodzi, który decyduje o tym, czy doświadczysz Boga czy zostaniesz sam ze sobą, swoimi rozważaniami i modlitwami, ale niestety bez wejścia w Jego obecność.

Ten akt lub moment, jeśli chcesz znowu definiować, można określić jako medytację kontemplatywną. Jest to po prostu otworzenie drzwi Chrystusowi, który wówczas mówi:

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.”

Bóg szuka ukochanego dziecka bardziej, niż ono szuka Jego. Spotykają się w przybytku Boga – ludzkim duchu, przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa, w relacji miłości – Duchu Świętym… Tego trzeba doświadczyć, bo opisać się nie da.

Niemniej chodzi o wejście w relację i doświadczenie Jego obecności, Jego żywej Osoby, a nie jakiegoś „głębokiego stanu umysłu”, który właściwie nic nie zmienia, bo jest po prostu pusty.

Bo widzisz… Jezus Chrystus jest osobą z krwi i kości, ze swoją duszą i Bóstwem, jako Jednorodzony Syn Boga Ojca i Maryi (Miriam) z Nazaretu, który począł się w Jej łonie z Ducha Świętego, urodził się w ciężkich i ubogich warunkach w zimnej grocie, nauczał Słów Boga, czynił znaki i cuda, został ukrzyżowany, umarł, zmartwychwstał i wstąpił do Nieba, zasiadając jako Król królów i Pan panów na Tronie Boga Ojca, po Jego prawicy. Wszystko po to, żeby ci, którzy w Niego uwierzą, Jego uczniowie, mieli drogę do Nieba, do Życia wiecznego, żeby przeżyli swoje ziemskie życie w prawdzie i sprawiedliwości, żeby zostali odkupieni ze swoich grzechów i w końcu zbawieni.

Jeżeli zwracasz się szczerze w sercu do Jezusa, to spotkasz właśnie Jego – bez obaw o jakieś hipotetyczne egregory. Czy myślisz, że Ten, który umiłował człowieka aż po oddanie własnego życia za niego, a do którego należy wszelka władza w niebie i na ziemi, pozwoliłby sobie na ograniczenie dostępu do Siebie przez jakieś ludzkie twory myślowe?… Nie ma czegoś takiego jak egregor Jezusa w sensie żywej istoty, stworzonej przez myśli i wierzenia ludzi. Po prostu nie ma (dokładnie tak jak nie ma egregora np. Twojej osoby, tylko dlatego, że ludzie z Twojego otoczenia o Tobie myślą i mają o Tobie jakieś przekonania – jako człowiek masz swoje ciało, duszę, ducha – tyle). Są za to same myśli o Jezusie w naszych głowach, są uprzedzenia oraz błędne i zakłamane przekonania o Jezusie, które ludzie mają w swoich umysłach, a które blokują na otworzenie drzwi serca przed prawdziwą Osobą Jezusa Chrystusa i na jedność między współwierzącymi w Niego.

Nie mylmy celu z narzędziem, traktując samą „medytację” jako cel… kiedy jest to tylko narzędzie. Odpowiedz: po co i w jakim celu „wchodzić w głębokie stany medytacyjne”? Żeby czego lub kogo doświadczyć? Jaką relację pogłębiać? Żeby co w tym czasie budować i do czego dążyć? Słowem: po co?

Zadałeś sobie te pytania kiedy podejmujesz jakiekolwiek działanie, a tym bardziej praktyki duchowe, które mogą nieść za sobą szczególnie dotkliwe konsekwencje, zarówno w dobrą, jak i w złą stronę?

A może bezwiednie idziesz za ezo-mędrcami i pseudo-nauczycielami po przeczytaniu kilku książek i artykułów, które poprowadzą do wycięcia świadomości własnego istnienia, osłabienia rozumu i zabicia zdolności myślenia, a ostatecznie pogrążenia się w niebycie podobnym do głębokiego snu, nad którym tracisz jakąkolwiek kontrolę? To ma być doświadczenie Życia i rozwój duchowy? Jak dla mnie taka praktyka to dążenie do duchowej śmierci, z której nie ma zmartwychwstania, bo nigdy nie było jakiegokolwiek odniesienia do Tego, który wskrzesza i relacji z Tym, który wskrzesza do Życia wiecznego.

Dusza żyje w pełni kiedy ma relację miłości z Bogiem, swoim stwórcą i z Jego stworzeniem. Jeśli miłość u Ciebie „powoduje mierne efekty we wchodzeniu w głębokie stany medytacyjne”, to dobrze Ci radzę: daj sobie spokój z tymi stanami, a skup się raczej na budowaniu relacji miłości z Bogiem i ludźmi, bo bez miłości jesteś niczym. W NT cały rozdział 13-sty 1-go listu do Koryntian o tym mówi, przeczytaj.

Wytłumacz dlaczego Jezus miałby rozpraszać, a „może pomóc Budda, Śiwa”? Argument o „symbolach medytacji” w ogóle mnie nie przekonuje, bo dla mnie największym symbolem medytacji, modlitwy, ofiary i jakiejkolwiek praktyki duchowej w ogóle jest Jezus Chrystus, Syn Boga Ojca, który najlepiej zna Ojca i to, co się Jemu podoba.

Czyżby Jezus był gorszym Nauczycielem od wymienionych przez Ciebie postaci i miał jakieś braki we własnej medytacji, skoro nie mógłby pomóc? On wszystko może, ja osobiście doświadczyłem Jego obecności i mocy wiele razy i na tej podstawie wiem doskonale, że Jezus może pomóc we wszystkim, jesli tylko Ty poprosisz, a On zechce.

Jezus jest Synem Boga, Tym, który pernamentnie, przed czasem (przed stworzeniem) i cały czas (po stworzeniu) przebywa w jedności z Ojcem! Powiedział o tym np.: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy.” (J 10, 30).

Znasz głębszą formę medytacji, kontemplacji, modlitwy czy czegokolwiek chcesz, niż bycie JEDNOŚCIĄ Z BOGIEM ODWIECZNIE I NA WIEKI?!

No i tyle w temacie.

Chrześcijaństwo to biznes a Chrystus nie ma nic wspólnego z Kościołem

Na ezoforum w dniu 13.06.2019 o 17:50, użytkownik Murugan napisał:

„Prawdziwy Chrystus ma tak naprawdę niewiele wspólnego z Kościołem, który próbuje więzić istotę duchową przez dwa tysiące lat na krzyżu za grzechy swoich wyznawców, którzy od siebie nie dają nic, nadal beztrosko grzeszą, licząc na to, że cierpienie owej istoty duchowej zbawi ich od grzechów i da upragniony raj, zaliczyłbym raczej takie praktyki do najczarniejszej magi. Czy jakikolwiek katolik choć raz w swoim wewnętrznym dialogu ze swoim bogiem spytał się, czy ma on faktycznie ochotę wisieć i cierpieć na krzyżu za jego grzechy, a może by tak sam sobie powisiał, może grzeszenie już by mu nie przychodziło z taką beztroską. Z drugiej strony zdejmowanie pieczęci przypomina raczej odwieczny problem oszukiwania przez kapłanów różnych religii swoich wyznawców, którzy rzekomo potrafią rozgrzeszać, usuwać demony, prowadzić zmarłe dusze do nieba, oczywiście nie za darmo. Najpierw wmawia się komuś, że istnieje jakiś problem, czy potrzeba, potem wmawia się, że się jest ekspertem  w usuwaniu tego problemu czy zaspokajaniu owej potrzeby, za jakąś tam „symboliczną” opłatą, choć nie mówię, że jest tak w stu procentach przypadków, ale znaczna większość to naciągactwo, tak jest od czasów faraonów, albo i znacznie wcześniej, sięgając pewnie początków istnienia ludzkości, to tylko biznes”

Moja odpowiedź:

To co mówisz jest kłamstwem. Nie znasz Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, ani Jego Ojca, ani Ich Świętego Ducha.

Po pierwsze mówisz o Jezusie „istota duchowa”, sugerując jakoby nie był w ogóle istotą cielesną, tzn. człowiekiem. Niech każdemu będzie wiadomo, że każdy kto zaprzecza, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele jest antychrystem.

„Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga.
Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie.” (1 J 4, 2-3)

Ja jestem katolikiem nawróconym z przeróżnych wierzeń New Age i odpowiadam Ci: tak, wziąłem Krzyż z Ukrzyżowanym Jezusem do rąk, podniosłem go do góry i zapytałem się Jezusa, czy ma „faktycznie ochotę wisieć i cierpieć na krzyżu za moje grzechy”.

I mi natychmiast odpowiedział! Odpowiedział strumieniem miłości, wylaniem na mnie Ducha Świętego, Ducha czystej, bezwarunkowej miłości i Słowem. Całym potokiem słów, skondensowanym w tym promieniu Światła Jego miłości, Słów które znajdziesz w Piśmie Świętym. Słów, które świadczą o świadomej i dobrowolnej ofierze Jezusa za mnie, za Ciebie i za każdego, kto chce uwierzyć w Niego jako swojego Mistrza, Pana i Zbawiciela. Oto one:

„Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca.
Życie moje oddaję za owce.
Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać.” (J 10, 11-17)

„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15,9)

„To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15,12-13)

„A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.” (J 3, 14-17)

 

„Rzekł więc do nich Jezus: «Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba».
Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».” (J 8, 28-32)

 

„To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie.
On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca.” (Flp 2, 5-11)

„Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie. Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo. Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie.” (J17, 11-19)

Kolejnym dowodem na świadomą ofiarę Jezusa są Jego zapowiedzi o tym, co musi się stać, aby wykonało się Dzieło Zbawienia człowieka. Jezus wiedział i mówił uczniom o tym, że będzie cierpiał, że zostanie ukrzyżowany i zabity, a mimo to nie uciekł i dobrowolnie pozwolił, aby to wszystko się stało.

„A kiedy przebywali razem w Galilei, Jezus rzekł do nich: «Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie». I bardzo się zasmucili.”  (Mt 17, 22-23)

„Gdy Jezus dokończył wszystkich tych mów, rzekł do swoich uczniów: «Wiecie, że po dwóch dniach jest Pascha, i Syn Człowieczy będzie wydany na ukrzyżowanie».” (Mt 26,1-2)

„I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie». „ (Łk 9, 22)

Chociaż zwyczajnie po ludzku smucił się i odczuwał trwogę chwilę przed męką, aż do potu z krwią, to jednak nie uciekł i nie zaparł się Dzieła, które mu powierzył Bóg Ojciec.

„Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!» I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty».” (Mt 26, 38-39)

Możnaby jeszcze dużo przytaczać słów Jezusa, jako dowód na to, że On z własnej woli wziął na siebie nasze grzechy i za nie został zabity (Iz 53, 1-12). Wystarczy tylko wyrzec się uprzedzeń, trochę się zainteresować, sprawdzić samemu z czystą intencją poznania prawdy, zamiast rzucić beztrosko stwierdzeniem, że „Chrystus ma niewiele wspólnego z Kościołem”. A przeczytaj sobie np. to:

https://deon.pl/wiara/pytania-o-wiare/dlaczego-kosciol-nazywamy-cialem-chrystusa,135159

Co do beztroskości grzeszenia. Nie chcę się wypowiadać za innych i osądzać, czy robią to beztrosko czy nie, ale powiem Ci o sobie: ja sam niestety jeszcze czasem grzeszę, choć wcale tego nie chcę: np. ze słabości, z głupoty, z braku świadomości.

Wiem też jedno na pewno: zawsze kiedy przyznaję się do popełnienia grzechu we własnym sumieniu, wewnętrznie, żałuję i przepraszam Boga, to zawsze mogę do Niego wrócić, odbudować zerwaną jedność, bo On ma dla mnie zawsze miłosierne przebaczenie. Doświadczam tego bardzo często, nawet dzisiaj kolejny raz mi przebaczył w Sakramencie pokuty i pojednania. To jest dopiero wolność! To jest doświadczenie miłosierdzia Boga, kiedy mój grzech jest odpuszczony i zastąpiony Jego sprawiedliwością!

Życzę Ci żebyś sam jeszcze kiedyś tego doświadczył.

Co do biznesu w kościele – masz rację tylko po części. Tak, niestety są kapłani, którym zależy bardziej na pieniądzach niż na ludziach i Bogu. To prawda, są.

Jeśli spotkałeś takiego i Cię zgorszył swoją postawą, to proszę: przyjmij serdeczne przeprosiny ode mnie, jako od całego Kościoła. Przepraszam Cię jeszcze raz, tak być nie powinno i Chrystus, Głowa Kościoła, nigdy takiej postawy nie nauczał. Wręcz przeciwnie. Niech Cię to jednak nie zraża do Jezusa! Szukaj innej parafii, innej wspólnoty, innego księdza, aż trafisz na kogoś, kto swoim życiem uobecnia Jezusa. Zapewniam Cię, że jest wielu księży szczerze kochających Boga i oddanych ludziom! Wtedy zobaczysz inną twarz Kościoła – miłosierną i szukającą Boga, prawdziwego uwielbienia i wypełniania Jego woli.

Pokój z Tobą.

Usunięcie sakramentów kościelnych.

Pytanie na ezoforum.pl:
czy jest jakiś rytuał, który usuwałby sakramenty kościelne, np. chrzest?

Moja odpowiedź:

Zakładam, że pytasz, bo chcesz z takiego „rytuału” skorzystać.

Cóż, dokonaj dla siebie najlepszego wyboru z perspektywy swojej wieczności, a ja mam nadzieję pomóc Ci w tym następującym słowem:

Jeśli nie chcesz mieć relacji z Jezusem, to nie musisz się martwić o „zdejmowanie z siebie sakramentów/pieczęci kościelnych”.

Jezus jest największym dżentelmenem, nie wpycha się tam, gdzie świadomie (czyli po poznaniu i z wolnego wyboru) Go nie chcą, choć na pewno spróbuje o Ciebie najpierw jeszcze zawalczyć, aż przekona się, że rzeczywiście Twoja decyzja jest świadoma i wolna od zewnętrznych nacisków.

Otrzymane łaski są nieusuwalne i niezniszczalne, ponieważ Bóg nigdy nie zabiera darów raz danych. Tak też napisał apostoł Paweł w liście do Rzymian (Rz 11, 29)
„Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne.”

Jeśli jesteś ochrzczony w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, to zostałeś wezwany do Życia Wiecznego, Komunii z Bogiem Ojcem przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa, w Duchu Świętym.

Raz ochrzczony, zawsze będziesz miał na sobie znamię ochrzczonego w imię Jezusa Chrystusa, ono jest niezacieralne. Po śmierci czy to w niebie, czy to w piekle.

Jeśli Cię to tak martwi, to ciekawe czy ucieszy inny fakt: w piekle (poza rzeczywistością Boga na wieki) dusze mają to znamię nie zatarte, a przynoszące im jeszcze większą hańbę i ból, jakby go nie miały, natomiast jeszcze większą „chwałę” demonom, które nad taką duszą będą się pastwić przez całą wieczność z większą radością i przyjemnością, niż gdyby nie była ochrzczona, wszczepiona w Chrystusa, bo to tak jakby miały cząstkę Jego samego. O to między innymi dlaczego zmartwychwstały Chrystus zachował stygmaty na rękach, nogach i w boku – wypisane jest w tych ranach Twoje imię, a rany przypominają Zbawicielowi o Tobie na zawsze, jednak Ciebie już nie ma…  pozostała dziura w Jego Ciele, na zawsze odczuwalny brak ukochanego dziecka, które miało stać się częścią Ciała Chrystusa, jedności zbudowanej ze wszystkich Odkupionych…

Dusze takie zmarnowały dar odkupienia i zbawienia, które to dary miałyby przez łaskę dzięki wierze w Jezusa Chrystusa. Dar zdobyty przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Dar, którym jest bezcenny okup, którego nieskończoną wartość uzyskały wydane Ciało i przelana Krew Chrystusa.

Dla tych dusz, które nie chcą tego daru, Jezus Chrystus umarł na darmo, przelał swoją krew bezskutecznie…. bo one się w Niej nie obmyły i Nią nie napoiły, nie mają z Nią udziału.

Naprawdę chcesz żeby dar zbawienia, życia wiecznego w wiecznej radości przez jedność z Bogiem i poznanie Go twarzą w twarz, został zmarnowany przez Twoje świadome odrzucenie Zbawiciela?

Medytacja z Jezusem: czego szukacie?

Temat przewodni na dzisiaj: J 1, 35-38.
Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży.”
Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.
Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich:

„Czego szukacie?”

Medytacja z Maryją w Dzień Wniebowzięcia

Dzisiaj z okazji Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny proponuję wyjątkowo medytację z Maryją z Nazaretu, mamą Pana Jezusa.

Otwórzmy fragment z Ewangelii wg św. Łukasza o nawiedzeniu Elżbiety przez Maryję i Jej Magnificat.

Maryja, tak jak krewną Elżbietę, na pewno odwiedzi każdego, kto Ją szczerze zaprosi do wspólnego poszukiwania Prawdy i do uwielbiania Boga za Jego niesamowite dzieła…


Łk 1, 39-55:
39 W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy.
40 Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
41 Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę.
42 Wydała ona okrzyk i powiedziała:
«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona.
43 A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?
44 Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie.
45 Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana».

Magnificat

46 Wtedy Maryja rzekła:
«Wielbi dusza moja Pana,
47 i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
48 Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,

49 gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię –

50 a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją.
51 On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.
52 Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.
53 Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia.
54 Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje –
55 jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki».

Maryjo, chcę z Tobą dzisiaj wielbić w Duchu i w Prawdzie naszego Pana, naszego Boga i Zbawcę! Naucz mnie uniżać samego siebie, a wywyższać Boga, naucz mnie wielbić Jego Słowo, być posłusznym Jego Duchowi! Pozwól mi razem z Tobą uwielbiać Boga, abym ujrzał Jego chwałę, aby Jego chwała wypełniła świątynię mego ciała, abym stał się prawdziwie Jego dzieckiem, uczestnikiem niebieskiej rodziny.
Niech i mi Pan uczyni wielkie rzeczy, niech zanurzy mnie w swoim miłosierdziu! Niech tak się stanie!

Panie Jezu… Daj mi więcej siebie i zabierz więcej mnie!
Zanurz mnie w swoim miłosierdziu Panie Jezu!

Jezus Światłością

Chciałbym podzielić się doświadczeniem, które miałem łaskę przeżyć w z jednym z wrocławskich kościołów w 1 niedzielę lutego 2009r., kiedy Bóg wśród wielu znaków wyprowadzał mnie z mojej ciemności…

Było wystawienie Najświętszego Sakramentu zamiast kazania. Cóż, klęczałem jak inni, miałem zamknięte oczy i modliłem się albo jak to się mówi, „latałem gdzieś z głową w chmurach”.
W pewnym momencie, w wewnętrznym widzeniu, cały czas jeszcze za zamkniętymi oczami, pojawił się obraz kuli światła. Przyglądam się jej, a ona nie znika. Kiedy otworzyłem oczy, ujrzałem całą przestrzeń wypełnioną światłem tak jasnym, że zostało zatopione w nim całe otoczenie, cała szara rzeczywistość. Tak, jakbym był w oceanie światła! Światło słoneczne byłoby przy tym świetle podobne do płomyka małej świeczki. Nie widziałem wokół ludzi, nie widziałem ławek, ścian, widziałem lekko przebłyskujące krawędzie złotej monstrancji i tylko i wyłącznie światło, którego źródło i centrum było w Najświętszym Sakramencie, w tej Hostii, o której Pan powiedział: „to jest Ciało moje” (por. Mt 26, 26). Wiedziałem to w tym momencie jakby intuicyjnie, przez wewnętrzne poznanie, bo wszystko pogrążyło się w świetle i ciężko było znaleźć punkt odniesienia. Przy tym sam nie czułem nic specjalnego, ani strachu ani jakiegoś wybuchu radości, raczej po prostu niewzruszony pokój, lekkość na duszy.

Trwało to wszystko jakieś 30 sekund, może chwilkę dłużej, po czym natężenie światła zaczęło powoli się zmniejszać. Najpierw wynurzyła się monstrancja z ołtarzem, później ściany jeszcze delikatnie rozświetlone i ostatecznie cała reszta… ziemskiej rzeczywistości.

Wierzę, że w tym widzeniu wypełniły się dla mnie słowa Jezusa zapisane przez św. Jana:

A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: «Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia».” (por. J 8, 12)

W Nim [Słowie] było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Była światłość prawdziwa,  która oświeca każdego człowieka,  gdy na świat przychodzi.” (por. J 1, 4-5; 9)

A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie». To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć. Na to tłum Mu odpowiedział: «Myśmy się dowiedzieli z Prawa, że Mesjasz ma trwać na wieki. Jakżeż Ty możesz mówić, że potrzeba wywyższyć Syna Człowieczego? Któż to jest ten Syn Człowieczy?» Odpowiedział im więc Jezus: «Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie. Dopóki światłość macie, wierzcie w światłość, abyście byli synami światłości». To powiedział Jezus i odszedł, i ukrył się przed nimi.” (por. J 12, 32-36)

„Jezus zaś tak wołał: «Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał.
Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności.”
(por. J 12, 44-46).

„Błogosławiony jesteś, Panie, który w swojej chwale oświecasz cały świat. (Talmud Berakhot 60b – niech i przez słowa z Talmudu mój Pan, Jezus Chrystus, odbiera należne Mu błogosławieństwo i chwałę, a co!)

Ciekawy jest też fakt, że światło ma naturę dualną: korpuskularno-falową, tzn. przejawia w zależności od sytuacji właściwości falowe (dyfrakcja, interferencja) lub korpuskularne (określona lokalizacja, pęd).

Podobnie jest z Bogiem: prawdziwa światłość stała się ciałem… i przybrała sobie imię:

המשיח הנצרי ישוע

(hebr., czyt. Jeszua haMesziach haNotzri)

Jezus Chrystus z Nazaretu

Błogosławiona Pascha 2021

Tegoroczna Pascha lub Triduum Paschalne odbędzie się po raz drugi pośród pewnych zewnętrznych ograniczeń. Czy więc obecna sytuacja – pandemia wirusa i związane z nią ograniczenia- jest przekleństwem, czy błogosławieństwem?

Z perspektywy Boga wszystkie doczesne, ludzkie trudności i cierpienia mogą być przemienione w narzędzie duchowego wzrostu i wieczną chwałę, wystarczy odnieść się właśnie do męki i śmierci Pana Jezusa, które Bóg w swoim niezgłębionym miłosierdziu obrócił w Jego zmartwychwstanie, zwycięstwo nad szatanem i śmiercią oraz odkupienie dla tych, którzy uwierzą. Można też przypomnieć sobie tę sytuację z życia Jezusa:
Przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc.” (por. J 9, 1-7).

Dzisiejszy ucisk jest próbą wiary, testem na to, kogo i co masz w środku, który duch kieruje Twoim życiem – Duch Święty czy Zły duch. Bóg przenika teraz Twoje nerki i serce, aby poznać Ciebie (por. Ap 2,23), aby ocenić, czy jesteś gorący, zimny, czy letni (por. Ap 3,15-16).

Prorok TB Joshua, przez którego Bóg działa wielkie znaki i cuda na potwierdzenie głoszonej przez niego Ewangelii na całym świecie, naucza o obecnym czasie tak:
Czas Boga jest najlepszy. Jako chrześcijanin, niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujesz, ta sytuacja może wzmocnić twoje pragnienie Boga; może cię zatrzymać na chwilę, aby przygotować cię na wyzwania, które czekają na ciebie później; może to być po to, by przygotować cię na nowy poziom. Konsekwencje naszego zachowania mogły kosztować nas pracę, ale nie zmieniało to faktu, że Bóg nas kocha i chce, żebyśmy stanęli na nogi. Nasz Stwórca wybaczyłby nam i pokazałby nam, co dalej. Jeśli wyznajemy nasze grzechy, On jest wierny i sprawiedliwy i przebaczy nam je. On może nam wszystko wybaczyć. Wszyscy podjęliśmy decyzje, których żałujemy i każdemu z nas można wybaczyć i każdy może zacząć wszystko od nowa. Teraz, jeśli nie poznałeś Pana, Jezusa, oddaj Jemu swoje życie, a połączysz się z Tym, który cię stworzył. Kiedy On stanie się twoim Panem i Zbawicielem, wszystko stanie się inne; myślisz inaczej, śnisz inaczej, masz wrażliwość, której nigdy nie miałeś i masz przywilej, że Stwórca pomaga ci we wszystkim, co robisz.

Skąd wiesz, że masz w sobie wiarę w Syna Człowieczego i Syna Bożego? Skąd wiesz, ile jest warta ta wiara? Skąd wiesz, że jesteś chrześcijaninem? Właśnie z Twojej odpowiedzi duchowej (modlitwa, ofiara) i fizycznej (czyny, słowa) w takich sytuacjach, jak dzisiaj.

Jeśli ściska się pomarańcze, to wypłynie z niej sok pomarańczowy. Chrześcijaninie, jeśli ściśnie się lub podda się Ciebie uciskowi, to co wypłynie z Ciebie? Miłosierdzie, miłość wobec bliźniego, wytrwałość na modlitwie, wierność Bogu, posłuszeństwo przełożonym, czujność, które nakazał nam Jezus? Czy wypłynie z Ciebie obecność samego Jezusa, jak przystało na tego, kto jest dzieckiem Boga, świątynią Ducha Świętego? Czy też wypłynie zgorzkniałość, narzekanie, szemranie, czarnowidztwo, gniew i złość na wszystkich i na całą tę sytuację – przejawy działania szatana?

Ten czas może być czasem błogosławionym, obfitującym w dobre owoce – to chce z nas „wycisnąć” Bóg! Okażmy więc wierność i zaufanie Jezusowi, przybądźmy jak Jego uczniowie spożywać z Nim Paschę i po prostu bądźmy z nim duchowo w tym czasie, choćbyśmy mieli stać na dworze pod kościołami albo też własne domy przemienić w końcu na miejsce modlitwy i świątynie, w których mieszka Bóg lub też wszędzie tam, gdziekolwiek jesteś w swoim ukryciu, ale w prawdziwej duchowej Komunii z Panem przez głód i pragnienie Boga, w Duchu i prawdzie, bo Pan Cię zaprasza, bo Pan pragnie spożywać tę Paschę z Tobą!

A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. Wtedy rzekł do nich: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał.” (por. Łk 22,14-15)

„Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka!»” (por. Ap 19,9)